Dziedzictwo Europy – refleksje na Wielki Tydzień

Dziedzictwo Europy – refleksje na Wielki Tydzień

blank

Kłaniamy Ci się, Panie Jezu i błogosławimy Tobie, żeś przez Krzyż i mękę Swoją odkupił świat.

Droga krzyżowa, nieodłączny element okresu Wielkiego Postu.  Może odbywać się w kościele, prowadzić ulicami miasta czy osiedla. Może być ekstremalna około 30 kilometrów i bardziej ekstremalna powyżej 50 km, po górskich szlakach. Tak czy inaczej nie chodzi się dla szpanu, fajnych foci czy pokazania znajomym najnowszego stroju. To nie wyjście do teatru, kina, po prostu chęć powiedzenia: Panie Jezu, dziękuję, Ty przeszedłeś swoją drogę, pobity, znieważony, opluty, obolały i zakończyłeś ją na krzyżu, oddając za mnie życie, chociaz nie musiałeś tego robić. Ja chcę Ci podziękować, na tyle, na ile potrafię i mam siłę, to takie minimalne poświęcenie, praktycznie tyle, co nic, ale chociaż tyle.

W tym roku, po raz pierwszy z wnukami, byłem w kopalni Guido, 170 metrów pod ziemią.  Nawet im się podobało, czternaście stacji męki Pańskiej, czternaście razy krótkie rozważania i czternaście razy: kłaniamy Ci się, Panie… Wrzuciłem zdjęcia na fb i napisałem, że było, jak co roku, super. Kolega mieszkający w Zagłębiu napisał mi sms: „U ciebie było pięknie, u mnie z okien dzikie wrzaski i bluzgi, aż uszy więdną. Gość z samochodu: Co za średniowiecze, ci się modlą, a do domu nie można dojechać. To była najtrudniejsza do tej pory moja droga krzyżowa”.

I tak sobie myślę, że barbaria nadchodzi i to jest już tuż, tuż. Że teraz to jest właśnie to zapowiedziane opiłowywanie katolików, to Czarzasty, który dostał mandat z tego okręgu, a teraz jest marszałkiem i brak na to reakcji ludzi, którzy do niedawna wydawali się moralnie uczciwi. To zgoda na wszelkie działania pań ministerek (chyba to tak powinno się pisać), które chcą zeświecczyć państwo i wytłumaczyć, że Bóg to sprawa prywatna, że to takie pierdoły o aniołkach, diabełkach itp. Kto chce wierzyć, niech sobie wierzy, ale bez przesady, ważne są prawa osób LGBT, a nie chrześcijan. A najlepiej byłoby zlaicyzować, a najoptymalniej zateizować to społeczeństwo.

Ateizm to swoista wiara.  Ateista to człowiek wierzący w to, że Boga nie ma. Może, ale nie musi być walczący z wiarą. W gruncie rzeczy i my, i ateiści, wierzymy. My w Boga – ateiści w jego brak. Innymi słowy – i u nas, i u nich Bóg jest punktem odniesienia. Ciekaw jestem, jak ateista jest w stanie wyjaśnić historię Europy, w której Boga brak (nie wchodzę już w kwestię Chrystusa i Jego życia, śmierci i zmartwychwstania – bo tu trudniej o źródła materialne). Chyba, że będzie się odnosił do bytu, który nie istnieje. Oczywiście mówię tu o tych walczących, którzy wszędzie chcą negować istnienie Boga. Miałby trudne zadanie.

Byłem ostatnio na Malcie, tam, gdzie rozbił się statek ze Św. Pawłem na pokładzie, 60 lat po narodzeniu Chrystusa.  Trafiłem też do groty, w której najprawdopodobniej przemieszkiwał. Św. Łukasz Apostoł opisuje to zdarzenie w Dziejach apostolskich, więc nie jest to historia zmyślona. Notabene jest wielce prawdopodobne, że Łukasz też się tam znalazł, gdyż według tradycji fresk w grocie w Melliesze jest ponoć jego autorstwa, jednakże to już domysły.

Oglądając laguny, skały, groty, klify, od biedy można by uznać, że tu nie było zamysłu Stwórcy, wszystko stworzyła natura czy też Natura. Ale co powiedzieć o zamkach, kościołach, ulicach pełnych ozdób religijnych, o nazwach pochodzących od świętych patronów. Jeżeli zaneguje się istnienie Boga, to trzeba równocześnie uznać, że ludzie są niewyobrażalnie głupi i dali się zwieść jakiejś przebiegłej, niezbadanej i niezdefiniowanej grupie, która uzależniła ich i wmówiła, że istnieje Bóg. Ale takie tłumaczenie świata jest mocno prymitywne.

Kawalerowie Maltańscy – Joannici, pojawili się na Malcie, za sprawą Karola V w 1530 roku i rządzili do końca XVIII w. Zostali wygonieni przez Napoleona, który czuł jeszcze mocno na plecach ostatnie podmuchy rewolucji francuskiej. W niedługim czasie wyspa stała się brytyjska czyli nadal był tu Bóg, ale już w rozumieniu anglikańskim, czego pamiątką jest katedra tego wyznania. Malta jest niepodległa od 1964 roku i… jest bardzo katolicka na tle Europy. Co prawda są tu małżeństwa jednopłciowe i nawet z prawem adopcji dzieci, co pokazuje, że prądy zachodniej nowoczesności też tu dotarły. Będąc kilkukrotnie, nie widziałem żadnych, afiszujących się, rodzimych par gejowskich, za to zawsze pełne kościoły. Zabytki Malty to przede wszystkim wspaniałe budowle związane z sacrum. Każdy zakątek przypomina, że historii Europy bez Boga opowiedzieć nie można.

Przyjechałem do maltańskiego Rabatu w przeddzień wolnego od pracy dnia Św. Józefa. Przepięknie udekorowane ulice, przemarsz orkiestr, tłumy ludzi, wszystkie knajpy czynne, wino, piwo i drinki, ale zero pijanych, pokaz ogni sztucznych przez 2,5 godziny z przerwami i na koniec coś w rodzaju płonących, kręcących się figur czy obrazów. Wszystko ku radości ludzi i chwale Bożej – współczesna Europa nie zdążyła jeszcze wszystkiego całkiem zepsuć. Na Malcie byłem cztery dni, zwiedzając głownie kościoły. Jeżeli chcemy zrozumieć co oznacza bycie Europejczykiem, nie w znaczeniu, jakie się nam teraz wciska, tylko historycznie, to informację o tym znajdziemy w tych miejscach pełnych historii i Bożej obecności. I to nie jest kwestia bycia chrześcijaninem, ani zabobonu czy spisku, tylko prawda obiektywna.

Nasza historia nie istnieje bez Boga. Próby zabrania Go, to odbieranie nam naszej cywilizacji. Bez Niego zostanie tylko ciało bez ducha. Na to nigdy nie możemy się zgodzić. Pamiętajmy o tym nie tylko teraz, kiedy zbliża się Wielkanoc.

A skoro Wielkanoc, to i życzenia. Na te najwspanialsze Święta – Zmartwychwstania Pańskiego, życzę wszystkim, dużo radości i miłości do Boga i ludzi. Już niedługo mury runą: Zmartwychwstanie – Precz z komuną!!

Autor tekstu
Wyszukiwarka
Kategorie
blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
blank