Powrót normalności
Określenie, że coś jest „normalne”, spotykało się zwykle z gwałtownym sprzeciwem ze strony ludzi postępowych, czyli takich, których śp. Piotr Wierzbicki określiłby mianem „ludzi eleganckich i przyzwoitych”. Ktoś, komu wyrwałoby się takie słowo, zostałby szybko przywołany do porządku chłodnym stwierdzeniem, że nie można rozciągać własnych przekonań na to, jak żyją inni ludzie, i że generalnie nie wolno nikomu niczego narzucać. A przecież określając coś jako „normalne”, automatycznie uznajemy, że coś innego normalne nie jest, więc nie dość, że „stygmatyzujemy”, to jeszcze „wykluczamy”. Trudno o gorszą zbrodnię.
Z jakimż więc zdumieniem obejrzałem odpowiedź wicepremiera Krzysztofa Gawkowskiego, który na pytanie o to, kto ma decydować, kto w nowym formularzu ma być „małżonkiem pierwszym”, a kto „drugim”, obruszył się, żądając, by pytający przestał zawracać głowę, bo ludzie „chcą żyć normalnie”. To ważne stwierdzenie. Wynika z niego, że jednak kategoria normalności dla ludzi lewicy istnieje. Tyle tylko, że wiążą ją z postępowaniem, które do tej pory za normalne nie uchodziło.
Oznacza to, że nie tyle chodzi im o „wykluczanie” i „stygmatyzowanie”, ile o to, kogo się wyklucza i stygmatyzuje. Chodzi o to, byśmy uznali, że normalne jest coś innego niż to, co za takie uznawała nasza kultura. Nie mamy obowiązku zgadzać się z lewicowcami co do tego, co uznawać za normalne, a co nie. Cieszy jednak fakt, że możemy się zgodzić co do samego prawa do istnienia kategorii normalności. To bardzo ułatwia życie.
Spróbujmy więc zastosować ją do zbliżającej się zbiórki na WOŚP i odpowiedzieć na kilka pytań dotyczących tego, co w związku z nią jest, a co nie jest normalne.
Co jest normalne, a co już nie
Otóż tak – normalne jest to, że ktoś nie bierze udziału w tej zbiórce i nie wrzuca pieniędzy do puszek trzymanych przez dzieci marznące na mrozie. Szantaż moralny nie może być bowiem sposobem na wymuszanie uczestnictwa w działalności przedstawianej jako charytatywna. Dalej – tak, normalne jest to, że ktoś ma wątpliwości co do tego, czy mamy do czynienia z działalnością stricte charytatywną. Wystarczająco wiele wątpliwości finansowych zostało podniesionych i nie doczekało się zadowalających odpowiedzi, by zachować zdrowy sceptycyzm. Wreszcie – tak, normalne jest to, że ktoś oczekuje, iż działalność publiczna finansowana przez obywateli będzie w sposób przejrzysty rozliczana i kontrolowana przez państwo, a wyniki tej kontroli będą znane społeczeństwu.
Natomiast nie – nie jest normalne to, że działalność przynosząca kwoty stanowiące drobny ułamek potrzeb służby zdrowia w kraju o stosunkowo bogatej gospodarce przedstawiana jest publicznie jako czynnik decydujący o stanie opieki medycznej. Nie jest normalne, że usiłuje się sugerować, iż sprzęt WOŚP znajdujący się w szpitalach przeznaczony jest wyłącznie dla tych, którzy składają się na jego zakup. Nie jest też normalne, że instytucje państwowe i samorządowe przeznaczają – bez społecznej kontroli – środki na organizację i promocję wydarzeń związanych ze zbiórką, a ich wysokość nie jest podawana do publicznej wiadomości.
Nie jest wreszcie normalne to, że organizator zbiórki wykorzystuje część pozyskanych środków, a także popularność całego przedsięwzięcia, do prowadzenia działalności politycznej.
Być może dla pana Krzysztofa Gawkowskiego i jego zwolenników rozkład ocen tego, co normalne, a co nienormalne, jest dokładnie odwrotny. Być może uważają oni, że nienormalne jest mieć wątpliwości i nienormalne jest oczekiwanie kontroli wydawania zebranych środków. Za normalne uznają natomiast podawanie ludziom o innych poglądach deklaracji do podpisu, by w razie potrzeby nie ratować ich życia sprzętem zakupionym przez WOŚP, a także kupowanie politycznych billboardów za pieniądze uzyskane ze zbiórki na leczenie ludzi.
Ich prawo.
Skoro jednak zgodziliśmy się z panem Gawkowskim, że w życiu mamy prawo posługiwać się pojęciem „normalności”, to korzystajmy z tego prawa. Moja deklaracja jest taka, jak napisałem wyżej. Niech każdy dokona własnego wyboru.
