Projekt „Uwaga! Polowanie”: ideologia pod płaszczykiem troski o bezpieczeństwo

Projekt „Uwaga! Polowanie”: ideologia pod płaszczykiem troski o bezpieczeństwo

blank

Dwadzieścia osiem ofiar śmiertelnych w ciągu dziesięciu lat. Tę liczbę przywołują autorzy projektu „Uwaga! Polowanie”, domagając się radykalnego zaostrzenia prawa łowieckiego. Tymczasem w samym 2024 roku na polskich drogach zginęło 1896 osób, w tym 86 w wypadkach spowodowanych przez rowerzystów. Rowerzyści, których obecność w przestrzeni publicznej i rozwój infrastruktury przeznaczonej dla ich wygody zdecydowanie wspiera część środowisk lewicowych, nie są z tego powodu obejmowani postulatami ograniczania jazdy na rowerze. W przypadku myśliwych pod hasłem poprawy bezpieczeństwa proponuje się przepisy, które według części ekspertów mogą drastycznie ograniczyć polowania na większości terytorium Polski.

W niedzielę zakończyły się społeczne konsultacje obywatelskiego projektu „Uwaga! Polowanie. Zmieńmy prawo łowieckie. Na dobre”. Pod inicjatywą zebrano ponad 204 tys. podpisów. Jej autorzy chcą między innymi zakazu strzelania w odległości mniejszej niż 700 metrów od budynków, ograniczenia polowań nocnych i zbiorowych, zakazu polowań komercyjnych oraz publicznego rejestru polowań.

Za projektem stoi komitet skupiający działaczy ekologicznych, prawników, naukowców i ludzi kultury, w większości związanych z lewicą. Wśród zaangażowanych znaleźli się Magdalena Gałkiewicz, Karolina Kuszlewicz, Radosław Ślusarczyk z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot oraz profesorowie Andrzej Elżanowski, Wojciech Pisula i Marcin Urbaniak. Inicjatywę wsparli również Olga Tokarczuk, Agnieszka Holland, Maja Ostaszewska i Mariusz Szczygieł.

Projekt ma także poparcie polityczne. Wystawę promującą inicjatywę zorganizowało w Sejmie Biuro Krajowe Zielonych. Podczas jej otwarcia marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty objął wydarzenie honorowym patronatem, pogratulował autorom przedsięwzięcia i poparł jego postulaty. W promocję zaangażowała się również posłanka Zielonych Klaudia Jachira.

Tak szerokie poparcie nie przesądza oczywiście o jakości proponowanego prawa. Kampania przedstawia polowania komercyjne jako „zabijanie dla rozrywki”, eksponuje wypadki i zagrożenia dla mieszkańców. Znacznie mniej miejsca poświęca obowiązkom myśliwych wobec rolników, gospodarowaniu populacjami zwierząt oraz finansowaniu odszkodowań. W rezultacie odbiorca otrzymuje uproszczony obraz działalności, którą projekt ma gruntownie zmienić.

Siedemset metrów. Co zostanie z obwodów łowieckich?

Największe wątpliwości budzi propozycja zwiększenia odległości oddawania strzałów ze 150 do 700 metrów od zabudowań. Polski Związek Łowiecki oszacował, że nowe ograniczenie mogłoby objąć co najmniej 75 proc. powierzchni Polski. Analizę wykonano dla budynków mieszkalnych, podczas gdy projekt obejmuje także budynki gospodarcze, magazyny, garaże i obiekty nieużytkowane. To wyliczenie PZŁ pokazuje skalę możliwych skutków. Jeden budynek oznacza strefę o promieniu 700 metrów i powierzchni około 154 hektarów. Przy rozproszonej zabudowie polskiej wsi takie strefy mogą pokrywać znaczne obszary.

Projekt dopuszcza odstępstwo za zgodą właściciela budynku, lecz według PZŁ w praktyce myśliwy musiałby niekiedy uzyskać zgody kilkunastu lub kilkudziesięciu osób. Brak jednej z nich mógłby uniemożliwić oddanie strzału. Związek zwraca też uwagę na trudności z dokumentowaniem zgód i ich odwoływaniem.

Są również konsekwencje, których nie widać w kampanijnych hasłach. Projekt przewiduje wejście nowych przepisów w życie po 30 dniach, utrzymanie dotychczasowych obwodów łowieckich najwyżej przez 36 miesięcy oraz obowiązek uzyskania zgód na istniejące urządzenia łowieckie w ciągu roku. PZŁ ostrzega, że tak krótki okres dostosowawczy może wywołać problemy z obowiązującymi umowami dzierżawy i prowadzić do roszczeń wobec Skarbu Państwa.

Zastrzeżenia zgłosiła Krajowa Rada Izb Rolniczych. Samorząd rolniczy wskazuje, że ograniczenie polowań może utrudnić ochronę upraw przed dzikami i inną zwierzyną. Projekt nie daje przy tym jasnej odpowiedzi, kto sfinansuje ewentualny wzrost odszkodowań. Zakaz polowań komercyjnych może dodatkowo zmniejszyć przychody kół łowieckich.

Paweł Sałek, poseł PiS i wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Ochrony Środowiska, nazwał projekt w Radiu Maryja „manipulacją w stosunku do myśliwych, łowiectwa, Polskiego Związku Łowieckiego, rolników”. Wskazał na problem dzików zasiedlających miasta i ostrzegł, że dalsze ograniczenia odstrzału mogą utrudnić reagowanie na zagrożenia.

Europa poluje inaczej, Polska ma własny model

W kampanii przeciwko obecnym zasadom łowiectwa łatwo stworzyć wrażenie, że Polska jest krajem wyjątkowo uprzywilejowanych myśliwych. Dane pokazują jednak, że łowiectwo jest u nas mniej rozpowszechnione niż w wielu państwach Europy Zachodniej. Według GUS w 2024 r. w Polsce było około 131 tys. myśliwych. We Francji ponad milion, w Hiszpanii około 850 tys., a we Włoszech ponad pół miliona.

Istotniejsze od liczby myśliwych są różnice w organizacji systemu. W Polsce gospodarka łowiecka opiera się przede wszystkim na dzierżawionych obwodach i działalności kół zrzeszonych w PZŁ. We Francji, Niemczech czy Austrii większą rolę odgrywają właściciele gruntów i związane z własnością uprawnienia łowieckie. Odmiennie uregulowano także odpowiedzialność za szkody.

Paweł Sałek uważa, że polski model, mimo niedoskonałości, należy do najlepszych w Europie. Nieuzasadnione byłoby przenoszenie do Polski wybranych zagranicznych ograniczeń bez uwzględnienia odmiennych obowiązków myśliwych i sposobu finansowania gospodarki łowieckiej.

Żonglerka danymi o wypadkach

Warto też zachować proporcje w dyskusji o bezpieczeństwie. Autorzy projektu wskazują na 28 śmiertelnych ofiar polowań w ciągu dekady. Według policyjnych statystyk w samym 2024 r. w wypadkach spowodowanych przez rowerzystów zginęło 86 osób, w tym również sami sprawcy. Rowerzyści są przy tym grupą, której udział w ruchu i rozwój infrastruktury zdecydowanie promuje część środowisk lewicowych. W ich przypadku postulaty koncentrują się na poprawie bezpieczeństwa i infrastruktury, a nie ograniczaniu samej aktywności.

Nie jest to rzecz jasna porównanie ryzyka jazdy rowerem i udziału w polowaniu. Liczby nie uwzględniają skali uczestnictwa ani czasu narażenia na zagrożenie. Pokazują jednak, jak ostrożnie należy posługiwać się statystykami w uzasadnianiu daleko idących zakazów.

Zwolennicy projektu mają argumenty zasługujące na rozpatrzenie. Jawność polowań, kontrola przestrzegania przepisów i bezpieczeństwo osób korzystających z lasów to uzasadnione cele. Nie wszystkie propozycje wymagają jednak tak głębokiej ingerencji w gospodarkę łowiecką.

W debacie aktywna była posłanka PSL Urszula Pasławska, przewodnicząca sejmowej Komisji Ochrony Środowiska, sama polująca. Część aktywistów domagała się odsunięcia jej od kierowania pracami nad projektem ze względu na związki z PZŁ. Pasławska określiła petycję jako „wniosek polityczny, a nie merytoryczny”. Samo członkostwo w organizacji łowieckiej nie przesądza o sposobie prowadzenia prac parlamentarnych, a decyduje komisja, a nie jednoosobowo jej przewodnicząca.

Z armaty do wróbla

Największą wadą inicjatywy pozostaje rozdźwięk między sposobem jej promowania a rzeczywistym zakresem proponowanych zmian. Kampania odwołuje się do tragicznych wypadków i cierpienia zwierząt, ale nie przedstawia równie przekonująco kosztów przebudowy systemu. Nie wyjaśnia też dostatecznie, kto przejmie obowiązki wykonywane obecnie przez koła łowieckie.

Poprawa bezpieczeństwa podczas polowań jest potrzebna. Nie stanowi jednak wystarczającego uzasadnienia dla reformy, której skutków finansowych, prawnych i przyrodniczych nie oszacowano w sposób przekonujący. Jeżeli projektodawcy chcą ograniczyć łowiectwo na tak wielką skalę, powinni przedstawić nie tylko listę zakazów, lecz także sposób rozwiązania problemów, które po ich wprowadzeniu pozostaną. Państwo nie może uchwalić ustawy, a dopiero później zastanawiać się, kto zapłaci za jej konsekwencje.

Autor tekstu
Marcin Rosołowski

Marcin Rosołowski

Marcin Rosołowski. Jest wiceprezesem Fundacji im. XBW Ignacego Krasickiego, członkiem Rady Fundacji Instytut Staszica, współprowadzącym podcast @Podwojnyprosty na YouTube. Z wykształcenia prawnik, z zawodu specjalista od public relations i public affairs. Dla Dobitnie.pl pisze o polityce i kulturze..

Wyszukiwarka
Kategorie
Marcin Rosołowski

Marcin Rosołowski

Marcin Rosołowski. Jest wiceprezesem Fundacji im. XBW Ignacego Krasickiego, członkiem Rady Fundacji Instytut Staszica, współprowadzącym podcast @Podwojnyprosty na YouTube. Z wykształcenia prawnik, z zawodu specjalista od public relations i public affairs. Dla Dobitnie.pl pisze o polityce i kulturze..

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
blank