Ustawa nowelizowana na bombie

Ustawa nowelizowana na bombie

blank

Poselski projekt ustawy o zakazie reklamy alkoholu, który przeszedł przez Sejm, nie odpowiada na istniejące problemy, za to generuje nowe. Znakiem współczesnych wyzwań w sferze alkoholizmu są „małpki”.

Centrum Monitorowania Rynku podaje, że pierwszy szczyt zakupowy przypada w godzinach 6.30–8.30 w dni robocze. Codziennie o tej porze schodzi w Polsce średnio 410 tysięcy małpek. Jednak według raportu Synergion z 2019 roku nawet milion flaszek sprzedaje się przed południem. Posłowie nowelizujący ustawę widocznie nie widzą problemu w tej skali porannych zakupów alkoholu, bo z małpkami obchodzą się nad wyraz łagodnie.

Trzeźwość jest problemem…

Nie tylko alkohol znalazł się na celowniku ustawodawcy. Rykoszetem oberwać mogą również produkty bezalkoholowe, które naśladują wygląd lub nazewnictwo trunków. W myśl projektowanych przepisów reklama produktów wykorzystujących oznaczenia podobne do napojów alkoholowych może zostać objęta zakazem. Innymi słowy, ktoś, kto zamiast piwa wybiera jego bezalkoholowy odpowiednik, niekoniecznie zasługuje w oczach ustawodawcy na pochwałę. Problemem staje się bowiem nie tylko zawartość butelki, ale i jej etykieta.

To osobliwa metoda wychowywania w trzeźwości. Państwo, które deklaruje walkę ze spożyciem alkoholu, zamierza jednocześnie ograniczać reklamę produktów mogących stanowić dla niego alternatywę. Rozumowanie jest następujące: jeśli piwo bezalkoholowe przypomina piwo alkoholowe, to jego promocja może być niebezpieczna. Nawet jeżeli konsument, sięgając po nie, właśnie rezygnuje z alkoholu. Można odnieść wrażenie, że ważniejsze od etanolu okazuje się podobieństwo znaków towarowych…

…a rzemieślnicy jeszcze większym

O ile producentom bezalkoholowych odpowiedników piwa ustawodawca rzuca kłody pod nogi, o tyle browarom rzemieślniczym zamierza odebrać możliwość budowania rozpoznawalności marki. Nowelizacja przewiduje całkowity zakaz reklamy piwa, które dotychczas korzystało z wyjątku od ogólnego zakazu reklamy napojów alkoholowych. Wieczorem w telewizji nadal będziemy oglądać niezbyt subtelne reklamy środków na erekcję, ale zostaniemy uwolnieni od piwa.

Dla wielkich koncernów to właściwie żadna niedogodność. Dla małego browaru, który dopiero próbuje zaistnieć na rynku, może to być bariera nie do pokonania. Jak poinformować o premierze nowego piwa? Jak dotrzeć do klientów? Jak promować browar podczas festiwalu piwnego? A co z oznakowanymi parasolami, namiotami czy lodówkami, które mogą być uznane za nośniki reklamy? Co z mediami społecznościowymi i działalnością blogerów recenzujących piwo? Takie pytania formułował, bądź co bądź, interesariusz tej nowelizacji, Sławomir Mentzen z Konfederacji.

Obawy te podziela Marek Kamiński, prezes Polskiego Stowarzyszenia Browarów Rzemieślniczych. Zwraca uwagę, że wielkie koncerny dysponują rozpoznawalnymi markami, podczas gdy niewielkie browary muszą dopiero walczyć o uwagę konsumenta. – Przez objęcie zakazem również np. social mediów, ustawa odbiera małym browarom możliwości dotarcia do konsumentów z jakąkolwiek informacją o swoim istnieniu, o swoich piwach, rzemieślniczych metodach, swojej pracy i pasji – przekonuje.

Festiwal absurdu, ale piwa już nie…

Problem nie ogranicza się zresztą do samych producentów. Uderzyć może również w festiwale, które dla niewielkich browarów stanowią okazję do zaprezentowania swoich produktów. Paweł Leszczyński, szef stowarzyszenia Wolny Kraft i organizator Warszawskiego Festiwalu Piwa, obawia się, że nowe przepisy utrudnią nawet informowanie o wydarzeniu. 

– Jeśli przegłosowane przez posłów poprawki zostaną wprowadzone, ryzykowne będzie informowanie klientów o czymkolwiek związanym z festiwalem, w tym o naszych akcjach, które mają na celu obniżenie ryzyka szkód i spożycia alkoholu – wskazuje.

Leszczyński szacuje, że polskie piwowarstwo rzemieślnicze to około 250 browarów, zatrudniających bezpośrednio około 1500 osób, a pośrednio wielokrotnie więcej. Ich łączny udział w rynku wynosi zaledwie 1–2 proc. Tymczasem, jak zauważa organizator festiwalu, „Kultura kraftu nie istnieje jako sam produkt, opiera się na tradycji, wiedzy i doświadczeniu, bez tego staje się tym, co duch Ustawy chce ograniczyć – piciem piwa”.

Skutkiem tego lokalny rynek może zostać zdominowany jeszcze silniej przez największe koncerny – zresztą w znakomitej większości zagraniczne. W świetle tej ustawy rozwój lokalnego rynku win francuskich i włoskich również napotkałby poważne przeszkody, podczas gdy lokalne winiarstwo stanowi chlubę narodową i jeden z fundamentów turystyki obu państw. Co ciekawe, sami polscy winiarze zostali potraktowani przez ustawodawcę łagodniej niż piwowarzy. Jak wskazuje Kamiński: – Jeżeli ustawodawca dostrzega wartość kulturową, kulinarną, edukacyjną i turystyczną tradycji winiarskich i tworzy dla nich wyjątkowe ramy prawne, analogiczne podejście powinno obejmować również tradycje rzemieślniczego piwowarstwa.

Czy ktoś z państwa nie słyszał o Oktoberfeście, wizytówce Bawarii? Gdyby w RFN wprowadzono podobne ograniczenia, promocja tego wydarzenia mogłaby napotkać trudności, które dziś brzmią wręcz groteskowo. Ktoś powiedział, że jest jedna rzecz gorsza od złego prawa. Prawo śmieszne. A to akurat jest i śmieszne, i straszne.

Zdjęcie: Wikimedia

Autor tekstu
Jerzy Kopański

Jerzy Kopański

Jerzy Kopański. Dziennikarz i publicysta. Uważny obserwator konsekwencji decyzji i mniej oczywistych aspektów polityki. Obecnie współpracuje między innymi z Dobitnie.pl, "Gościem Niedzielnym", Radiem Republika. Polonista, krytyk literacki

Wyszukiwarka
Kategorie
Jerzy Kopański

Jerzy Kopański

Jerzy Kopański. Dziennikarz i publicysta. Uważny obserwator konsekwencji decyzji i mniej oczywistych aspektów polityki. Obecnie współpracuje między innymi z Dobitnie.pl, "Gościem Niedzielnym", Radiem Republika. Polonista, krytyk literacki

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
blank