Bojaźń i drżenie po wyborach w Saksonii – Anhalt. AfD wywołuje falę w Europie

Bojaźń i drżenie po wyborach w Saksonii – Anhalt. AfD wywołuje falę w Europie

blank

Liberalno-lewicowi politycy prześcigają się w ogłaszaniu alarmu o końcu cywilizacji. W pewnym sensie mają rację, bo właśnie wali się świat, którym rządzili, a właściwie posiadali na własność.

Druzgocące zwycięstwo Alternative fur Deutschland w wyborach regionalnych w Saksonii-Anhalt oznacza trzęsienie ziemi w Niemczech, ale nie z powodu rasistowskich ciągotek liderów partii Alice Weidel i Tino Chrupalli, lecz z powodu nieudolności obecnych władz. Chyba nawet zadufany kanclerz Friedrich Merz nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo jest nieakceptowany. Frustracja Niemców musi być ogromna skoro odsądzana od czci i wiary, oskarżana o faszyzm, sprzyjanie Putinowi, izolowana i odrzucana przez mainstream formacja otrzymała 44 proc. głosów, a rządząca dotąd w Saksonii-Anhalt CDU zaledwie 18,5 proc.. Dalej widać tylko skalę porażki ugrupowań uczestniczących w „kordonie sanitarnym” wokół AfD: Lewica – 9 proc., socjaldemokratyczna SPD – 9 proc., a Zieloni – 8,5 proc.

Niemiecka wściekłość

Rządzący Niemcami politycy chyba nie docenili skali frustracji zwykłych obywateli, którym z miesiąca na miesiąc nie tylko odbiera się poczucie bezpieczeństwa, ale także dumę. Trudno o bardziej symboliczny dowód upadku kraju niż bankrutujący Volkswagen – marka, z której Niemcy byli dumni, ale która też zapewniała im setki tysięcy miejsc pracy. VW to przecież także Audi, Porsche, Skoda, Seat, Cupra, Bentley, Lamborghini czy motocykle Ducati. To fabryki rozsiane po całej Europie i tysiące kooperantów, którzy zapewniali dobre dochody i poczucie stabilizacji.

AfD wygrywa tuż po tym, jak władze Volkswagena podjęły decyzję o likwidacji 50 tysięcy miejsc pracy na całym świecie, z czego połowa przypadnie na Niemcy. To oznacza efekt domina, a więc likwidację wielu podmiotów, które żyły dzięki dostawom dla słynnego koncernu.

To jedna z kropel, które już dawno przechyliły czarę goryczy. Niemcy, podobnie jak Francuzi czy Brytyjczycy, mają wrażenie, że ktoś ukradł im kraj. Nie mogą bezpiecznie chodzić po ulicach swoich miast, dzieci uczą się w coraz gorszych i mniej bezpiecznych szkołach, koszty życia rosną, a politycy mówią, że ich obowiązkiem jest ratowanie planety. Koszty chorych, lewicowych ideologii mają nadal spadać na barki tych, którzy kipią z wściekłości.

Fałsz propagandy

Kolejne wybory w Niemczech pokazywały narastającą frustrację i niechęć do kursu kolejnych rządów i całej Unii Europejskiej. Zamiast zmiany polityki ludziom tracącym poczucie bezpieczeństwa i dumę serwowano polityczną poprawność oraz grożono skrajnie prawicową AfD, która zniszczy istniejący świat.

Tyle tylko, że coraz więcej Niemców nie chce już świata, w którym żyją. Uznają go za niebezpieczny i fałszywy. Odrzucają polityków, bo obwiniają ich za ubożenie społeczeństwa. Nie wierzą mediom, które nadal tkwią w pułapce poprawności politycznej i nie zauważają, jak bardzo zmienił się kraj.

Dlatego nadzieję na przywrócenie normalności pokładają w Alice Weidel, lesbijce, która wraz z imigrantką ze Sri Lanki wychowuje w Szwajcarii dwóch synów. Jeśli Weidel jest przedstawicielką skrajnej prawicy, to znaczy, że wszystko się w Niemczech przewróciło do góry nogami.

Ani rządowa propaganda, ani mainstreamowe media nie skupiają się więc na przyczynach sukcesu AfD, ale na domniemanych skutkach. Te zaś mogą przynieść wstrząs w całej Unii Europejskiej. Alice Weidel zapowiada wyjście ze strefy euro, przywrócenie kontroli na granicach i masowe deportacje nielegalnych migrantów. Jeśli to się wydarzy, Unia Europejska jaką znamy, przestanie istnieć. Być może zresztą jest to dla niej ostatnia szansa dla na prawdziwą reformę i powrót do Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej opartej na państwach narodowych i odrębnych walutach. Wówczas państwa członkowskie się bogaciły, dziś większość ugina się pod ciężarem unijnych regulacji.

Sygnał na Polski

Politycy rządzącej koalicji ogłaszają już pojawiające się zagrożenie, bo AfD ma być dla Polski wyjątkowo nieprzyjazne. Ma przecież liczyć na sojusz z Rosją. Część prawicy zaś zapiała z zachwytu, bo oto ich sojusznicy przewracają stolik, torując drogę do prawicowej rewolucji w Europie.

Najmniej w Polsce jest chłodnej kalkulacji. Żaden niemiecki rząd nie traktował dotąd Polski jako partnera. Specjalne relacje z Moskwą mieli Gerhard Schoeder, i Angela Merkel. Zabiegał o nie Olaf Scholz, a bardzo ich pragnie Friedrich Merz. Sojusz z Rosją daje Niemcom siłę i podnosi znaczenie na arenie międzynarodowej. Pozwala odbudowywać potęgę i trzymać w kleszczach całą Europę Środkową: od Finlandii po Chorwację. Jeśli w przyszłości AfD wygra więc wybory krajowe i utworzy rząd, jego polityka w niczym nie będzie się więc różniła w tym zakresie od kierunków polityki poprzednich ekip. Czy to chadeckich, czy socjaldemokratycznych.

To jest niemiecka racja stanu, a niej AfD nie zrezygnuje.

Zdjęcie: AfD

Autor tekstu
Mariusz Staniszewski

Mariusz Staniszewski

dziennikarz, był m.in. wiceprezesem Polskiego Radia, prezesem TechFilm i wicenaczelnym Wprost, współtwórca Kanału Dobitnie i prezes Dobitnie Media.

Wyszukiwarka
Kategorie
Mariusz Staniszewski

Mariusz Staniszewski

dziennikarz, był m.in. wiceprezesem Polskiego Radia, prezesem TechFilm i wicenaczelnym Wprost, współtwórca Kanału Dobitnie i prezes Dobitnie Media.

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
Marcin Rosołowski
blank