Z punktu widzenia polskiej polityki Wołodymyr Zełensky jest człowiekiem przeszłości i nie warto w niego inwestować. Rozstanie z nim powinniśmy jednak przeprowadzić w taki sposób, aby jak najmniej ucierpiały na tym stosunki z Ukrainą i Ukraińcami. Bo Zełensky odejdzie (miejmy nadzieję, rychło), a Ukraina zostanie i nadal będzie nas oddzielała od Rosji, nadal będzie miejscem skąd będą do nas przyjeżdżali ludzie, by pracować i robić interesy, a my także będziemy chcieli tam jeździć, by robić interesy i pracować. Ponadto żyje tam wielu Polaków, którzy nie powinni ucierpieć tylko z tego powodu, że prezydent ich kraju postanowił zagrać z Polską nieczysto. Naszym hasłem powinno być zatem: Zełensky nie! Ukraina tak!
To, że ten człowiek to partner niestabilny, który może w każdej chwili zwrócić się przeciwko swojemu sojusznikowi zaczęło się okazywać już jesienią 2022 roku, gdy nie chciał się w żaden sposób przyznać do tego, że w Przewodowie spadła ukraińska rakieta, choć szczere “przepraszam” zostałoby z pewnością przyjęte przez nasze społeczeństwo, które wie, że na wojnie zdarzają się wypadki. Brak przeprosin spowodował jednak, że w nasze stosunki zaczęła się wkradać nieufność. Niespełna rok później w przemówieniu w ONZ oskarżył Polskę nieomal o współpracę z Rosją, co wywołało reakcję nawet silnie proukraińskiego Andrzeja Dudy. Wcześniej zresztą postanowił naszego prezydenta upokorzyć, gdy podróżując pociągiem przez nasz kraj i nie chcąc się spotkać w prezydentem zorganizował sobie spotkanie z człowiekiem, który nosił takie samo nazwisko licząc na to, że w przekazie międzynarodowym wszystko będzie dobrze: Duda to Duda. Upokorzył zresztą także Donalda Tuska, słynną samotną podróżą do Kijowa, gdy pozostali przywódcy europejscy jadący z nim na spotkanie podróżowali razem. Nie chodziło więc o barwę polityczną, tylko o pokazanie Polakom, gdzie ich miejsce. Teraz nastąpiła gloryfikacja UPA, formacji, która jest odpowiedzialna za potworne masakry ludności cywilnej.
Powody takiej polityki są dwojakiej natury. Po pierwsze Zełensky postawił w Europie na Niemcy, co dla niego w naturalny sposób oznacza marginalizację Polski, bo partner Unii i Niemiec na wschodzie Europy może być w jego optyce tylko jeden. Jest to optyka rodem ze starć osiedlowych gangów, ale cóż począć, tak został uformowany.
Po drugie zaś ma on teraz ogromny problem wizerunkowy związany z tym, że skandale korupcyjne pojawiają się coraz bliżej niego. Rok temu nie udało mu się podporządkowanie sobie niezależnych do tej pory organów antykorupcyjnych. Zaprotestowało społeczeństwo i zaprotestowali Amerykanie, którzy powstanie tych organów politycznie sponsorowali.
Fiasko operacji przejęcia pod swoje skrzydła walki z korupcją doprowadziło do aresztowania w połowie maja Andrija Jermaka, przez lata prawej ręki Zełenskiego. Co prawda na razie szef prokuratury antykorupcyjnej powiedział, że w śledztwie nie ma wątku udziału prezydenta, ale doprawdy trzeba bardzo dużej wyobraźni, aby uznać, że prezydent nic nie wiedział o ciemnych interesach człowieka, z którym od lat wspólnie rządzili krajem. W dodatku w Izraelu przebywa teraz Timur Mindycz, bliski współpracownik biznesowy prezydenta, który zbiegł w zeszłym roku przed aresztowaniem i to właśnie jego chciał Zełensky ratować organizując akcję z przejmowaniem walki z korupcją. Być może Mindycz będzie chciał mówić? A może i Jermak się na to zdecyduje?
W tej niepewnej sytuacji pokazanie Ukraińcom wroga jest wielce korzystne, a Polacy się do tej roli doskonale nadają. Przygotowanie nastąpiło, gdy jakiś “złoty chłopiec” wjechał sobie samochodem nad Morskie Oko, co wzburzyło “pana Polaka”, jak sam opowiadał w opublikowanym w Internecie nagraniu. A teraz Melnyk i “bohaterowie UPA”. Sądząc po reakcji w Polsce powinno wystarczyć.
Prezydent Nawrocki zapowiedział wniosek o odebranie Orderu Orła Białego, ale uzasadnił to decyzją w sprawie UPA. Moim zdaniem to błąd. W artykule 13 ustawy z roku 1921 ustanawiającej Order mowa jest o tym, że kawalerem przestaje się być za “czyny niehonorowe”. Otóż udział w układzie korupcyjnym z pewnością do honorowych nie należy. Takie zatem powinno być uzasadnienie. Da to mocny sygnał, że polski prezydent także nie akceptuje tego, co dzieje się na Ukrainie pod politycznym parasolem Wołodymyra Zełenskiego.
I druga kwestia. Sądzę, że sprawę odebrania orderu Orła Białego należałoby potraktować szerzej i skorzystać z okazji, żeby przeprowadzić niewielki, ale znaczący remanent wśród odznaczonych. Otóż w roku 2002 Aleksander Kwaśniewski odznaczył tym orderem Gerharda Schroedera. Nikt chyba nie ma wątpliwości co do tego, że późniejsze postępowanie tego człowieka z honorem niewiele miało wspólnego.
Dobrze byłoby zatem, aby odebrać najwyższe polskie odznaczenie jednocześnie Zełenskiemu i Schroederowi. Uzasadnieniem byłyby w obu przypadkach czyny niehonorowe: tolerowanie korupcji przez pierwszego i współpraca drugiego z rosyjskim agresorem. Byłby to silny sygnał, że ten symboliczny czyn nie ma nic wspólnego z polityczną zemstą na ukraińskim prezydencie i nie jest skierowany przeciwko Ukrainie i Ukraińcom.
Na przyszłość natomiast dobrze by było ostrożniej szafować tym odznaczeniem. Prezydent Nawrocki, który do tej pory jako jedynego obywatela obcego państwa odznaczył Andrzeja Poczobuta, ma szczególny tytuł do uzdrowienia sytuacji w tej materii.
