Nie bronię starego porządku, ale dlaczego dokonuje się próby przebudowy całej administracji wyborczej na rok przed głosowaniem. Widać, że to działanie „pod wybory” – mówi w rozmowie z DOBITNIE Dariusz Lasocki, były członek Państwowej Komisji Wyborczej w dniu zawetowania przez Prezydenta Karola Nawrockiego nowelizacji Kodeksu wyborczego…
PAWEŁ PRZYCHODZEŃ: Panie Mecenasie, powiem trochę z przymrużeniem oka, że Karol Nawrocki zrobił to co lubi najbardziej, czyli zawetował kolejne ustawy, w tym nowelizację Kodeksu wyborczego. Ale już trochę poważniej zapytam: słusznie?
DARIUSZ LASOCKI: Słusznie, i powiem to już zupełnie bez przymrużenia oka. Prezydent swoim wetem ratuje nam wybory. Nie dlatego, że Kodeks wyborczy nie wymaga zmian bo są one potrzebne, ale na Boga nie na rok przed wyborami. Nie bronię starego porządku, bo Sejm przez lata nie przesunął kilku czy kilkunastu mandatów, choć PKW, również z moim udziałem, o to wnosiła, ale nie wolno tego naprawiać zwykłym obwieszczeniem. Przecież jak PKW się pomyli to nie ma żadnej ścieżki odwołania czy naprawy takiego błędu. Poza tym – dlaczego dokonuje się próby przebudowy całej administracji wyborczej na rok przed głosowaniem. Widać, że to działanie „pod wybory”. Dodatkowo, co bardzo groźne, zmiana ta dotyka komisarzy wyborczych, powoływania urzędników wyborczych i składu komisji okręgowych. Każda z tych zmian z osobna zasługuje na spokojną debatę i rzetelną ocenę skutków jej wprowadzenia. Pan Prezydent uzasadniając weto trafnie przypomniał, że prawo wyborcze pełni nie tylko funkcję organizacyjną ale także legitymizacyjną. Z kolei weto do ustawy o reklamie politycznej (druga z trzech zawetowanych 15 października ustaw – dop. PP) podyktowane zostało nieostrymi definicjami, narzuceniem Państwowej Komisji Wyborczej funkcji represyjnych. Najgroźniejsze jedna jest to, że urzędnik mógłby w trakcie kampanii zatrzymywać materiały wyborcze, a droga odwoławcza mogłaby trwać dłużej niż sama kampania. To bat na opozycję!
Na ile proponowane zmiany w zakresie liczby posłów z danego okręgu są tak istotne, przecież i tak wybieramy 460 posłów?
Łącznie posłów nadal będzie 460, ale nie jest obojętne, gdzie ich wybieramy. Według danych PKW z 2022 r. na jednego posła w okręgu podwarszawskim przypadało blisko 93 tys. mieszkańców, a w elbląskim niespełna 73 tys. Najnowsze wyliczenia PKW pokazują, że okręg nr 20, czyli tzw. obwarzanek warszawski (przypomnę, to 8 powiatów okalających Warszawę) powinien wybierać 15 posłów zamiast 12. Kierunek zmiany jest więc być może i słuszny ale jak mawiają na Podlasiu „diabeł tkwi w szczegółach”. Liczba posłów w okręgu miała przestać wynikać z ustawy, a wynikać tylko z obwieszczenia PKW. Co to jest to obwieszczenie? Bo zapewne obywatelom może to się kojarzyć – poniekąd słusznie – z jakimiś wielkimi płachtami na przystankach autobusowych w Czyżewie czy Szczebrzeszynie z całym szacunkiem. Gdzie ustawodawca zagubił myślenie konstytucyjne? Ustawa zasadnicza mówi wprost – zasady i tryb przeprowadzania wyborów określa ustawa! Nie ma mowy o obwieszczeniu. I dalej – gdyby PKW się pomyliła w obliczeniach to brak jest w propozycji złożonej na biurko Prezydenta jakiegokolwiek trybu odwoławczego. Pomyślmy – PKW myli się w obliczeniach co do liczby mandatów w okręgach (zakładam dobrą wolę, a nie celowe działanie i manipulowanie liczbą mandatów). Na tej podstawie wybieramy Sejm. Skład Sejmu jest wadliwy. Ustawy nie są ustawami itd. Co najbardziej kuriozalne to to, że jeżeli PKW z jakichś powodów nie wyda obwieszczenia rolę przejmuje Naczelny Sąd Administracyjny. Sąd ten nigdy nie miał roli wyborczej. Przecież wiemy, że obecna władza nie poważa Sądu Najwyższego i próbuje włączyć tym samym NSA w proces wyborczy. To niewłaściwe, to błędne, bo NSA kontroluje administrację, a nie ją zastępuje. I wisienka na torcie – obwieszczenie PKW wywiera skutek dopiero po ogłoszeniu w Dzienniku Ustaw, który wydaje Prezes Rady Ministrów. Czy coś dodawać? Wiemy jak jest z publikowaniem w Dzienniku Ustaw.
Pan często w swoich wypowiedziach zwraca uwagę na sprawę funkcjonowania komisarzy wyborczych. Mam wrażenie, że to niedoceniany problem, a ta kwestia również znalazła się wśród powodów decyzji o wecie. Dlaczego?
Tak, dziękuję za to pytanie. Komisarz to ni mniej ni więcej oczy i uszy PKW w terenie. Nadzoruje przestrzeganie prawa wyborczego, powołuje obwodowe komisje wyborcze, jest zwierzchnikiem urzędników wyborczych, w pewien sposób odpowiada wraz z samorządami za organizację wyborów. Ogromna odpowiedzialność i krytyczna rola. Nowela do Kodeksu wyborczego zakładała, że w każdym województwie będzie od 2 do 6 komisarzy. Dziś jest ich 100, a w skrajnym wariancie zostałoby 32. To absurd! Prezydent słusznie napisał, że taka redukcja uniemożliwia bieżący, realny nadzór, a uzasadnienie projektu ograniczało się do ogólnika o „uelastycznieniu” liczby komisarzy. Co więcej krąg kandydatów na komisarzy zawężono wyłącznie do sędziów czynnych i w stanie spoczynku przed 70. rokiem życia, a kandydatów miałby wskazywać prezes sądu apelacyjnego. Przypomnę, że to w istocie przekazanie aparatu wyborczego w ręce Pana Ministra Żurka, który powołuje prezesów sądów apelacyjnych. Wcześniej rolę w proponowaniu kandydatów miał minister spraw wewnętrznych i administracji. Jak widać, Premier Tusk odbiera uprawnienia ministrowi Kierwińskiemu a wzmacnia ministra Żurka. Powiem szczerze, że sama toga sędziowska nie zastąpi doświadczenia wyborczego, której część sędziów po prostu nie ma. Zresztą zwróćmy uwagę, jak ogromne wątpliwości pojawiają się przy licznych nominacjach w wymiarze sprawiedliwości i to nie wątpliwości co do kandydatów, ale legalności działania! I teraz ten modus operandi Pan Żurek miałby przenieść na proces wyborczy?
W stanowisku Prezydenta pojawia się też sprawa zniesienia w nowelizacji zakazu powoływania urzędników wyborczych spośród pracowników urzędów gmin, w których mają sprawować swoje funkcje. To realny problem? Projektodawcy wskazywali, że urzędnicy to szansa na większą profesjonalizację procesu wyborczego?
Nowelizacja znosiła zakaz powoływania na urzędnika wyborczego pracownika urzędu gminy lub gminnej jednostki organizacyjnej w tej samej gminie, w której ma on pełnić funkcję. W mojej ocenie to realny problem. Pracownik urzędu gminy podlega służbowo wójtowi, burmistrzowi lub prezydentowi miasta, a zatem lokalnemu politykowi. Nie od dzisiaj wiemy, że w samorządach uprawia się politykę i kto twierdzi inaczej jest naiwny albo niedojrzały. A ten bardzo często sam ubiega się o reelekcję albo jest częścią lokalnego układu politycznego. Argument o profesjonalizacji urzędników wyborczych rozumiem, ale profesjonalizacji nie osiąga się przez podporządkowanie urzędnika wyborczego stronie lokalnego sporu.
Jak pamiętam, to w III RP stale pojawiał się problem przyjmowania istotnych zmian prawa wyborczego w za krótkim terminie przed zbliżającymi się wyborami. Teraz też pojawił się ten problem i jak widać obecna koalicja nie oparła się pokusie majstrowania przy zasadach wyborczych w ostatnim roku przed wyborami. Czy naprawdę nie umiemy inaczej?
Uczciwie przyznam, że pokusa majstrowania przy regułach gry tuż przed wyborami nie ma jednej barwy politycznej. Standardy są przecież znane. Kodeks dobrej praktyki w sprawach wyborczych Komisji Weneckiej (tu też się ona od lat pojawia) zaleca, by zasadniczych elementów prawa wyborczego, w tym podziału mandatów między okręgi, nie zmieniać w okresie krótszym niż rok przed wyborami. Ta nowelizacja formalnie rzecz biorąc dochowywała sześciomiesięcznego minimum, ale pierwsze obwieszczenie PKW miałoby się ukazać do końca 2026 r., a zatem około dziesięciu miesięcy przed wyborami. Partie, które już dziś szukają kandydatów, dowiedziałyby się, o ile mandatów toczy się gra w ich okręgu, dopiero na ostatniej prostej. To nie fair, ale chyba to stwierdzenie od dawna w polityce nie obowiązuje.
Przy okazji sporu, to delikatne określenie, wokół Trybunału Konstytucyjnego staramy się dyskutować o kwestiach ustrojowych. Przepisy prawa wyborczego też są takimi normami i też, jak widać, stają się przedmiotem sporu. Czy dostrzega Pan związek z między takim przygotowaniem Kodeksu wyborczego a tym co się dzieje wokół Trybunału Konstytucyjnego?
Tak i bardzo bym chciał się mylić. Myślę, że dzisiaj TK a jutro PKW. Przypomnę, że jednym z dwóch sędziów w PKW jest właśnie sędzia Trybunału, którego wskazuje Prezes Trybunału Konstytucyjnego. A zatem wyeliminowanie Prezesa Święczkowskiego spowoduje oddelegowanie nowego sędziego do PKW. I co zdarzy się gdy będzie to sędzia który składał ślubowanie w obecności kolumn sejmowych i marszałka Czarzastego? Jak wtedy będzie wyglądać proces wyborczy, który dotykać będzie nieusuwalna wada w postaci nieprawidłowego obsadzenia składu PKW? Dlatego powtarzam: Prezydent swoim wetem ratuje nam wybory! Rozwiązania dobre i niesporne, takie jak głosowanie za granicą na podstawie dowodu osobistego czy mniejsze obwody, można przyjąć szybko w krótkiej, ponadpartyjnej nowelizacji. Rozdział mandatów trzeba zaktualizować, ale ustawą, raz na kadencję, z rocznym wyprzedzeniem i z kontrolą sądową. Wybory nie mogą być kolejnym polem bitwy o fakty dokonane.
***
Dariusz Lasocki – radca prawny, ekspert prawa wyborczego i administracyjnego, członek Państwowej Komisji Wyborczej w latach 2020–2024, wcześniej – przez dekadę – aktywny warszawski samorządowiec. Autor publikacji o prawie wyborczym, m.in. w „Rzeczpospolitej” i „Dzienniku Gazecie Prawnej”.
