Siedem podstawowych punktów

Siedem podstawowych punktów

blank

Nie wytrzymujemy naporu bezczelności i zaczynamy odpowiadać tym samym. Media społecznościowe zamieniają się w arenę walki na słowa i demagogiczne argumenty. W dodatku ludzie niezrównoważeni, a może z natury pozbawieni hamulców, czy po prostu pijani, dają publicznie upust swoim emocjom wobec ludzi, których jedynym wyróżnikiem jest to, że są innej narodowości.

Na razie są to ataki werbalne. Nie można jednak wykluczyć celowych prowokacji, a gdy te się rozpoczną, słowa mogą się zamienić w czyny. W ten sposób szczupłe zasoby organizacyjne i porządkowe, które mamy, możemy już niedługo zacząć zużywać na powstrzymanie bezprawnych działań i zapewnienie podstawowego porządku. To źle.

Na własny użytek przygotowałem więc sobie kilka punktów, które – mam nadzieję – pozwolą mi zachować zdrowy rozsądek w tym ogólnym rozchwianiu. Dzielę się nimi, bo może ktoś zechce skorzystać.

Po pierwsze, kiedy się ma rację, nie należy się z nikim przekrzykiwać, tylko skupić na przedstawianiu faktów w taki sposób, aby ktoś niezaznajomiony ze sprawą sam był w stanie wyciągnąć wniosek, kto kłamie, a kto mówi prawdę. Jesteśmy narodem obdarzonym nie idealnym, ale dobrym dziedzictwem. Walczyliśmy ze złem i nie poszliśmy na kolaborację z ludobójcami. Byli wśród nas zbrodniarze i zdrajcy, tych sądziliśmy. Chętnie przyjmiemy porównania z zachowaniem innych narodów pod warunkiem, że będą to porównania uczciwe.

Po drugie, uleganie prowokacjom jest oznaką słabości. Nic tak nie cieszy ludzi starających się wyprowadzić nas z równowagi, jak widok poczerwieniałej z wściekłości twarzy swojego adwersarza, widok kapitalików i wykrzykników używanych obficie w korespondencji w mediach społecznościowych, wreszcie – inwektywy i groźby zamiast argumentów. I nie jest tu żadnym usprawiedliwieniem to, że wcześniej oni sami używali inwektyw i gróźb. Trzeba było ich z nimi zostawić. Przydatna jest tu herbertowska “siostra pogarda”.

Po trzecie, uznawanie prawdy, jest oznaką siły. Nawet, gdy prawda jest dla nas pozornie niewygodna. Czy Polacy nie mają ciemnych kart w swojej historii? Mają. Czy Polacy zawsze byli tylko ofiarami, a nigdy agresorami? Nie. Dlatego Jedwabne czy inne miejsca, które kojarzą się ze złem i zbrodnią, nie mogą być ukrywane. Zwłaszcza, że sprawcy zbrodni co do zasady zostali wskazani i osądzeni. Tylko, że uczciwość nakazuje na tym nie poprzestawać. Inne narody także niech zdobędą się na osądzenie własnych zbrodniarzy. Osądzenie, nie stawianie im pomników i nazywanie ich imionami ulic i szkół. Zapraszamy.

Po czwarte, nie należy od nikogo oczekiwać przeprosin, co najwyżej moralnego zadośćuczynienia i upamiętnienia. W ostatnich dniach wielokrotnie spotkałem się ze skierowanym w moją stronę jako Polaka oskarżeniem, że bezustannie chcemy, aby nas przepraszano. To bardzo wygodne postawienie sprawy, bo nikt nie lubi tych, którzy domagają się specjalnego traktowania. Więc trzeba sprawę postawić jasno: przeprosiny nas nie interesują. Interesuje nas odnalezienie ofiar i godny pochówek szczątków ludzkich, co musi obejmować postawienie na grobach krzyża z tabliczką z nazwiskiem tam, gdzie jest możliwa identyfikacja. Jeżeli ktoś będzie chciał przepraszać, uczyni to dla swojego własnego dobra, nie dla nas.

Po piąte, trzeba bezwzględnie odrzucać fałszywy symetryzm. Nie – kolaboranci Hitlera i zbrodniarze eksterminujący ludność cywilną nie mogą być stawiani na równi z oddziałami Armii Krajowej nawet, jeżeli niektóre z tych oddziałów popełniały czyny niegodne żołnierza. Polscy wojskowi i partyzanci nie rozrywali końmi parlamentariuszy przybyłych w celu prowadzenia rozmów, nie wbijali gwoździ w dziecięce główki. Zbrodnie na cywilach, jakie popełniały polskie oddziały dokonywały się wbrew rozkazom dowództwa. Działania zbrojne miały charakter odwetowy, nie zaczepny. Polacy nie dążyli do przeprowadzenia czystki etnicznej, tylko do pokazania agresorom, że zbrodnie na rodakach spotkają się ze militarną odpowiedzią, co miało na celu zatrzymanie rozlewu krwi. Był to jedyny język, jaki rozumiał przeciwnik.

Po szóste, musimy pamiętać, że cenni dla Polski są wszyscy ci, którzy myślą podobnie i chcą oczyścić swoją przeszłość i upamiętnić ofiary zbrodni. Jest ich może niewielu, ale są. Podobnie, jak byli ponad 80 lat temu. Antagonizowanie ich byłoby zwyczajnie głupie, a ponadto nieuczciwe. Jeżeli mamy być wierni dziedzictwu, do jakiego jesteśmy przywiązani, nie możemy tak postępować. Nie są naszymi wrogami ludzie, którzy są innej narodowości, a ludzie, którzy niegodnie mówią i działają.

Po siódme, należy porzucić romantyczne wizje pojednania i wspólnoty. Nie musimy się sobie rzucać w objęcia. Nie musimy sobie nawet podawać ręki. Musimy prowadzić prostą, transakcyjna politykę zdając sobie sprawę z tego, że inwestujemy w niszczenie naszego najważniejszego wroga cudzymi rękami i cudzą krwią. To wiele. Trzeba też pamiętać, że siła leży po naszej stronie, choćby ich elity dmuchały nie wiadomo, jak wielkie balony i opowiadały o tym, w jak wysokich ligach grają. Te opowieści będą zasługiwały na wzruszenie ramion pod warunkiem, że nie będziemy tracić energii i zasobów na pacyfikowanie naszych harcowników pragnących za wszelką cenę odegrać się na małych dziewczynkach.

Autor tekstu
Robert Bogdański

Robert Bogdański

Publicysta niezależny. Pisał w Do Rzeczy, Tygodniku TVP, Idziemy. W przeszłości szef anglojęzycznego portalu TVP, prezes Polskiej Agencji Prasowej, dziennikarz BBC i Reuters

Wyszukiwarka
Kategorie
Robert Bogdański

Robert Bogdański

Publicysta niezależny. Pisał w Do Rzeczy, Tygodniku TVP, Idziemy. W przeszłości szef anglojęzycznego portalu TVP, prezes Polskiej Agencji Prasowej, dziennikarz BBC i Reuters

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
Przemysław Miśkiewicz
blank