Miller nie miał tylu admiratorów nigdy wcześniej. Teraz po 80. kochają go tłumy. Komuch, który zamiast na śmietnik historii, trafił na salony. Ale ciekawym jest to, że wszystko, co mówi o Ukrainie, świetnie wpisuje się w narrację Kremla. Może nadal spłaca pożyczkę?
Czym jest historia i czy istotna jest wiedza o tym, co działo się dawno temu, albo całkiem niedawno? Niektórzy uważają, że liczy się tu i teraz. Akurat cytuję w tym momencie historyka, który jako premier w latach 2007-2014 głosił tego rodzaju mądrości. Ale tym razem to będzie poważny felieton i głupich wypowiedzi postaram się nie cytować. Bo też będzie o innym premierze, który w tym roku skończył 80 lat i chyba uznał, że naród już tak zgłupiał, że można mu zaimponować mówieniem, jaka ta Ukraina jest niedobra.
Ostatnio Stefan Bartnik dał na fb kapitalny wpis na temat tego obrzydliwego komucha. A ja postaram się go trochę uzupełnić, bo niestety, nawet wśród naprawdę mądrych ludzi, Leszek Miller zaczyna robić za wyrocznię. Jednym spodoba się jego jednoznaczne, i jakby nie było, słuszne mówienie o kwestiach zbrodni, popełnionych przez ukraińskich nacjonalistów. Inni cieszą się z jego krytyki, również słusznej, kolejnej kanalii czyli Czarzastego. Miller nie miał tylu admiratorów nigdy wcześniej. Teraz po 80. kochają go tłumy. I tu wrócę do pytania z pierwszego zdania. Otóż historia jest szalenie ważną nauką i niewątpliwie każdy, kto chce na poważnie traktować politykę, musi ją znać. Ale równie ważne jest to, kto i dlaczego tę historię opowiada. Dlaczego opowiada o jednym, a nie opowiada o drugim, bo gdyby tak, mówiąc o różnych zbrodniach, dodał, że był w zbrodniczej organizacji, która wydawała polecenia wykonywania mordów i że żałuje tego, chce odpokutować, to bym powiedział, że chłop z klasą dożywa swoich lat.
Leszek Cezary Miller urodził się w 1946 roku, czyli stalinizm może pamiętać jak przez mgłę, albo i wcale. Kończył Zasadniczą Szkołę Zawodową pracując jako robotnik w Żyrardowie. Potem odbywał zasadniczą służbę wojskową, na okręcie podwodnym. I na tym kończą się pozytywy, bo młody Leszek postanowił zostać etatowym działaczem komunistycznym. Najpierw ZMS, a chwilkę później, rok po marcu 1968 – PZPR. I poszło, szef ZMS w Żyrardowie, I sekretarz Podstawowej Organizacji Partyjnej PZPR w zakładzie pracy. Ale partia potrzebowała młodych i wykształconych. Dlatego został studentem „renomowanej” uczelni, Wyższej Szkoły Nauk Społecznych przy KC PZPR, na kierunku nauki polityczne. U nas w Katowicach nauki polityczne były uważane za wylęgarnię komuchów. Tam to nie była wylęgarnia, tam były same komuchy, które chciały budować życie na byciu działaczami komunistycznymi. Potem, kiedy przyszła Solidarność, raczej nie wywołało to w nim jakiegoś pozytywnego wstrząsu. Kariera inspektora w Komitecie Centralnym od końca lat 70. aż po stan wojenny pokazuje, że musiał być po prostu człowiekiem bez właściwości. Członek Komitetu Wykonawczego Patriotycznego Ruchu Odrodzenia Narodowego też brzmi dobrze. Wiem, że niektórym te nazwy nic nie mówią, więc tylko dopowiem, że wszystko służyło komunie i sowietom. Na czterdziestkę dostaje nagrodę, zostaje I Sekretarzem Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Skierniewicach. Okrągły Stół, a jakże, oczywiście ze strony rządowej, stolik młodzieżowy. Oczywiście to tylko część radosnych stanowisk pana komucha Millera, ale i tak robi wrażenie. Taki model z Sevres Towarzysza Szmaciaka (czytajmy Szpotańskiego), gnojka, co się wyrwał z biedy i chce przeżyć życie lekko i przyjemnie. Gdyby nie gruba kreska i miłosierdzie chrześcijańskie, serwowane głównie przez wrogów Kościoła, to takie osobistości zniknęłyby ze sceny politycznej, wraz z nastaniem wolności.
Ale Towarzysz Leszek Miller po zmianie ustroju nie składa broni, ba, tu zaczyna się historia najciekawsza, bo dotychczas to banał komuszy. Ponieważ wielbiciele Millera uważają, że wszystkie kwestie z przeszłości są nieistotne, myślę, że na temat pożyczki moskiewskiej warto się trochę rozpisać. Co prawda, jest ona osnuta tajemnicą, a sam zainteresowany, tak chętnie opowiadający o różnych sprawach, jakoś w tej kwestii twardo i hardo milczy, ale jednak cokolwiek wiadomo. Oto informacje z Wikipedii: „Pożyczka moskiewska to potoczna nazwa transakcji finansowej przekazania 1,2 mln dolarów amerykańskich przez KPZR na rzecz PZPR w styczniu 1990 r., a także procedury jej zwrotu. Ze strony PZPR operację tę koordynowali Mieczysław Rakowski oraz Leszek Miller. Według akt śledztwa, odtajnionych w 2006 r. z inicjatywą pożyczenia pieniędzy wyszedł Mieczysław Rakowski, a miały być one według niego przeznaczone ‘’na utrzymanie agend PZPR i jej personel’’. Pieniądze zostały przekazane Rakowskiemu w gotówce w styczniu 1990 r. Według strony rosyjskiej pożyczka miała być przeznaczona na finansowanie SdRP i dziennika „Trybuna”, pochodziła z zasobów KGB, zaś Rakowski miał pożyczkę zwrócić ‘’po roku, po zorganizowaniu działalności komercyjnej partii’’. Z całej sumy kwota 300 tys. dolarów miała zostać ostatecznie wykorzystana na założenie „Trybuny”, 200 tys. na odprawy dla pracowników PZPR, 500 tys. zwrócone Rosjanom, zaś 200 tys. ‘’puszczone w obieg, aby z tytułu otrzymywanych dochodów wypłacić dług ratami’’. Środki zasiliły liczne spółki nomenklaturowe, obsadzone głównie działaczami SdRP („Agencja Gospodarcza”, „Gravicot”, „Servicus”). W 1990 r. część pieniędzy z pożyczki trafiła także do Jerzego Urbana.”
Dodam od siebie, że w tamtym czasie zarobek 30 dolarów był bardzo dobrą wypłatą. Sam prowadziłem księgarnię i mało która książka kosztowała więcej niż dwa dolary. To były kosmiczne pieniądze, o których przeciętny, a nawet poważny biznesmen nawet nie mógł marzyć. Pikanterii dodaje fakt, że partia polityczna jest finansowana przez obce i wrogie państwo, na dodatek ze środków KGB czyli policji politycznej. Jak te pieniądze Leszek M. przywiózł do Polski – nie wiadomo. Ponoć w reklamówkach, nie ruszany przez nikogo. Potem było śledztwo, a po 1993, kiedy czerwoni wrócili do władzy, Jaskiernia, kolejny bolszewik, który się przefarbował, umorzył śledztwo jako Minister Sprawiedliwości.
To tylko kilka faktów z życia obecnego celebryty Leszka Millera, nie będę się rozpisywał o jego karierze w III RP, minister, premier, Przewodniczący SLD, to tylko kilka funkcji. Komuch, który zamiast na śmietnik historii, trafił na salony. Ale ciekawym jest to, że wszystko, co mówi o Ukrainie, świetnie wpisuje się w narrację Kremla. Może nadal spłaca pożyczkę? Precz z komuną!!
