Katarzyna Kasia, prowadząca program „Kwiatki polskie” w rządowej telewizji, zyskała laur męczeński. Po programie w rocznicę Konstytucji 3 Maja została, wedle własnej oceny, ofiarą hejtu PiS, ofiarą nagonki i ciemnoty Polactwa, które nie umie się poznać na wysublimowanych żartach. „Program, który prowadzę i wspólnie tworzę razem z Grześkiem Markowskim, jest z założenia śmieszny, może nawet trochę satyryczny” – wyjaśnia. Otóż z tym programem jest jak z komunizmem: założenia nijak się mają do rzeczywistości. Program jest festiwalem bezbectwa połączonego z płaszczeniem się przed aktualną władzą.
O ile rzeczą smutnie oczywistą jest to, że programy publicystyczne i inne w rządowej telewizji unikają krytyki rządzących, a już na pewno żartów wymierzonych w sterników państwa, to niski, żenujący poziom programów taką oczywistością nie jest. Jako człowiek świadomy otaczającej mnie rzeczywistości nie liczę na to, że zatrudnieni w rządowych mediach satyrycy będą szydzili z premiera i ministrów. Ale liczę, że jako podatnik za swoje pieniądze nie otrzymam czegoś, co przypomina żarty starych ciotek na rodzinnych zjazdach. Włącznie ze śpiewaniem „sto lat” marszałkowi Sejmu.
Podstawową wadą „Kwiatków polskich” jest to, że ten program jest całkowicie nieśmieszny. Emerycki. Pani w wieku postbalzakowskim i jej towarzysze usiłują epatować wysublimowanym poczuciem humoru, tymczasem to coś, co pokazują, nie ma wiele wspólnego z żadnym humorem. Chcieliby nawiązywać do Gombrowicza, obśmiewać polski zabobon i prawicową ciemnotę, a wychodzi z tego co najwyżej humor z agitatorskich broszurek. Prowadząca Kasia podobno jest filozofką. Na pewno nie dionizyjską.
Krytyka żenująco niskiego poziomu programu spotyka się z przewidywalną reakcją: prawica wściekła, bo celnie ugodzona znakomitą satyrą. No nie, nieliczne komentarze wyrażały oburzenie domniemanym szarganiem świętości. Większość dawała wyraz zażenowaniu z poziomu, na jakim jest dzisiaj TVP.
Parafrazując dziewiętnastowiecznego niemieckiego liberała Heinricha von Treitschkego: bezbecy są naszym nieszczęściem. Dodam: niezależnie od politycznych barw.
