Niestety, ale w sprawie cen paliw to nie opozycja ograła rząd, lecz rząd opozycję. Chętnie stosowana przez Donalda Tuska reguła: nie komentować spraw niewygodnych i starać się, by prorządowe media działały zgodnie z tą linią, została zastosowana tutaj z sukcesem. Okazało się, że może i PiS miał rację, żądając od rządu reakcji, ale to rząd zdecydował, kiedy ma zareagować. W dodatku premier pokazał się jako osoba, która nie boi się w sprawach ważnych dla Polaków iść na zwarcie (nawet jeśli to zwarcie ustawione i teatralne) z Brukselą.
Internet zalały memy ze stacjami obrandowanymi „Ralph Orlen” i mężczyznami, którzy przed randką polewają się benzyną, chcąc pokazać, że są zamożni. Znamy to z czasów, gdy Orlen musiał reagować na rosnące ceny po wybuchu wojny rosyjsko-ukraińskiej. Nowomianowany kandydat na przyszłego premiera Przemysław Czarnek najpierw zwołał konferencję na stacji paliw, a potem złożył projekt obniżki VAT i akcyzy na paliwa. Złożył – i nic.
Minister Domański przez kilka dni przekonująco dowodził, dlaczego cen paliw nie da się obniżyć. Po czym (stary numer, ale na wyborców zawsze działa) wszedł na scenę Donald Tusk, ogłosił, że tak dalej być nie może, zwołał w trybie pilnym posiedzenie Rady Ministrów i myk! Do Sejmu trafił stosowny projekt redukujący podatki na paliwo.
Opozycji pozostało przypominać, że oni chcieli tego już wcześniej, a przedstawicielom prezydenta wskazywanie, że rząd długo zwlekał z decyzją.
Tyle, że ten komunikat dotarł w najlepszym razie do części wyborców opozycji. Bo opinia publiczna zobaczyła, że dobry pan premier wysłuchał płaczu obywateli i błyskawicznie zareagował.
Jakby tego było mało, Tusk jednym strzałem osiągnął dwa cele. Ten drugi to pokazanie, że jak trzeba, to proeuropejski szef polskiego rządu i von der Leyen się nie zlęknie. Co prawda w czwartek zakomunikował, że nie będzie skargi do TSUE na traktat Unia-Mercosur, ale w piątek rzecznik Komisji Europejskiej powiedział, że Polska obniża VAT wbrew unijnym regulacjom.
Jak widać, jedyny plan PiS związany z paliwową drożyzną opierał się na karkołomnym założeniu, że Tusk podatków nie obniży, bo budżet i tak ledwie zipie. W dodatku kto jak kto, ale on za żadne skarby nie zrobi nic, czego Bruksela nie pobłogosławi.
Mam niestety wrażenie, że od wielu miesięcy większość planów PiS, jeśli już jakieś się pojawiają, opiera się na takiej właśnie mało wymyślnej strategii: my będziemy w nich walili, a oni nic nie zrobią.I mimo, że sondaże pokazują nieskuteczność tego rodzaju działań, to największa partia opozycyjna jest do nich niezwykle przywiązana.
Pytanie, czy równie przywiązani będą do niej jej wyborcy.
