Gorycz, która wylała się u nas po haniebnym ruchu ukraińskiego prezydenta, spotkała się adekwatną reakcją po stronie ukraińskiej. Czy, jak chcą niektóre pięknoduchy, zepsuje to budowaną od czterech lat mityczną przyjaźń między narodami? Jak wygląda ta przyjaźń, pokazał niedawny sondaż: Polska jest ostatnia na liście państw, którym wg obywateli Ukrainy w razie zbrojnej napaści należałoby przyjść z pomocą. Tradycyjnie kretyńskie postrzeganie międzynarodowych relacji przez pryzmat miłości i nienawiści doprowadziło do tego, że przyjaciół nie zyskaliśmy, a konfliktów mamy coraz więcej.
Zaczynajmy zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Rosja – co tu dużo mówić. Niezależnie, czy Putin przetrwa, czy nie, czy Rosja się zdemokratyzuje, czy będzie ewoluowała nadal w kierunku parastalinowskiej dyktatury, nienawiść między narodami szybko nie zniknie. Jeszcze za komuny wielu Polaków wyznawało zasadę: bolszewicy źli, ale Rosjanie dobrzy ludzie. To historia. Teraz jesteśmy znienawidzeni – i sami nienawidzimy, z akceptacją od lewa do prawa (z małymi wyjątkami).
Dalej mała Litwa. Tu co prawda w relacjach obustronnych cieplutko, niemniej sytuacja mniejszości polskiej bynajmniej się nie poprawiła. Uczciwie trzeba stwierdzić, że prorosyjskie nastawienie części działaczy polskich w tym kraju nie pomaga sprawie naszych rodaków.
Białoruś– cóż, może nie ma nienawiści takiej, jak w relacjach z Rosją, ale przez zero-jedynkową postawę i poprzedniego, i obecnego rządu wzrosła wzajemna niechęć. Nie twierdzę, że polską racją stanu jest głaskanie zależnego od Moskwy Łukaszenki, ale to zbyt ważny z różnych względów sąsiad, by stawiać na konflikt.Zwłaszcza w imię interesów Kijowa, który sam umie działać tak, by Białoruś nie włączyła się w nie swoją wojnę.
Ukraina – jako się rzekło. Przykład tego, że relacje buduje się w oparciu o pragmatyzm, a nie na chwilowych emocjach. Zwłaszcza, gdy druga strona chce wziąć jak najwięcej i nie kwitować. Polska wyszła na tym jak zakochany zamożny pan w relacjach z dziewczyną, która chce się po prostu ustawić w życiu. Z takich panów zazwyczaj się śmieją.
Słowacja chyba też teraz nie zalicza się do przyjaciół, a na pewno nie do przyjaciół obecnego rządu. Rządzi tam bowiem Fico, który nie ma atestu demokraty, wydawanego w Brukselę. Trzeba docenić, że choć przyjaźń nie kwitnie, to Warszawa nie zdecydowała się na taką wojnę podjazdową, jaką toczyła (głównie w imię ukraińskich potrzeb finansowych) z Orbánem. Słowacja z racji geopolitycznych i gospodarczych nie jest dla Polski państwem pierwszorzędnego znaczenia. I może dlatego jeszcze nie toczymy z nią zimnej wojny.
Czechy są wyjątkiem na tej mapie nieprzyjaźni.Zawsze to my zazdrościliśmy Czechom, okraszając zazdrość lekceważeniem, a oni odpłacali się niechęcią. Teraz Polska w Czechach jest symbolem sukcesu, a resentymenty odchodzą do przeszłości. Niebywałe, patrząc na trend pogarszania się relacji z każdym z naszych sąsiadów.
Kończymy tę listę Niemcami. Swoisty fenomen, bowiem wszyscy pamiętamy, że o ile za rządu PiS z jego antyniemieckim nastawieniem relacje siłą rzeczy były lodowate, to za rządów obecnej koalicji nie jest lepiej. No, w sferze gestów może tak, ale nie w sferze faktów. Niechęć kanclerza Merza do premiera Tuska, niechęć osobista, powoduje, iż rząd, który miał łatkę proniemieckiego, nie jest w stanie dokonać racjonalnej zmiany w obustronnych relacjach.Inna kwestia, że jedynym warunkiem do stałego ocieplenia kontaktów jest rezygnacja z Polski z ambicji liderowania w naszym regionie Europy na rzecz Niemiec. W jednym z możliwych scenariuszy i tak Niemcy, dogadując się same z Ukrainą, definitywnie te ambicje zablokują. Tylko czy wówczas będzie im zależało na partnerstwie z Polską?
Bilans prawie 40 lat wolnej Polski w zakresie relacji z sąsiadami jest, co tu dużo mówić, katastrofalny. Nie zdołaliśmy zbudować realnych, korzystnych, trwałych i rozwojowych relacji z kluczowymi partnerami w regionie. W tym kontekście plany Trójmorza, Międzymorza, przewodzenia państwom Europy Środkowo-Wschodniej są czystą utopią. Żeby być liderem w jakiejkolwiek organizacji czy jakimkolwiek układzie, trzeba umieć pozyskiwać sojuszników, trzeba umieć grać. Polska, jak pokazują efekty, tego nie umie.Taka jest przykra prawda.
