Ruszyła prawdziwa rządowa ofensywa przeciw dezinformacji energetycznej ze szczególnym uwrażliwieniem na dezinformację o OZE. Oczywiście tak, jak rząd to rozumie, czyli: milcz i nie krytykuj OZE! I zapomnij o węglu…
Laboratorium Przeciwdziałania Dezinformacji
Odbyło się „Laboratorium Przeciwdziałania Dezinformacji w obszarze OZE i GOZ” (DezInfoLAB) organizowane przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska. MKiŚ określiło temat jako budowanie odporności na dezinformację dotyczącą m.in. energetyki wiatrowej, fotowoltaiki, pomp ciepła, efektywności energetycznej i deklaracji środowiskowych. W dokumentach rządowych pojawiły się takie zapowiedzi: „Jak reagować na fałszywe narracje dotyczące transformacji energetycznej, rozwoju OZE, systemu kaucyjnego czy recyklingu? Jak odróżnić uczciwy marketing od greenwashingu? Jak tłumaczyć polityki klimatyczne na język ludzki, bliski wartościom i doświadczeniom odbiorców?”.
Na wydarzeniu był obecny wiceminister klimatu, Krzysztof Bolesta. Snuto tam dramatyczne opowieści o tym, jak zagnieżdżona w zdrowej tkance społecznej dezinformacja podcina skrzydła wszystkim zaangażowanym w transformację energetyczną. Jak niesprawiedliwie traktuje się pogodozależne OZE, które przecież są naszą główną szansą, a za wszystkim stoi… już sami Państwo wiecie kto…
Prawda to za mało
Jak możemy przeczytać na stronach ministerstwa, Pan minister był łaskaw zauważyć jak trudna jest walka o prawdę ws. OZE. Stwierdził: „Musimy radzić sobie z dezinformacją, ale nie tylko poprzez wyjaśnianie, że coś jest nieprawdą i przedstawianie faktów. W dzisiejszej rzeczywistości same fakty niestety nie wystarczają. Powinniśmy odwoływać się do emocji i wykorzystywać skuteczne techniki komunikacji. Klimat stał się elementem wojny kulturowej, dlatego konieczne jest pokazywanie dobrych praktyk i konkretnych przykładów, jak działania na rzecz klimatu i transformacji energetycznej poprawiają życie ludzi oraz obniżają koszty życia. Taka narracja trafia do odbiorców, podczas gdy samo przedstawianie faktów często okazuje się niewystarczające”.
Trzeba przyznać, że to wielce ciekawe. Bo oto metodą na domniemaną dezinformację nie jest już tylko mówienie prawdy, bo jak się okazuje „same fakty nie wystarczą”. Teraz do pomocy prawdzie konieczne są emocje. Trzeba przyznać, nawet mnie to zaskoczyło. Tu wyszło jednak moje wstecznictwo, bo ja uczony byłem, że prawda obiektywna – umownie, co do faktów nie podlegających dyskusji czy głębszego udowodnienia – jest w miarę łatwa do zdefiniowania, nie potrzebuje dodatkowego instrumentarium logicznego, intelektualnego, a już na pewno emocji. Ale, co ja tam wiem? Może niedługo będziemy uczyli dzieci, że stwierdzenie nawet tak oczywistej rzeczy, jak 2+2=4, a Warszawa jest stolicą Polski będzie wymagało byśmy zastraszali rozmówcę? Albo wywoływali poczucie winy? Skoro same fakty nie wystarczą?
Na tym szczególnym Laboratorium, prezentowano też analizę autorstwa Instytutu Badań Internetu i Mediów Społecznościowych, który wskazał trzy główne elementy, na których ma się opierać dezinformacja klimatyczna. Wskazano więc:
- lęk o koszty życia,
- lęk o utratę kontroli i suwerenności,
- brak zaufania do instytucji publicznych.
Aż dziw, że nie dołączono lęku przed Putinem, ale może uznano, że i tak tych lęków jest dość, więc dyktatora z Kremla zostawiono na deser.
Dezinformacja jest wszędzie
Bo dalej jest jeszcze ciekawiej. Zdaniem Instytutu, i jak rozumiem MKiŚ, „największe zasięgi osiągały przekazy sugerujące, że transformacja energetyczna jest nieopłacalna, odnawialne źródła energii stanowią zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego Polski lub są narzucane przez zagraniczne podmioty”! A tu już mi mina zrzedła. Bo te elementy są, jako żywo, uprawnionymi tezami do dyskusji. To są przecież opinie na temat modelu transformacji i preferowanych źródeł energetycznych, na których ta transformacja ma się opierać. I one mogą, ba, powinny być przedmiotem dyskusji! A tu a’priori uznawane za dezinformację!
To można zadać pytanie przedstawicielom MKiŚ: jak chcecie rozmawiać w takiej sytuacji? A może właśnie nie chcecie, a wszystkich inaczej myślących wyrzucacie poza nawias, jako szkodników? Jestem na tyle stary, a i kompetentny historycznie, by widzieć tu oczywiste podobieństwa z minioną epoką. I powiem to wprost – macie Państwo tam w MKiŚ mentalność towarzysza Wiesława czy innego Czyrka. W tym kontekście zrozumiałe są te dość żałosne próby przepychania kolejnych pomysłów na cenzurę w Internecie. Żałosne, a czasem dość obrzydliwe, jak to co zrobił premier Donald Tusk, który powiązał akty bestialstwa w szkołach z wcześniejszymi wetami Prezydenta. Dodajmy, oczywistymi, bo stojącymi na straży wolności słowa.
Deklaracja „dezinformatora”
To wobec tego mam dobrą, a może właśnie złą wiadomość dla was: im bardziej będziecie przypinać mnie i innym podobnie myślącym, takie łatki, tym energiczniej i głośniej będę podważał zasadność opierania transformacji energetycznej o pogodozależne OZE. Będę kwestionował – bo są ku temu solidne przesłanki – opłacalność dla państwa tych inwestycji, będę wskazywał na zagrożenia dla bezpieczeństwa energetycznego i będę zwracał uwagę, na ile taki model jest nam narzucany przez zagraniczne podmioty, głównie przez UE.
Szanowna Pani Minister (a może towarzyszko Paulino): jednego „dezinformatora” już macie!
Prezes PSE także na posterunku
Tu tylko dla kronikarskiego obowiązku dodam, że do chóru obrońców przed dezinformacją klimatyczną dołączył Grzegorz Onichimowski, Prezes PSE. Na konferencji „Energy Days” w Katowicach na panelu poświęconym, a jakże, dezinformacji, stwierdził m.in. „Są to dwa obszary. Jeden to ten, gdzie widać konkretne interesy i gdzie widać konkretną inspirację. Drugi obszar to sentyment do tego, co było (w sektorze energetyki – dop. red. Rzeczpospolitej), a co powoli odchodzi (…). Dzisiaj słychać miłośników powrotu do węgla, a nie słychać ludzi, albo za mało słychać, którzy mówią o tym, co się dzieje na świecie, o globalnych trendach, elektryfikacji, transformacji, która zachodzi chociażby w Azji i w innych miejscach na świecie.”
Hm… „miłośnicy węgla” to pchani sentymentem dezinformatorzy? Gratulacje Panie Prezesie, odkrycie na miarę Kolumba. Zresztą polecam wszystkim zapis tego panelu dostępny w dzienniku Rzeczpospolita. Sednie mnie ubawił, choć może powinien raczej smucić, bo widać jak słabo wygląda stan dyskusji o energetyce w Polsce.
Zapytałem później Pana Prezesa na portalu X, czy jako zwolennik podtrzymywania węgla w energetyce i gospodarce, czyli osoba kierowana wspomnianym „sentymentem do tego co było” jestem dezinformatorem? Odpowiedź dała mi nadzieję, że chyba jeszcze nie. Czyli wg. kierownictwa MKiŚ podpadam już pod kategorię dezinformatora, ale zdaniem kierownictwa PSE jest dla mnie jeszcze nadzieja.
Na szczęście dla mnie, nadzieję pokładam w innych wartościach i emocjach…
***
FOT. Obraz wygenerowany przez AI.
