Parlament Europejski przyjął 8 października rezolucję wzywającą do nałożenia sankcji personalnych na najważniejszych przedstawicieli władz Gruzji w związku z represjami wobec opozycji i próbami delegalizacji partii opozycyjnych. Za dokumentem głosowało 445 europosłów, 37 było przeciw, a 97 wstrzymało się od głosu. Rezolucję poparli zarówno europarlamentarzyści PiS, jak i KO. Tak, jakby dzisiejsza Polska nie zasługiwała jeśli nawet nie na rezolucję, to na zadanie kilku pytań.
Pisałem już nie raz i napiszę raz jeszcze: państwa mają interesy, a nie moralne obowiązki. Interesem Polski jest współpraca z tradycyjnie przychylnym nam kaukaskim państwem, niezależnie od tego, kto w nim sprawuje rządy. Na pewno nie jest polskim interesem powtarzanie niemieckiej i brukselskiej narracji o „prorosyjskiej Gruzji”. Zwłaszcza w przypadku Niemiec zarzucanie komukolwiek prorosyjskości zakrawa na obłudę.
Hipokryzja jest hołdem, jaki występek składa cnocie – twierdził wielki La Rochefoucauld. Zatem nie tylko pouczający całą Europę z zacięciem niespełnionego belfra Niemcy, ale i europosłowie partii Donalda Tuska klęczą przed cnotą.
Dlaczego?
Otóż zrobiłem mały research dotyczący Gruzji. Nie znalazłem informacji, by gruzińska prokuratura przystępowała po stronie prokuratora generalnego do sprawy cywilnej przeciwko jego byłej żonie, jak to dzieje się w Polsce. A propos demokracji i wolności mediów: mainstreamowe media nie widzą powodu, by bić na alarm z powodu tej bulwersującej sprawy.
To w Polsce, nie w Gruzji, skazana nieprawomocnie na kilka lat więzienia za pedofilię była działaczka partii rządzącej chodzi wolno, a prokurator generalny przestrzega media, by nie ważyły się nazywać jej przestępczynią, bo wszak ostateczny wyrok jeszcze nie zapadł. Co nie przeszkadza notorycznie nazywać przestępcami i złodziejami posłów opozycji, których sądowa sprawa nawet nie ruszyła.
To w Polsce pod śmiechu wartym pretekstem politycy rządzącej koalicji odbierają finansowanie największej partii opozycyjnej.
Tak, to w Warszawie, a nie w Tbilisi, premier wykorzystuje tragedię w szkole do tego, by wymuszać na parlamencie przyjęcie przepisów, które mają wprowadzić cenzurę internetu bez rzeczywistej kontroli sądu. Bo „mowa nienawiści”. A co jest mową nienawiści, będą decydowali polityczni nominaci partii rządzącej.
I to w Polsce premier wbrew prawu odmawia uznawania i publikowania orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego, ponieważ nie jest to Trybunał obsadzony przez jego nominatów. Gwoli sprawiedliwości warto przypomnieć, że i PiS podobnie nie chciał uznawać orzeczeń, które zapadały w składzie niekontrolowanym przez ówczesną władzę.
To wielce demokratyczny polski premier ręcznie umieścił swojego ministra w Trybunale Konstytucyjnym, cynicznie wskazując, że skoro PiS odrzucił ustawę zakazującą delegowania polityków do tego gremium, to on może sobie umieścić swojego totumfackiego w tej instytucji.
Ach, byłbym zapomniał – nie w Gruzji, a w Polsce politycznie sterowana prokuratura ściga prokuratora, który śmiał postawić zarzuty korupcyjne koleżce premiera Tuska.Za poprzedniej ekipy niezależność prokuratury również była śmiechu warta.
To tylko kilka przykładów z długiej listy standardów demokracji według Koalicji Obywatelskiej. Chyba teraz nikt nie ma wątpliwości, że tak jak Niemcy mogą uchodzić za wyrocznię w sprawie tego, kto sprzyja Rosji, tak nasza miłościwie panująca partia może śmiało uczyć Gruzinów praworządności i demokracji?
