Zondacrypto. Jeszcze rok temu logo tej giełdy kryptowalut wisiało na stadionach, pojawiało się w reklamach z Wojciechem Szczęsnym i zdobiło siedzibę Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Dziś prokuratura szacuje straty na co najmniej 350 milionów złotych, a dziesiątki tysięcy Polaków nie mogą odzyskać własnych pieniędzy. Jak do tego doszło? Tłumaczymy krok po kroku.
Krok 1. Skąd się wzięła Zondacrypto?
Historia zaczyna się w 2014 roku. Wtedy Sylwester Suszek zakłada w Polsce giełdę kryptowalut pod nazwą BitBay – jedną z pierwszych tego typu platform w Europie Środkowo-Wschodniej. Przez kilka lat firma rośnie, zyskuje klientów i buduje reputację. Potem jednak pojawiają się problemy regulacyjne i spółka przenosi się najpierw na Maltę, a następnie do Estonii, gdzie rejestruje się jako podmiot działający na podstawie tamtejszych przepisów.
W 2022 roku następuje rebranding: BitBay staje się Zondacrypto. Nowa nazwa, nowe ambicje, nowy wizerunek. Firma zaczyna wydawać ogromne pieniądze na marketing – według własnych deklaracji około 10 milionów złotych rocznie tylko na polskim rynku. Sponsoruje Raków Częstochowa, Lechię Gdańsk, GKS Katowice, Pogoń Szczecin, Tour de Pologne, Giro d’Italia, a nawet Juventus Turyn. Zostaje generalnym sponsorem Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Ambasadorami marki są Wojciech Szczęsny, Giorgio Chiellini i Katarzyna Niewiadoma.
Na zewnątrz wszystko wygląda świetnie. W środku – jak się okaże – zaczyna się sypać.
Krok 2. Pierwsze sygnały – coś jest nie tak
Grudzień 2025 roku. Na oficjalnym kanale Telegram Zondacrypto zaczynają pojawiać się skargi. Użytkownicy zgłaszają, że nie mogą wypłacić swoich pieniędzy. Giełda odpowiada spokojnie: to problemy techniczne, chwilowe opóźnienia, wszystko pod kontrolą.
Ale skargi nie milkną. Wręcz przeciwnie – jest ich coraz więcej. Na początku 2026 roku w mediach społecznościowych roi się od relacji klientów, którzy czekają na wypłaty od tygodni. Firma nadal uspokaja. Prezes Przemysław Kral zapewnia, że sytuacja finansowa spółki jest stabilna.
Nikt jeszcze nie wie, że gorący portfel giełdy – czyli ten, z którego na bieżąco realizowane są wypłaty – jest już niemal całkowicie pusty.
Krok 3. Twarde dane z blockchaina. Portfel świeci pustkami
Kwiecień 2026 roku. Sprawą zajmują się dziennikarze Wirtualnej Polski i Money.pl. Zlecają analizę blockchain firmie Recoveris. Wyniki są druzgocące.
Okazuje się, że stan bitcoinów w gorącym portfelu Zondacrypto spadł o 99,7 procent – z około 55,7 BTC w sierpniu 2024 roku do zaledwie 0,18 BTC w marcu 2026 roku. Portfel, który powinien obsługiwać codzienne wypłaty dziesiątek tysięcy klientów, ma w sobie dosłownie ułamek bitcoina.
To nie wszystko. Analiza ujawnia, że między 18 grudnia 2025 a 2 kwietnia 2026 roku z giełdy wykonano ponad 511 przelewów, którymi wyprowadzono aktywa o łącznej wartości przekraczającej 21 milionów dolarów (około 76 milionów złotych). Środki trafiły na adresy powiązane z konkurencyjną giełdą Kraken. Transfery obejmowały 30 różnych kryptowalut.
Pytanie nasuwa się samo: dlaczego w momencie, gdy klienci masowo próbują wypłacić swoje pieniądze, giełda jednocześnie przelewa dziesiątki milionów dolarów na zewnątrz?
Krok 4. Prezes pokazuje bitcoiny, do których nie ma dostępu
Kiedy media zaczynają zadawać niewygodne pytania, prezes Przemysław Kral wychodzi z zaskakującym oświadczeniem. Twierdzi, że Zondacrypto posiada 4 500 bitcoinów – równowartość około 330 milionów dolarów. Brzmi jak dowód na wypłacalność giełdy.
Jest jednak jeden problem. Kral przyznaje wprost, że ani on, ani spółka nie mają dostępu do tych środków. Klucze prywatne do portfeli – czyli coś w rodzaju hasła, bez którego nie można ruszyć kryptowalut – ma ktoś inny.
Kto? Sylwester Suszek – założyciel BitBay, który w 2022 roku zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach. Według nieoficjalnych ustaleń prokuratury mógł zostać uprowadzony. Do dziś nie wiadomo, gdzie się znajduje ani czy żyje.
Innymi słowy: giełda twierdzi, że ma majątek wart setki milionów dolarów, ale dostęp do niego ma człowiek, którego nikt nie widział od kilku lat i który prawdopodobnie padł ofiarą przestępstwa. Klientom to nie pomaga.
Krok 5. Run na giełdę i efekt domina
Kiedy informacje o pustym portfelu i zaginionym założycielu trafiają do mediów, wybucha panika. Klienci masowo próbują wypłacić swoje środki. Prezes Kral przyznaje, że tylko w jeden dzień wpłynęło około 25 tysięcy zleceń wypłat – tyle, ile wcześniej realizowano przez kilka miesięcy.
Giełda nie jest w stanie obsłużyć takiego wolumenu. Wypłaty się blokują. Frustracja rośnie. Wewnątrz spółki też nie jest lepiej – Wirtualna Polska ujawnia wewnętrzną korespondencję, z której wynika, że zwolniono około 35 procent pracowników w dwóch działach. Wkrótce potem ze swoich stanowisk rezygnują wszyscy członkowie rady nadzorczej spółki będącej właścicielem giełdy. W oświadczeniach piszą o rozbieżnościach między tym, co spółka komunikowała publicznie, a tym, co faktycznie się działo.
Krok 6. Prokuratura wchodzi do gry
17 kwietnia 2026 roku Prokuratura Regionalna w Katowicach wszczyna śledztwo. Postępowanie dotyczy oszustw znacznej wartości i prania brudnych pieniędzy. W dniu wszczęcia śledztwa szacowana szkoda wynosi co najmniej 350 milionów złotych – i rośnie z każdym dniem, podobnie jak liczba poszkodowanych.
Sprawą interesuje się też polityka. Premier Donald Tusk publicznie sugeruje, że giełda mogła być finansowana przez rosyjską mafię. Sprawa trafia do Sejmu. W tle pojawia się wątek regulacyjny: prezydent Karol Nawrocki dwukrotnie wetował ustawę, która miała objąć giełdy kryptowalut nadzorem i wymogami kapitałowymi – w grudniu 2025 i lutym 2026 roku. Zondacrypto aktywnie lobbowała przeciwko tej ustawie.
Krok 7. Ofiary – od zwykłych Polaków po olimpijczyków
Wśród poszkodowanych są dziesiątki tysięcy zwykłych ludzi, którzy trzymali oszczędności na giełdzie. Ale afera uderzyła też w sport. Polscy medaliści olimpijscy – skoczkowie narciarscy Kacper Tomasiak i Paweł Wąsek oraz panczenista Władimir Siemirunnij – czekają na spieniężenie tokenów wartych łącznie 1,1 miliona złotych, które mieli otrzymać jako nagrody za medale.
Kontrakty sponsorskie z Zondacrypto zerwały Raków Częstochowa, GKS Katowice, Pogoń Szczecin, Wieczysta Kraków i koszykarskie Dziki Warszawa. Polski Komitet Olimpijski stanął przed widmem utraty sponsora i koniecznością pokrycia nagród z własnej kieszeni.
Podsumowanie. Co tak naprawdę się stało?
Zondacrypto przez lata budowała wizerunek bezpiecznej, profesjonalnej giełdy. Wydawała miliony na marketing, sponsoring i lobbing. Tymczasem w tle portfele świeciły pustkami, środki klientów były transferowane na zewnątrz, a dostęp do kluczowych rezerw miał człowiek, który zaginął bez śladu.
Czy to był celowy wał, zaniedbanie zarządu, czy efekt przestępstwa wobec założyciela – tego jeszcze nie wiemy. Prokuratura bada. Jedno jest pewne: dziesiątki tysięcy Polaków straciło dostęp do swoich pieniędzy, a system nadzoru nad rynkiem kryptowalut okazał się dziurawy jak sito.
Dziś jednak rozpoczyna się kolejny rozdział w historii Zondy Crypto, być może równie niezgodny z prawem, czyli próba wykorzystania jej historii do bieżącej gry politycznej, a także zapewnienie bezkarności osób odpowiedzialnych w zamian za polityczne usługi, czyli odpowiednio sterowane lub preparowane zeznania.
Tekst przygotowany na podstawie materiałów Wirtualnej Polski, Money.pl, portalu Faktura.pl oraz informacji Prokuratury Regionalnej w Katowicach. Stan wiedzy: czerwiec 2026.
