Brak dobrych wieści dla Polaków ogrzewających się samodzielnie węglem i pelletem drzewnym. Mają wybór: marznąć albo płacić gigantyczne koszty ogrzewania…
Najbliższy sezon grzewczy dla gospodarstw domowych wykorzystujących węgiel i pelet zapowiada się bardzo źle. Niedobór rodzimego produktu sprawia że skazani jesteśmy na import. Krajowa produkcja węgla i pelletu daleko odbiega od zapotrzebowania rynku polskiego. Oczywistą konsekwencją będą wzrosty cen paliw.
Polska węglem stoi, ale dzisiaj go brak
Obecne zasoby przemysłowe węgla kamiennego (do wydobycia) w Polsce wynoszą prawie 4 mld ton. To tylko nikła część tzw. zasobów bilansowych (potencjalnych), które nasi geolodzy wyszacowali na 65 mld ton. Dlaczego zatem w Polsce na najbliższy sezon brakuje około 4 mln ton węgla dla użytkowników indywidualnych? Wymuszone przez obecną władzę zmniejszanie wydobycia w polskich kopalniach połączone z problemami finansowo-organizacyjnymi w spółkach górniczych zmusza rynek do oparcia się na imporcie. Polska jako kraj zużywa, mimo restrykcyjnej polityki klimatycznej UE prawie 51 mln ton węgla rocznie. Nasze kopalnie wydobędą może 42 mln ton – 9 mln ton musimy sprowadzić z daleka i bardzo drogo. Aby pokryć lukę podażową, musimy co roku sprowadzać miliony ton węgla energetycznego z importu (m.in. z Kazachstanu, Kolumbii czy Australii). Kierunek wschodni jest obecnie mocno ograniczony poprzez wojnę, dlatego ten brak dostępności odczujemy na cenach bieżących.
Braki węgla najlepiej widać po sklepie PGG, gdzie czas oczekiwania od zakupu do dostawy przekracza już 30 dni. Koszt ogrzewania węglem w najbliższym sezonie grzewczym domu jednorodzinnego wyniesie około 12.000 zł, co stanowi wzrost o około 20% rok do roku.
Pellet – chory pomysł „zielonych”
Idiotyczne przepisy UE sprawiły, że w Polsce rozwija się rynek kotłów na pellet drzewny . W 2025 roku 77% wniosków o dofinansowanie wymiany źródła ciepła z programu „Czyste Powietrze” dotyczyło postawienia kotłów na pellet lub drewno. Aktualnie liczba kotłów na pellet przekracza 450 tys. sztuk co przekłada się na około 2 mln ton zapotrzebowania. Cieszy fakt, że nasi rodzimi węglowi kotlarze potrafili zmieniać produkcję na kotły OZE, jednak do tych urządzeń brak po prostu paliwa. Mądrale z ministerstwa klimatu na czele z najgłówniejszą Ministrą, ale również byłym już wice- Dorożałą (konserwatorem przyrody) odcięli ponad 20% lasów od możliwości pozyskiwania drewna na pellet. Efekt? Ogromny deficyt krajowego pelletu dla gospodarstw domowych, szacowany na 1 mln ton. To najlepszy powód do wzrostu cen. UOKiK w tym roku ostrzegał rząd o problemach z podażą pelletu, zaś raport Polskiej Rady Pelletu na rzecz Ministra Energii, został przez ministerstwo utajniony.
Szacuje się że tej zimy ceny pelletu dla gospodarstw domowych przekroczą 3.000 zł/tonę, co przy jego wartości energetycznej plasować będzie pellet wśród najdroższych rodzajów ogrzewania.
Głupi rządzący = idiotyczna polityka energetyczna, za którą płaci społeczeństwo
Wysokie ceny energii dla Polaków to efekt gorliwego wdrażania polityki klimatycznej UE, która ma charakter ideologiczny a nie ekonomiczny. Biorąc pod uwagę zarobki i koszty życia w poszczególnych krajach, Polska ma jedną z najdroższych energii w całej Unii Europejskiej (zajmuje 2–3 miejsce tuż za Czechami i Rumunią). To również ponad dwukrotnie więcej niż płacą użytkownicy prądu na świecie. To fakty mają bezpośredni wpływ na konkurencyjność polskiej gospodarki i ubożenie społeczeństwa. Mimo nominalnie wyższych cen prądu w Europie zachodniej jedynie 2-4% społeczeństwa dotyka tam pojęcie ubóstwa energetycznego. W Polsce ten wskaźnik wynosi 11%. Odpowiedź analityków jest jednoznaczna. Wynika to z wysokiego udziału węgla w generacji energii obciążonej podatkami klimatycznymi UE. Gdyby nie było ETS zwanego podatkiem drożyźnianym, sfera ubóstwa cieplnego zmniejszyłaby się o połowę.
Czy produkcja węgla w Polsce może być opłacalna?
Obecna władza na sztandarach transformacji energetycznej ma wypisane, iż produkcja węgla w Polsce jest nieopłacalna. Wynika to z dyletanctwa tejże władzy i skażenia umysłowego tzw. europejskim klimatyzmem. Do bieżącego funkcjonowania górnictwa według danych rządowych dopłacimy w tym roku 7 mld złotych. Wartość sprzedanego węgla z importu w 2026 wyniesie szacunkowo 6 mld złotych. Ten jeden miliard różnicy jest efektem nieudolnego zarządzania branżą górniczą, w której kadra realizuje wytyczną byłej ministry przemysłu, że dotacje z budżetu państwa dla kopalń tak naprawdę nie są „dopłacaniem do wydobycia”, lecz… finansowaniem planowej likwidacji i „stopniowego wygaszania” kopalń. Trzeba zatem udowodnić że jest tak źle, że nie warto ratować.
Smutne podsumowanie
Zbliżający sezon grzewczy dla wielu gospodarstw domowych będzie bardzo drogi. Wydatki kilkunastu tysięcy złotych nie będą wyjątkiem. To wynik i wątpliwa zasługa rządu Donalda Tuska, który chcąc przypodobać się elitom upadającej ekonomicznie UE, bez żadnej refleksji, wdraża klimatyczne wytyczne Brukseli. Drogi prąd, drogi węgiel i drogi pellet to wynik nie tylko działań rynku ale przede wszystkim decyzji administracyjno-politycznych.
***
FOT. Wygenerowane przez AI.
