Poseł Lewicy Łukasz Litewka za życia skupiał uwagę przede wszystkim społeczników. Po tragicznej śmierci na sztandary chcą go wziąć wszyscy, od lewa do prawa, od marszałka Czarzastego do prezydenta Nawrockiego. Jak w soczewce skupia się tutaj obłuda polskiej klasy politycznej i jej niskie standardy. Co było widać chociażby w miniony weekend, podczas uroczystości odebrania Orderu Orła Białego przez Andrzeja Poczobuta.
Łukasz Litewka był znany tysiącom obserwatorów mediów społecznościowych. Alarmował o sprawach rozdzierających serce, bulwersujących. Wykorzystywał możliwości, jakie daje mandat poselski, do pomocy słabszym, prześladowanym. Zachowywał się jednym słowem tak, jak powinien zachowywać się aktywny lokalnie polityk. Taki, dla którego celem nie jest orbitowanie wśród warszawskich elit politycznych, ale wykorzystywanie kontaktów do pełnienia misji na rzecz lokalnej społeczności. Fakt, że budzi to niekłamane zdziwienie i zachwyt polskich polityków różnych barw świadczy o tym, jak dalece zapomniano o tej oczywistej misji parlamentarzysty.
Na mszy pogrzebowej śp. Litewki stawili się wszyscy: prezydent, premier, marszałkowie. Było przekazanie sobie znaku pokoju, były uściski dłoni. Niedługo potem Włodzimierz Czarzasty zaatakował prezydenta za rzekomą chęć politycznej gry śmiercią posła. Poszło o to, że Karol Nawrocki przytoczył swoją rozmowę z Łukaszem Litewką. A więc przekazany wraz z uściskami dłoni pokój nie trwał długo: zaczęła się publiczna próba pokazania, kto ma prawa autorskie do posługiwania się wizerunkiem nieżyjącego posła. Obrzydliwe, prawda?
Mocne wyrazy cisną się na usta w związku z tym, co wydarzyło się 3 maja. Prezydent Nawrocki wręczył na Zamku Królewskim uwolnionemu z białoruskiego więzienia Andrzejowi Poczobutowi Order Orła Białego.Zdawałoby się – uroczystość, która powinna dać na chwilę oddech od codziennych politycznych sporów. Niestety, ani szef rządu, ani marszałek Sejmu nie pojawili się na Zamku. Posłanka Lewicy Anna Maria Żukowska, pytana przez media o przyczyny tej nieobecności z pewnym zażenowaniem wskazała na „ustalenia koalicyjne”.
Nie dziwię się temu zażenowaniu. Bo o wiele mocniejsze słowa, niż „wstyd, panowie” cisną się na usta w sytuacji, gdy ważną dla bohatera uroczystość polityczne tłuste misie bojkotują. Bo nie lubią prezydenta. A przecież to nie Karolowi Nawrockiemu wyrządzono despekt, a Andrzejowi Poczobutowi. W Mińsku patrzą i nie przestają się śmiać.
Tego samego 3 maja prezydent powołał pierwszych członków rady, która ma opracować nową konstytucję. Politycy KO zareagowali na to bardzo sceptycznie. Cóż, i ja się przyłączę ze swoim sceptycyzmem – co da najlepsza nawet konstytucja, skoro do kształtowania przyszłości Polski startować będą ludzie, którzy nie są w stanie wyjść poza swoją nienawiść?
