Są jeszcze w Polsce pokłady węgla i… zdrowego rozsądku. Refleksje po raporcie Polskiego Towarzystwa Gospodarczego

Są jeszcze w Polsce pokłady węgla i… zdrowego rozsądku. Refleksje po raporcie Polskiego Towarzystwa Gospodarczego

blank

Czy energia elektryczna po 300 zł. za MWh to jest realny scenariusz? Polskie Towarzystwo Gospodarcze udowadnia, że tak. Więcej, to jest scenariusz konieczny, w przeciwnym razie czeka nas gospodarcza, a w efekcie społeczna katastrofa.

Ukazał się właśnie raport Polskiego Towarzystwa Gospodarczego (PTG) pt. „Konkurencyjność czy transformacja? Nowa mapa energetyczna Polski”.  Na rynku pojawia się wiele materiałów analitycznych na temat energetyki, muszę jednak przyznać nie wiele jest tak dobrze udokumentowanych. Ale jest jeszcze coś, dla mnie szczególnie ważnego: czytając raport, a miałem też okazję posłuchać autorów przy prezentacji, można zaczerpnąć luksusu… zdrowego rozsądku. Tak, luksusu, bo to towar dzisiaj deficytowy szczególnie, jeżeli spojrzeć na dominujące media i mainstream polityczny i naukowy.

Na szczęście, to się zmienia, także dzięki podobnym publikacjom. Na prezentacji raportu, Prezes PTG Tomasz Janik wspomniał, że jeszcze półtora roku temu, gdy zgłaszał na różnych forach wątpliwości co do polityki klimatycznej i konkretnych rozwiązań czuł się osamotniony.  Tu mogę lekko polemicznie stwierdzić, że już wtedy swoją kampanię prowadziła „Solidarność” byli też naukowcy i komentatorzy idący wbrew dominującym trendom. Ale generalnie zgoda, walec jedynie słusznej polityki klimatycznej się toczył. Widziałem to z bliska obserwując dyskusje w branży energetycznej i to jeszcze za poprzedniego rządu. Dominowało poczucie, że trzeba przyjąć to co płynie z unijnej centrali, że dekarbonizacja może ma swoje wady, ale pomoże nam się zmodernizować, że ETS jaki jest, taki jest, ale da się z nim żyć i jakoś to przejdziemy, dostaniemy pieniądze z Unii – z KPO lub licznych funduszy – postawimy trochę wiatraków, paneli i będzie dobrze. Może nas nawet pochwalą, a my pokażemy, że też umiemy w zielone. Przesadzam? Hm… służę wieloma cytatami od przedstawicieli ówczesnych władz, ważnych urzędników i kierownictw państwowych spółek. Na szczęście dzisiaj to się powoli zmienia i wiele osób poprzedniej ekipy już zdążyło się otrząsnąć z tego klimatycznego snu. Nie wszyscy, wystarczy poczytać Konrada Szymańskiego, uchodzącego kiedyś za ostoję myśli konserwatywnej w Polsce, wieloletniego europosła, potem ministra odpowiadającego za sprawy europejskie.

Dzisiaj to się zmienia.  Z wielu powodów, także dzięki działalności takich organizacji jak PTG (zrzeszającego głównie pracodawców), ale i organizacji związkowych, think tanków, niektórych mediów (słowa uznania dla Radia WNET) i rosnącego grona ekspertów, takich jak autorzy raportu. Oczywiście, ogromne znaczenie mają procesy polityczne i to w międzynarodowym wydaniu, by wspomnieć tylko fundamentalną zmianę polityki USA. To co jeszcze doskwiera, to szczupłość literatury analitycznej wskazującej na całkowitą błędność założeń polityki klimatycznej. Dlatego tak dużą wartość ma przedmiotowe opracowanie. Bo choć słowa „polityka klimatyczna” nie padają w tytule opracowania, to de facto dyskusja o konkurencyjności gospodarki i transformacji energetycznej w pełni zanurzona jest w to, co określamy takim mianem. Znamy to: CO2, zeroemisyjność, czysta energia, zielona energia, dekarbonizacja, neutralność klimatyczna i inne słowa klucze będące de facto pałkami do okładania przeciwników.

W tym kontekście wielką wartością raportu jest to, że emisja CO2 nie jest uznana za najistotniejszą kwestię.  Ograniczać, nie ograniczać – to w gruncie rzeczy dyskusja o pozornym znaczeniu jeżeli wyjmie się ją z pełniejszego kontekstu gospodarczego czy energetycznego. A tak się przecież dzieje i tzw. „zeroemisyjność” została wydestylowana, jako samodzielny cel polityczny i w ten sposób obudowana wielkimi programami klimatycznymi. Z fatalnymi skutkami dla energetyki i gospodarki. Autorzy doskonale sobie radzą z taką pułapką fałszywej nadrzędności dyskusji o zeroemisyjności. Wprawdzie CO2 pojawia się jako istotny element opracowania, ale wpisywany jest właśnie w szerszą dyskusję o ekonomii, gospodarce czy energetyce. Jako faktor polityczny, ograniczenie emisji dwutlenku węgla pojawia się w kontekście niesprawiedliwego podziału obciążeń z tego tytułu. Bo wniosek jest oczywisty: jeżeli już ograniczamy emisje, to wszyscy i przy zachowaniu uczciwych zasad. A nie dość, że poza UE mało kto się tym przejmuje, to ramach samej Unii rozłożenie obciążeń jest niesprawiedliwe. Dodajmy, że opracowanie PTG nie rozwodzi się nad kwestiami klimatyczno-atmosferycznymi. Owszem, takie wątki pojawiają się, ale wyłącznie jako tło do zasadniczych rozważań. Słuszna decyzja, choć pokusa wejścia w polemikę z klimatystami na temat „płonącej planety” jest duża. Ale zostawmy to na inną okazję, skądinąd taka dyskusja też jest bardzo ważna.

Raport, jak na taki dokument przystało, zawiera obszerną analizę stanu polskiej elektroenergetyki wraz ze wskazaniem zagrożeń.  Podkreślmy realnych, właściwie już obecnych i powoli niszczących naszą gospodarkę niczym komórki nowotworowe. PTG to doskonale rozumie, to w końcu organizacja zrzeszające tysiące polskich przedsiębiorców, często naprawdę dużych radzących sobie na rynkach międzynarodowych. Organizacja jest też w stanie to policzyć. Ale diagnoza bez wniosków i rekomendacji stałaby się tylko kolejnym przykładem wylewania żali, może nawet słusznym i podanym w atrakcyjnej formie, ale nieproduktywnym. Tu nie ma tego problemu. Zgodnie ze sztuką, raport zawiera obszerny katalog wniosków i rekomendacji. Czasem schowanych za dość technicznym językiem, ale w moim przekonaniu, zasadniczo słusznych. I mógłbym dyskutować nad pewnymi akcentami np. czy przyjmować logikę dyskusji o „okresie przejściowym”, bo to jest trochę zaakceptowanie narracji o nieuchronności procesów transformacyjnych w narzuconym formacie. Ale traktuję to jako pewną taktykę przedstawiania problemów. Tu zresztą jedna uwaga, w wyliczeniu dot. podtrzymywania bloków 200 MW przez działania modernizacyjne tych jednostek – słuszna rekomendacja! – pojawia się argument o redukcji emisji CO2 o 33%. Mógłby ktoś zauważyć, że to niespójne z innymi wnioskami raportu, ale ja traktuję to jako dość zręczne wytrącanie argumentów stronie – nazwijmy to – dekarbonizacyjnej przez operowanie ich językiem. W dłuższej jednak perspektywie, to będzie nieproduktywne.

Wracając do wniosków i rekomendacji. Mało co tak przemawia do wyobraźni, jak umiejętne pokazanie korzyści finansowych, w tym dużych oszczędności.  Trzeba przyznać, że w tym zakresie autorzy raportu, mówiąc kolokwialnie, pozamiatali. Ich zdaniem, przyjęcie rekomendacji to oszczędność nawet… 1,85 biliona zł.! Tak, prawie 2 biliony. Obecna ekipa rządowa chce nas wepchnąć – w imię osiągnięcia mitycznych korzyści z ograniczenie emisji CO2 – w programy o wartości 3 bilionów złotych. A eksperci PTG odwracają ten argument: jeżeli już chcemy dyskutować o takim samym efekcie redukcji emisji, to można to osiągnąć budową 6 nowych bloków nadkrytycznych, analogicznych jak ostatni oddany w Kozienicach (B11 o mocy ok. 1.075 MW). Tylko, że mowa tu o blokach… tak, tak: węglowych. Bo w raporcie wprost się mówi, że kluczem do budowy stabilnego a tym samym bezpiecznego i dającego konkurencyjność polskiej gospodarce, systemu elektreneregtycznego jest przede wszystkim węgiel. Repowering węgla – to jest alternatywny scenariusz dla Polski. Scenariusz definiowany przez kluczowe wartości: bezpieczeństwo, konkurencyjność, rozwój. Eksperci mówią: alternatywny, a ja dopowiadam, główny, jedyny rozsądny.

Węgiel to oczywisty wybór, bo mamy go pod dostatkiem. Na setki lat. Mamy też, technologie i know how korzystania z tego surowca. Zaryzykuję nawet tezę, unikalne na skalę całej Europy. I przestańmy karmić się bredniami, jakoby całe górnictwo jest skazane na tkwienie w permanentnym deficycie. Że każda kopalnia to konieczność wydobycia węgla z głębokości 1000 m. Owszem, są zakłady trwale nierentowne, owszem niektóre kopalnie i spółki węglowe są źle zarządzane z zaszytymi problemami strukturalnymi. Ale nie transponujmy tego na całe górnictwo. Reformujmy, modernizujmy, ale nie niszczmy. W ub.r. w DOBITNIE opracowaliśmy raport na ten temat pokazując dość precyzyjnie problemy (KRYZYS POLSKIEGO GÓRNICTWA WĘGLA KAMIENNEGO Analiza przyczyn, skutków i rekomendacje naprawcze – Dobitnie).Ale wiem – tu odniosę się już do własnych doświadczeń – że nawet w ramach Polskiej Grupy Górniczej, czy Jastrzębskiej Spółki Węglowej bez trudu można pokazać aktywa wydobywcze dające poważną nadzieję na ekonomiczny sukces. A przecież jest LW Bogdanka firma właściwie od lat przynosząca zyski. Zresztą ten przykład z rekomendacją rozbudowy i zwiększenia wydobycia podają autorzy raportu.

Takie dość stanowcze opowiedzenie się za węglem stawia przed autorami perspektywę konfrontacji z cała machiną i splotem interesów polityczno-biznesowo-naukowo-NGOsowych stojących za branżą OZE (tu: sektor wiatrakowy i słoneczny).  To wymaga pewnej odwagi, ale zarówno PTG i eksperci są na to gotowi i jak widać są dobrze przygotowani do dyskusji. Bo dodatkową wartością raportu jest wskazanie na problem gigantycznych środków, jakie płyną do tej branży. I nie sposób nie zastanowić się nad skalą manipulacji jakie towarzyszą dyskusji na temat modernizacji sektora energetycznego. Z jednej strony, gdy analizujemy problemy energetyki i górnictwa węglowego zderzamy się z niekończącym się potokiem argumentów o konieczności dopłacania do węgla, do górników i czego tam jeszcze. Z drugiej strony, przy OZE słyszymy tylko o taniej, ba, najtańszej energii, bo przecież „słońce i wiatr nic nie kosztują”. A jednym z poręcznych narzędzi manipulacji jest opisywanie aspektów ekonomicznych źródeł OZE przez pryzmat współczynnika LCOE (Levelized Cost of Electricity) pozwalającego spojrzeć na koszt produkcji energii bez wielu innych koniecznych nakładów (najróżniejszych subsydiów, utrzymywania stabilności systemu, budowy niezbędnej infrastruktury przesyłowej etc). Na szczęście autorzy raportu upomnieli się i o ten ważny element debaty o energetyce.

Raport został zbudowany wokół czterech głównych, jak nazwali to autorzy, filarów energetyki:  300 zł. za MWh, samo-bilansowanie u źródła, obojętność ETS dla cen energii i konkurencyjność technologiczna. Obszary porządkujące analizę i dające możliwość spójnego spojrzenia na polski sektor energetyczny. To pozwala na sformułowanie zasad konkurencyjności gospodarki, co w oczywisty sposób determinuje przestrzeń merytoryczną dyskusji o transformacji. Jako motyw przewodni przyjęto wspomniane założenie: energia elektryczna nie może kosztować więcej niż 300 zł. za MWh. Trudne, ale wykonalne. Ba, konieczne!

Na koniec warto przywołać zespół tworzący raport: dr inż. Mirosław Gajer, dr Piotr Dziadzio, Szczepan Ruman, Bartosz Radzikowski i Bartosz Kurek. Słowem wstępnym raport opatrzył Tomasz Janik i prof. Ziemowit Malecha, znany też z łam DOBITNIE. Jak widać, grono fachowe dające rękojmię rzetelnie wykonanej pracy, co ja niniejszym zaświadczam.

***

Raport do pobrania na stronie PTG: Raport energetyczny PTG – PTG – Polskie Towarzystwo Gospodarcze

Autor tekstu
Paweł Przychodzeń

Paweł Przychodzeń

prawnik, menedżer i ekspert w sektorze energetycznym, były wiceprezes PGNiG Termika (obecnie Orlen Termika).

Wyszukiwarka
Kategorie
Paweł Przychodzeń

Paweł Przychodzeń

prawnik, menedżer i ekspert w sektorze energetycznym, były wiceprezes PGNiG Termika (obecnie Orlen Termika).

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
Przemysław Miśkiewicz
blank