Zakazane piosenki

Zakazane piosenki

blank

Przyjaciół nikt nie będzie mi wybierał…
Wrogów poszukam sobie sam
Dlaczego kurwa mać bez przerwy
Poucza ktoś w co wierzyć mam

Dla mnie piosenka śpiewana przez Andrzeja Garczarka, zawsze będzie się kojarzyć z imprezą sprzed 45 lat. I Przegląd Piosenki Prawdziwej – Zakazane Piosenki. Wajda, Zembaty, Karpiński, Czeczot – no nie, oni nie śpiewali, byli współtwórcami pomysłu, zasiadali w jury, robili scenografię. A występowali wszyscy, którzy chcieli pokazać, że nie podoba im się komuna. Od Kaczmarskiego, Gintrowskiego, Łapińskiego, przez Wolną Grupę Bukowinę czy Wały Jagiellońskie, Macieja Zembatego po gwiazdy pierwszego sortu jak Marek Grechuta czy Dżem z Riedlem. Festiwal odbył się w Hali Oliwii, a honorowy patronat objął nad nim Lech Wałęsa.

Przebacz mi smutna Bratysławo
Hradcu Kralowy, zlata Praho
Za śmierć jaskółki tamtej wiosny
I polskie tanki nad Wełtawą

Zastanawiałem się, jak cenzura mogła puścić taki tekst, prawie dokładnie w kolejną rocznicę wkroczenia wojsk Układu Warszawskiego z „bratnia pomocą” do Czechosłowacji. Okazało się, że zakazała, ba, nawet organizatorzy mieli zostać podani do prokuratury za zezwolenie na jego wykonanie, jednak rozeszło sie po kościach, a stan wojenny po kilku miesiącach połączył kilku wykonawców i pomysłodawców Przeglądu w obozach internowania. Podobne problemy z cenzurą miał twórca scenografii Andrzej Czeczot. W plecach sceny wisiały portrety pierwszych sekretarzy, od Bieruta do Gierka, a kolejnym były ramy obrazu, powieszone na szubienicy. Sugerowało to miejsce dla Jaruzelskiego. Ingerencja cenzury była na tyle ostra, że drugiego dnia festiwalu scenografia została przykryta wielkim napisem Solidarność, ale wszyscy pamiętali o pierwotnej wersji, a ja o zmianie dowiedziałem się dopiero ostatnio, czytając w Internecie.

Na skraj miasta wyszło kilku takich,
z których każdy o podróży sobie śnił,
zbudowali dworzec kolejowy,
każdy kupił sobie bilet w nim

lecz kiedy pociąg nadjechał
i stał na peronie zdyszany,
ktoś spytał: „więc dokąd jedziemy?”,
usłyszał: „na razie wsiadamy”

Poprzednie kawałki to był cudowny Garczarek, którego mało kto pamięta, a to Marek Grechuta, którego trudno jakoś przypiąć do tego wydarzenia. A jednak, kiedy słuchaliśmy nagrań z Przeglądu w stanie wojennym, to właśnie ten tekst robił na nas ogromne wrażenie. Pytanie czemu? Przecież niby nic w nim nie ma. Słowa „więc dokąd jedziemy?” i odpowiedź „na razie wsiadamy” była bardzo adekwatna do istoty komuny. To było takie typowe: „wicie towarzysze, będzie dobrze, ale po drodze musimy ciągle walczyć z wrogami.” „Ale kiedy będzie dobrze?” „Nie siejcie defetyzmu towarzyszu, Partia mówi, że będzie, to będzie.”

Tylko cicho, tylko cicho, tylko cicho cicho
Tylko cicho, tylko cicho, tylko cicho cicho
Tylko cicho, tylko cicho, tylko cicho, tylko cicho
Cicho cicho cicho

Tylko cicho, pokorne ciele dwie matki ssie itp., tego żeśmy nienawidzili i może właśnie dlatego, te słowa dawały nam takiego poweru, że my inaczej i my nie cicho. Ale wracamy do festiwalu. O ile Grechuta był ogromnym, pozytywnym zaskoczeniem, to wtedy wydawał się nim też Andrzej Rosiewicz, kojarzony raczej z Opolem i gdzieś balansujący na pograniczu bycia po jednej i drugiej stronie. Jego piosenka z Opola z drugiej połowy lat 70 o pszczółkach i drugich ulach była co prawda odbierana jednoznacznie, ale „Propaganda sukcesu”, którą zaśpiewał na Przeglądzie, to był hit.

Choć pogoda była brzydka i zła,
choć na drodze położyła się mgła,
choć paliła pod powieką słona łza,
szła, szła, szła.

W kraju węgla, miedzi i rud,
gdy dookoła rozpanoszył się głód.
Pan ją zdradził i wyklął ją lud
szła na wschód.
– Do domu. Po prostu – do domu.

Sala klaskała i śmiała się nieprawdopodobnie, bo wszyscy pamiętali, że jeszcze kilkanaście miesięcy temu byliśmy w pierwszej dziesiątce, piętnastce czy dwudziestce, pod każdym względem, a kilka miesięcy później w sklepach był tylko ocet i gruzińska herbata. Ta, co to szła i szła, to właśnie propaganda sukcesu. Zresztą piosenka jest urocza i warto znaleźć ją w necie i odsłuchać.

Nie da się całego Przeglądu omówić w jednym felietonie, był on małą cząstką fenomenu Solidarności, która była tak potrzebna społeczeństwu. Solidarność wciągnęła wszystkich aktywnych ludzi, którzy widzieli pustotę i zło komuny. Z „polską szlachtą polski lud” – marzenia Zygmunta Krasińskiego spełniły się w niej w 100%. Tylko ta szlachta już nie była szlachtą, była inteligencją, która przyjęła rolę służebną wobec ludu, który był już bardziej robotniczy niż chłopski. Ten piękny sen nie mógł trwać wiecznie i skończył się po dziesięciu latach, ale to zupełnie inna historia.

Pierwszy PPP Zakazane Piosenki był częścią snu i warto o nim pamiętać. Mocne „Przyjaciół nikt nie będzie mi wybierał” kontra „Tylko cicho, tylko cicho”.  Za kilka miesięcy okazało się kto cicho, a kto nie.

Autor tekstu
Przemysław Miśkiewicz

Przemysław Miśkiewicz

Publicysta. Działacz podziemia z lat 80. Przewodniczący Śląskiej Rady Konsultacyjnej ds. Działaczy Opozyzycji Antykomunistycznej, członek Stowarzyszenia Pokolenie. Zoologiczny antykomunista

Wyszukiwarka
Kategorie
Przemysław Miśkiewicz

Przemysław Miśkiewicz

Publicysta. Działacz podziemia z lat 80. Przewodniczący Śląskiej Rady Konsultacyjnej ds. Działaczy Opozyzycji Antykomunistycznej, członek Stowarzyszenia Pokolenie. Zoologiczny antykomunista

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
blank