Profil czwarty

Profil czwarty

blank

Komunizm w Polsce, wprowadzany przez sowietów, aby zaistnieć, musiał znaleźć swoich polskojęzycznych wyznawców. I kwestia czy ktoś wierzył i pisał peany, czy robił to z wyrachowania, nie jest istotna. Czy czterech jeźdźców z poprzedniego felietonu zaistniałoby, gdyby nie było wyznawców czwartego profilu z czerwonego sztandaru, którzy potem zostali (lub nie) dysydentami, ale nigdy nie powiedzieli, że czynili zło.  Pytanie jest dość retoryczne.

***

Spotkanie w kościele świętego Wojciecha w Częstochowie  w roku 1987, a może początek 88. Wiktor Woroszylski – opowiada ciekawe historie ze swojego życia, które, jakby zaczęło się w 1956 na Węgrzech. Ja już wiem, że był działaczem partyjnym, jednym z „pryszczatych”, młodych pisarzy przełomu lat 40/50, którzy kochali komunizm. Nie wiem jeszcze, że nosił „klamkę” i wyrzucał starych literatów z ZLP. On jest bohaterem, obecni na sali wiedzą, że jest represjonowany przez władzę, ma zakaz druku, nie wiedzą, że dawniej to on represjonował.

Znam swoje miejsce w szeregu, więc zadaję delikatne pytanie: „Czy żałuje Pan czegoś w swoim życiu społeczno-politycznym?”. Nie spodziewam się ekspiacji, ale jednak jakiegoś zastanowienia. „Nie, bo wszystko, co robiłem, było nauką na przyszłość”. Wtedy nie wiedziałem, że wykonywana przez Trzeci Oddech Kaczuchy piosenka „Wódz” to z lekka przerobiony tekst Woroszylskiego, o tym samym tytule. Tylko wersja nam znana była o Gierku, a oryginał był „dedykowany” Mikołajczykowi.

Czy autor miał się czego wstydzić? No nie, w 1946 roku napisał wiersz, który pewnie go czegoś nauczył. To przecież jasne, że to nie wina komunistów, że w lesie są ludzie. To wina Mikołajczyka, który nie chce pogodzić się z komunizmem i wydumanym zniewoleniem Narodu.

(Tu tylko fragment, ale w internecie można znaleźć całość)

On właśnie – walczył niezłomnie z faszyzmem.
On –znaczy lud i ludowa sprawa.
On – Naród. On – uosabia Ojczyznę.
On – to Warszawa. Krwawiąca Warszawa.
Ojczyzna. Ojczyźnie. Ojczyzną. Ojczyznę.
Reklama i patos. Patriotyzm i byznes.
Krawaty i kwiaty. Targ o mandaty.
Armaty (w marzeniu). Armaty. Armaty.

Mandaty – dla niego. Armaty – dla czerni.
Wódz, a za wodzem – wierni.
Co jeszcze? Co jeszcze? Co jeszcze?
Zza węgła
Kula zdradziecka nie jego dosięga.
Handel i bandy. Broń bratobójcza.
Prezencik na Gwiazdkę. Od wujcia. Od wujcia.
Jęk mordowanych. Płacz matek i żon.
Kto winien? On milczy. Kto winien? Nie On?

On – wzrusza ramieniem. Pogarda dla czerni.
Wódz, a za wodzem – wierni.

***

O Szymborskiej napisano wszystko albo prawie wszystko.To, że wielką poetką była, pewnie prawdą jest. To, że w latach 50. zachowywała się parszywie, jest prawdą na 100 %. Jako i to, że nie wolno o tym było wspominać, szczególnie, gdy dostała Nobla. A, że dostała go, żeby nie dostał Herbert, to oczywiście spiskowa teoria. Jej podpis pod listem literatów, domagających się skazania biskupów, jest tak wielką plamą na honorze, że człowiek honorowy musiałby się wytłumaczyć. Nie zmienia tego fakt, że było tam więcej podpisów późniejszych autorytetów. Przecież pani Wisława była niewątpliwie osobą wrażliwą i jej wiersze o tym świadczą. Ale niech przemówi słowo z wiersza „Ten dzień”. Data nie zostawia wątpliwości, komu poświęcony.

„Życie Literackie”  nr 11/61 z 15 marca 1953 r.

(…)

Jaki rozkaz przekazuje nam
na sztandarach rewolucji profil czwarty?
Pod sztandarem rewolucji wzmacniać warty!
Wzmocnić warty u wszystkich bram!

Oto Partia – ludzkości wzrok.
Oto Partia: siła ludów i sumienie.
Nic nie pójdzie z jego życia w zapomnienie
Jego Partia rozgarnia mrok.

Niewzruszony drukarski znak
drżenia ręki mej piszącej nie przekaże,
nie wykrzywi go ból, łza nie zmaże.
A to słusznie. A to nawet lepiej tak.

***

Pamiętacie Państwo śmichy–chichy, jak to jakiś prawicowy radny sprzeciwiał się nadaniu szkole imienia Jana Brzechwy. No widocznie mu przeszkadza „Lis Witalis” albo „Kaczka Dziwaczka” czy „Pan Kleks”. Powiem szczerze, też miałem wątpliwości, czy pan radny miał rację bo… cholera, nie wiedziałem, że pan Brzechwa, którego jeszcze pamiętałem z dzieciństwa, popełnił taki piękny wierszyk i to nie jedyny, z okazji powstania PZPR w 1948. Przecież nie był idiotą i dobrze wiedział, że to wszystko, czemu zaprzecza, działo się naprawdę.

Jan Brzechwa – Marsz

Bije godzina niezapomniana
Zakręt historii – druga zmiana
Trzeba zwycięstwu drogę torować,
Marsz rozpoczęty, Partio prowadź!
(…)

Chowa spekulant worki w sklepie,
Kołtun z trwogi pacierze klepie
Warchoł w Londynie wlepia ślepie
­ Przyjdzie Anders, będzie lepiej!
W maglu szepcą ciemne kumoszki
– Cukru nie będzie, chleb jest za gorzki
Wiedźmy po domach straszą dzieci,
– Masła nie ma, wzięli „Sowieci”.
Tłuste dewotki straszą głodem,
– Zatruł antychryst chleb i wodę
Pasibrzuch wiejski chłopów judzi
– Na Sybir będą wywozić ludzi.
(…)

Który tam? Z drogi. Partia kroczy,
Twoja partia ludu roboczy
Wspólnie pracować, wspólnie budować
Maszerować! Partio, prowadź!
(…)

Wiersz jest tak zaangażowany, że trudno jest usunąć choćby zwrotkę. Myślę, że Pan radny go znał i uznał, że coś jest nie halo i że może lepiej… Otóż proszę Państwa, niestety nie wykonaliśmy swojej roboty, ale świetnie wykonały ją dzieci wysokich wojskowych, milicjantów, działaczy partyjnych, komunistycznych dziennikarzy. A z nas zrobiono oszołomów, którzy zadają głupie pytania, wmówiono, że czepiamy się. Bo przecież takie były czasy i gdyby nie rodzice resortowych dzieci, byliby inni, gorsi. I pół Polski dało sobie to wmówić, a kiedy my otrząsnęliśmy się, to oni mieli media i kasę, a my mieliśmy pretensje, że nam się nie udało.

***

Myślę, że Michnik czy Owsiak i ich wyznawcy nie muszą być ludźmi całkowicie złej woli. Oni po prostu naprawdę uważają nas za nieprzystosowanych, których trzeba socjalizować. Co innego Urban czy Kwaśniewski, a obecnie Czarzasty. Ale od zwycięstwa czy też „zwycięstwa” w 1989 do Czarzastego na sejmowym tronie, była długa droga. Dla nich Szymborska to wiersz „Nienawiść” po nocy teczek 1992, Woroszylski to „Dziennik Węgierski 1956”, a Brzechwa pisał tylko dla dzieci. A jeżeli coś, gdzieś, kiedyś – to bez znaczenia. Relatywizm, relatywizm, relatywizm, a od dziesięciu lat najważniejsze: ***** ***. I to w wielkim skrócie, dlaczego jesteśmy… tu, gdzie jesteśmy.

Nie chciałem zbyt dobitnie.

Autor tekstu
Przemysław Miśkiewicz

Przemysław Miśkiewicz

Publicysta. Działacz podziemia z lat 80. Przewodniczący Śląskiej Rady Konsultacyjnej ds. Działaczy Opozyzycji Antykomunistycznej, członek Stowarzyszenia Pokolenie. Zoologiczny antykomunista

Wyszukiwarka
Kategorie
Przemysław Miśkiewicz

Przemysław Miśkiewicz

Publicysta. Działacz podziemia z lat 80. Przewodniczący Śląskiej Rady Konsultacyjnej ds. Działaczy Opozyzycji Antykomunistycznej, członek Stowarzyszenia Pokolenie. Zoologiczny antykomunista

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
blank