Rozmowa z posłem Bartłomiejem Pejo (Konfederacja), przewodniczącym sejmowej Komisji Cyfryzacji, Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii
Nowelizacja ustawy o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa jest przez Konfederację ostro krytykowana. Czy uważacie, że jest niepotrzebna?
Bezpieczeństwo Polski jest sprawą najwyższej wagi, ale nie może być budowane w oparciu o niechlujne prawo, które uderza w portfele obywateli, przyszłość polskich przedsiębiorców, rolników i grozi miliardowymi stratami dla państwa – Krajowa Izba Komunikacji Ethernetowej oszacowała koszty dla polskich operatorów na poziomie 14,4 mld zł. Polska potrzebuje profesjonalnego cyberbezpieczeństwa, opartego na merytoryce, a nie na politycznej uznaniowości.
Problemem jest fakt, że po raz kolejny krajowa implementacja unijnych przepisów wprowadza ogrom krajowej nadregulacji. Przypomnę, że sam rząd diagnozował ten problem w kampanii prezydenckiej i Rafał Trzaskowski, kandydat obozu rządowego zaproponował stosowanie zasady UE+0, czyli żadnej dodatkowej regulacji do unijnego prawa. To się nie dzieje, gdy przychodzi do realnego wdrażania kolejnych dyrektyw. Tak też jest w przypadku dyrektywy NIS2, którą ta ustawa rzekomo przenosi na polski grunt.
Rzekomo?
Tak, ponieważ polska ustawa wychodzi dalece poza unijną regulację i poza implementację tej dyrektywy w innych państwach UE. Dodatkowo w przypadku ustawy, o której mowa, nie ma nawet woli politycznej wysłuchania publicznego i dyskusji z zainteresowanymi podmiotami. Taki tryb procedowania nie ma wiele wspólnego ze standardami demokratycznej debaty.
Czy prawie 40 tysięcy polskich firm – bo tak ogromnej liczby dotyczyć będą nowe obowiązki i restrykcje – nie odczuje skutków ustawy?
Oczywiście, że te skutki mogą być daleko idące. Sposób administracyjnego nadawania statusu dostawcy wysokiego ryzyka (unikalna konstrukcja polskiego rządowego projektu, nieznana innym regulacjom europejskim) znacząco wpłynie na wiele branż. Każda tego typu ustawa ma konsekwencje dla sektora prywatnego i dlatego właśnie głos przedsiębiorców powinien zostać uwzględniony w procesie legislacyjnym. Wielu z nich twierdzi, że będzie zmuszona zamykać swoje biznesy. Polska gospodarka nie może być poligonem doświadczalnym dla urzędników, którzy wprowadzają przepisy bez policzenia ich kosztów. Jesteśmy przeciwni takiej wersji Krajowego Systemu Cyberbezpieczeństwa, bo chcemy chronić przedsiębiorców przed karami, których nie są w stanie uniknąć z przyczyn technicznych, chronić również przed wymogiem wymiany sprzętu w ciągu 4 lub 7 lat. A taki warunek przedmiotowa ustawa przewiduje.
Czy widzi Pan sens kluczowego dla ustawy w obecnym kształcie instytucji Dostawcy Wysokiego Ryzyka? Unijne regulacje kładą nacisk na technologie, my – na kraj pochodzenia. Czyli wystarczy inna metka, by dostawca już nie był ryzykowny?
Zasadne pytanie. W tym kształcie ta instytucja według mnie nie będzie skutecznym narzędziem ochrony polskich firm, a może stać się instytucją, która zaszkodzi wielu innowacyjnym rozwiązaniom. Składałem podczas prac sejmowej Komisji Cyfryzacji poprawkę, która zapewniałaby stosowanie kodeksu postępowania administracyjnego w postępowaniu w sprawie uznania za dostawcę wysokiego ryzyka. Obowiązujące obecnie przepisy dążą do wyłącznie uznaniowego kwalifikowania podmiotów jako dostawców wysokiego ryzyka. Postępowanie administracyjne daje narzędzia do kontroli wydawanych decyzji i możliwości odwołania w przypadku decyzji, które krzywdzą konkretne podmioty.
Minister cyfryzacji, wicepremier Krzysztof Gawkowski niejednokrotnie podkreślał, że kto ma zastrzeżenia do rządowego projektu dotyczącego KSC, jest niemalże dywersantem. Podczas prac w sejmowej Komisji Cyfryzacji głosami rządzącej koalicji zamknięto dyskusję nad projektem. Dlaczego, Pana zdaniem, rząd przyjął postawę konfrontacyjną, zamiast dążyć do konsensusu?
Przykry jest fakt, że do tej nadregulacji wykorzystuje się PR-owo trudne położenie geopolityczne Polski jako państwa „frontowego” w Sojuszu Północnoatlantyckim. Znowu bezpieczeństwo jest cynicznie wykorzystywane do uzasadnienia nadmiernych kompetencji państwa względem obywateli. Z tym samym argumentem mieliśmy do czynienia w przypadku ustawy o rynku kryptoaktywów i ustawy wprowadzającej cenzurę Internetu. Przeregulowanie gospodarki nie tylko nie da nam bezpieczeństwa (bo wiara w skuteczność i roztropne decyzje administracji nie potwierdza się w rzeczywistości), ale także wpłynie realnie na rozwój technologii w Polsce, który jest nam potrzebny. Nie było woli debaty nad kształtem przepisów w ramach wysłuchania publicznego. Szkoda, że tak ta legislacyjna ścieżka została poprowadzona.
Prawo i Sprawiedliwość na ostatniej prostej dokonało zdumiewającej wolty. Oto projekt, który ostro krytykowali, okazał się – po wprowadzeniu kosmetycznych poprawek – godny, by oddać za nim głos. Czym Pan to tłumaczy? Czy Konfederacja nie poczuła się zdradzona?
Nie, nie czujemy się zdradzeni. My się różnimy z Prawem i Sprawiedliwością w wielu kwestiach i nie ma w tym nic zaskakującego, że finalnie i w tej sprawie nasze stanowiska się rozminęły. O szczegóły zmiany decyzji proszę pytać przedstawicieli Prawa i Sprawiedliwości.
Teraz wszystko w rękach prezydenta Karola Nawrockiego. Czy posłowie Konfederacji rozmawiali z nim o sprawie nowelizacji ustawy o KSC podczas niedawnego spotkania z przedstawicielami klubów i kół parlamentarnych?
Temat implementacji dyrektywy NIS2 był poruszany na spotkaniu z Panem Prezydentem, na którym reprezentował nas poseł Grzegorz Płaczek. Staraliśmy się pokazać Panu Prezydentowi argumenty, które godzą w interesy polskiego biznesu, w tym również rzeszy rolników i producentów rolnych.
Co wg Pana powinien teraz zrobić prezydent? Podpisać ustawę, skierować ją do Trybunału Konstytucyjnego przed podpisaniem, czy też zawetować i zaproponować własny projekt?
My konsekwentnie uważamy, że ustawa w tym kształcie nie powinna wejść w życie. Do tego przekonywaliśmy na spotkaniu także Pana Prezydenta. Być może przebieg zdarzeń będzie analogiczny do implementacji DSA (wprowadzenie cenzury Internetu), która nie znalazła podpisu prezydenckiego. Czekamy na decyzję głowy państwa. Weto, poza obroną polskich przedsiębiorców, którym nikt nie gwarantuje rekompensaty byłoby obroną przed wzrostem cen żywności. Inaczej przepisy te zmuszą rolników i producentów do płacenia „podatku od biurokracji”, co finalnie odczujemy wszyscy przy sklepowych półkach.
Oby ten czarny scenariusz się nie ziścił. Dziękuję za rozmowę!
Rozmawiał Ignacy K. Krasicki
