Zełeński odleciał

Zełeński odleciał

blank

Od poklepywania po ramieniu prezydentowi Ukrainy przewróciło się w głowie. Uwierzył, że cały świat naprawdę uważa go za bohatera i dowódcę ostatniego szańca, chroniącego Zachód przed rosyjskimi barbarzyńcami. Jakby zapomniał, że kieruje państwem, które wisi u klamki możnych.

„Pier…ć Polskę i Polaków” – miał powiedzieć Wołodymyr Zełeński przed  nadaniem Centrum Operacji Specjalnych imienia „Bohaterów UPA”. Chciał zagrać nam na nosie, ale w rzeczywistości sprawił, że o ludobójstwie na Wołyniu dowiedział się cały świat. Zamierzał pokazać swoją niezależność, a wpisał się idealnie w putinowską propagandę, zgodnie z którą zadaniem armii rosyjskiej jest denazyfikacja Ukrainy.

Odwołując się do tradycji UPA, formacji która współpracowała z Niemcami mordując Polaków i Żydów Zełeński daleko nie zajedzie. Na chwilę zyskuje poklask u siebie w kraju. Dzięki rozbudzeniu antypolskich nastrojów na moment zgromadzi wokół siebie polityków różnych opcji, na których wymusza solidarność w zwracaniu orderów. To jednak sukcesy tylko chwilowe, bo w rzeczywistości znacznie osłabia swoją pozycję. Zachód zawsze chętnie pokaże swoją moralną wyższość wobec przywódcy, który odwołuje się do tradycji nazistowskiej. Cynicznie i bez emocji w dogodnej sytuacji uderzy tym w Zełeńskiego. Podchwycą to tradycyjne i społecznościowe media.

Coraz mniej lubiany ukraiński przywódca, którego roszczeniowość drażni Amerykanów, Brytyjczyków, Francuzów i Niemców, daje właśnie kolejny powód, by go lekceważyć. Tym razem historyczny, ale przecież zrozumiały i bardzo emocjonalny. Zełeński, którego znaczna część Ukraińców nie znosi i chętnie widziałaby go za kratkami, pokłócił się już właściwie ze wszystkimi państwami regionu. Polska, doceniając zaangażowanie jego kraju w wojnę z naszym odwiecznym wrogiem Rosją, jako ostatnia znosiła jego arogancję. Tym razem przeholował i będzie musiał za to zapłacić.

Zgubna symbolika

Afera z odsyłaniem Polsce orderów jest wyrazem tej ukraińskiej bufonady. Trzeba jednak pamiętać, że to tylko błyskotki. Symboliczne i ważne, ale ciągle nie mające realnego wpływu siłę obu państw. Prawdziwe interesy nie polegają przecież na przypinaniu odznaczeń, ale na dostawach broni, amunicji, paliw, energii i gotówki, której Ukraina potrzebuje jak tlenu. Pod tym względem jest państwem całkowicie uzależnionym od pomocy z Zachodu, a przede wszystkim od Polski. Choć wsparcie finansowe  Polski nie jest dziś dla Kijowa kluczowe, to bez zgody Warszawy towary tam nie dotrą.

Z UPA na sztandarach wiele drzwi dla Zełeńskiego pozostanie zamkniętych, a wiele interesów nie będzie sfinalizowanych, bo nie ma innej drogi na do tego kraju niż przez Polskę. Bez zgody Warszawy nie będzie też akcesji do Unii Europejskiej, a opór Węgrów w tej sprawie nie osłabł po zmianie rządów. Słowacy również nie chcą widzieć Ukraińców w UE, więc zamiast sojuszników zyskiwać Wołodymyr Zełeński ich traci. I to na długo, bo takiej arogancji w polityce się nie zapomina.

Refleksja nadchodzi

Absurdalna polityka ukraińskiego prezydenta nie jest i nie będzie wieczna. Już dziś wśród wielu tamtejszych polityków widać otrzeźwienie. Były przywódca tego kraju Petro Poroszenko otwarcie przyznaje, że zrażanie sobie strategicznego sojusznika, jakim jest Polska jest wielkim politycznym błędem, za który przyjdzie Kijowowi zapłacić.

Jednoznaczną, proniemiecką polityką Zełeński prowadzi przecież swój kraj w przepaść. Historia pokazuje, że Berlin zawsze traktował Ukraińców instrumentalnie, wyłącznie jako element rozgrywek z Polakami czy Rosjanami. Dla rządu federalnego, nieważne zresztą kto będzie kanclerzem, Ukraina pozostanie państwem fasadowym, nijako przynależnym Moskwie. Nawet jeśli dziś Ursula von der Leyen roztacza przed Kijowem wizję szybkiej akcesji do UE, to przecież chodzi raczej o proces kolonizacji tego kraju przez niemieckie, francuskie i holenderskie firmy. Ukraina jest atrakcyjna dopóki można ją wyciskać jak cytrynę, gdy już nie będzie zysków zostanie z powrotem oddana Rosji. Albo podzielona na strefy wpływów.

Zełeński być może nawet o tym wie, ale przecież dziś walczy o życie, Gdy przyjdą wybory, zostanie zmieciony ze swojego urzędu i będzie musiał odpowiedzieć za gigantyczną korupcję. Wzięcie na sztandary zbrodniarzy z UPA ma tylko odsunąć uwagę od gigantycznego złodziejstwa, jakie dzieje się na Ukrainie.

Mariusz Staniszewski

Autor tekstu
Mariusz Staniszewski

Mariusz Staniszewski

dziennikarz, był m.in. wiceprezesem Polskiego Radia, prezesem TechFilm i wicenaczelnym Wprost, współtwórca Kanału Dobitnie i prezes Dobitnie Media.

Wyszukiwarka
Kategorie
Mariusz Staniszewski

Mariusz Staniszewski

dziennikarz, był m.in. wiceprezesem Polskiego Radia, prezesem TechFilm i wicenaczelnym Wprost, współtwórca Kanału Dobitnie i prezes Dobitnie Media.

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
Przemysław Miśkiewicz
blank