Polski sektor rolno-spożywczy, generujący blisko 20% produkcji krajowego przemysłu, znalazł się w fazie krytycznej niestabilności prawnej. Czterdzieści organizacji branżowych – od mleczarzy po plantatorów tytoniu – wystosowało wspólny postulat zamrożenia nowych przepisów podnoszących koszty działalności. W tle sporu o projekty takie jak UD213 czy UC100 wybrzmiewa pytanie o granice wytrzymałości ekonomicznej rolników i przetwórców w obliczu unijnej nadtranspozycji i braku międzyresortowej koordynacji. Producenci rolni i plantatorzy liczą na to, że w ostateczności uratuje ich prezydenckie weto.
Polski sektor rolno‑spożywczy od kilku lat funkcjonuje w warunkach rosnącej niestabilności regulacyjnej. Z jednej strony jest jednym z filarów krajowego eksportu i odpowiada za istotną część produkcji sprzedanej przemysłu, z drugiej – mierzy się z narastającą liczbą nowych wymogów administracyjnych, środowiskowych i fiskalnych. W reakcji na tę sytuację czterdzieści organizacji branżowych wystąpiło z postulatem dwuletniego moratorium na przepisy podnoszące koszty prowadzenia działalności, przy jednoczesnym wdrażaniu prawa unijnego w formule „UE+0”, czyli bez nadmiarowych, krajowych obostrzeń.
Podczas konferencji zorganizowanej 9 marca 2026 r. w Warszawie przedstawiciele branży wskazywali, że problemem jest zarówno tempo legislacji, jak i sposób implementacji regulacji. Kolejne ustawy wchodzą w życie bez realnych okresów przejściowych, a obowiązki sprawozdawcze, technologiczne i środowiskowe kumulują się w krótkim czasie. Z perspektywy przedsiębiorstw oznacza to ograniczenie zdolności inwestycyjnych, wzrost kosztów stałych oraz utrudnienie długoterminowego planowania – zwłaszcza w sektorze, który tradycyjnie operuje na wieloletnich cyklach produkcyjnych i kontraktowych.
Branża krytycznie ocenia zwłaszcza praktykę tzw. nadtranspozycji dyrektyw unijnych, w której przepisy wspólnotowe są wdrażane w Polsce w bardziej restrykcyjnej wersji niż minimalnie wymagane progi. Wskazywane są tu m.in. projekt UD224 dotyczący udostępniania informacji o środowisku, który może dodatkowo wydłużyć i skomplikować procedury inwestycyjne w produkcji zwierzęcej, oraz projekt UC100 o rozszerzonej odpowiedzialności producenta (ROP) dla opakowań, podnoszący koszty dla przetwórców żywności. Brak koordynacji między resortami – klimatu, finansów, zdrowia i rolnictwa – powoduje, że regulacje nakładają się na siebie, tworząc nieprzejrzyste i trudne do zarządzania otoczenie prawne.
Szczególnym punktem zapalnym stał się projekt nowelizacji ustawy o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych (UD213), przewidujący m.in. zakaz saszetek nikotynowych. Dla sektora rolno‑spożywczego jest to przykład regulacji, która – w imię celu zdrowotnego – generuje znaczące ryzyka ekonomiczne. Eksport wyrobów tytoniowych przynosi Polsce ok. 4,6 mld euro rocznie i stanowi ok. 11 proc. wartości eksportu całego sektora rolno‑spożywczego, a łączne wpływy podatkowe z branży sięgają 28 mld zł. Ograniczenie legalnej oferty produktowej, przy utrzymującym się popycie, może oznaczać przesunięcie części konsumpcji do szarej strefy i spadek dochodów budżetu państwa.
Na te konsekwencje zwraca uwagę m.in. środowisko plantatorów tytoniu. Krzysztof Andruszkiewicz, reprezentujący Okręgowy Związek Plantatorów Tytoniu w Augustowie, podkreśla, że szybkie i radykalne ograniczanie określonych kategorii produktów nikotynowych grozi załamaniem popytu na surowiec z polskich gospodarstw i osłabieniem krajowego przetwórstwa. Argument ten znajduje odzwierciedlenie także w analizach Związku Przedsiębiorców i Pracodawców – jego przedstawiciele wskazują, że stabilność regulacyjna w obszarze wyrobów nikotynowych jest kluczowa dla utrzymania wieloletnich kontraktów z plantatorami oraz łańcuchów wartości opartych na krajowym surowcu [por. Newseria].
Spór wokół UD213 ujawnił także różnice stanowisk wewnątrz rządu. Minister rolnictwa Stefan Krajewski publicznie zapewniał, że resort opowiada się za rozwiązaniami, które pozwolą utrzymać uprawy tytoniu w Polsce i nie pogorszą sytuacji rolników [zob. Super Biznes]. Z kolei część środowisk gospodarczych, w tym Związek Przedsiębiorców i Pracodawców kierowany przez Cezarego Kaźmierczaka, alarmuje, że łączenie podwyżek akcyzy z zakazami produktowymi w krótkich odstępach czasu zwiększa niepewność regulacyjną i sprzyja rozwojowi nielegalnego obrotu kosztem legalnych producentów.
Plantatorzy zakładają, że w ostateczności niekorzystne dla polskiego rolnictwa rozwiązania zostaną zablokowane przez prezydenta, który zawetuje ustawę. Czy tak jednak będzie? Wiadomo, że sprawa budzi ogromne emocje, w tym silny lobbing z każdej możliwej strony, w tym państwo i organizacji reprezentujących konkurentów polskiego rolnictwa, a także Komisji Europejskiej.
Wspólny apel czterdziestu organizacji – od Polskiej Federacji Producentów Żywności, przez Polską Izbę Mleka i branżę mięsną, po związki plantatorów buraka cukrowego, tytoniu, rzepaku czy ziemniaków – dotyczy przede wszystkim potrzeby przewidywalności. Z punktu widzenia przedsiębiorstw kluczowe jest, by już uchwalone regulacje zostały w pełni wdrożone i ocenione pod kątem skutków gospodarczych, zanim pojawią się kolejne obciążenia. Wprowadzenie dwuletniego moratorium na nowe kosztotwórcze przepisy miałoby w ich ocenie pozwolić na uporządkowanie otoczenia prawnego, lepszą koordynację polityk międzyresortowych oraz odbudowę zdolności inwestycyjnych sektora.
Polski sektor rolno‑spożywczy, ze względu na swoją skalę i znaczenie dla bilansu handlowego oraz rynku pracy, pozostaje wrażliwy na nadmierne wahania regulacyjne. Dalsze decyzje rządu w sprawie projektów takich jak UD213, UD224 czy UC100 będą testem, na ile polityka regulacyjna jest w stanie uwzględniać zarówno cele środowiskowe i zdrowotne, jak i konsekwencje ekonomiczne dla rolników i przetwórców.
