Freedom.gov. amerykański wytrych do europejskiego internetu. Czy USA i UE rozpoczną cyberwojnę?

Freedom.gov. amerykański wytrych do europejskiego internetu. Czy USA i UE rozpoczną cyberwojnę?

blank

Waszyngton odpala technologiczną broń w sporze o kontrolę nad infosferą. Europa odpowiada regulacjami. Pytanie brzmi: kto wygra wojnę o to, co wolno zobaczyć?

W styczniu 2026 roku Departament Stanu USA zarejestrował domenę Freedom.gov. Projekt, którego oficjalny start miał nastąpić podczas Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa, został opóźniony, ale sam fakt jego powstania mówi więcej niż niejedna deklaracja dyplomatyczna. Ameryka nie tylko krytykuje europejskie regulacje cyfrowe — zaczyna budować infrastrukturę do ich obchodzenia.

Jak donosi Fox News, Freedom.gov ma być „jednoklikową” aplikacją open-source z wbudowaną funkcją VPN, pozwalającą użytkownikom — szczególnie w Europie, Chinach czy Iranie — uzyskać dostęp do „nieocenzurowanego internetu, jaki mają Amerykanie”. Reuters potwierdza, że platforma ma działać jak tunel, sprawiając, że ruch sieciowy wygląda, jakby pochodził ze Stanów Zjednoczonych. Za projektem stoi Sarah B. Rogers, podsekretarz stanu ds. dyplomacji publicznej, a w prace zaangażowany jest Edward Coristine, były członek zespołu DOGE.

Transatlantycka kolizja

Inicjatywa Freedom.gov to nie techniczny gadżet — to sygnał polityczny i element wojny infrastrukturalnej. Administracja Donalda Trumpa od miesięcy zaostrza retorykę wobec europejskich regulacji cyfrowych, traktując je jako zagrożenie dla amerykańskich firm i wolności słowa. W grudniu 2025 roku Komisja Europejska nałożyła na X (dawniej Twitter) karę 120 mln euro za naruszenie przepisów Digital Services Act — była to pierwsza sankcja tego typu. Waszyngton zareagował groźbami odwetowych ceł.

DSA, flagowy projekt regulacyjny Brukseli, nakłada na platformy obowiązek usuwania treści uznanych za nielegalne lub dezinformacyjne. Dla Europejczyków to broń przeciw mowie nienawiści i propagandzie. Dla wielu Amerykanów — i dla obecnej administracji — to system cenzury w eleganckim opakowaniu. Freedom.gov ma być dowodem rzeczowym w tym sporze: Ameryka eksportuje swój model otwartego internetu, a Europa broni prawa do filtrowania debaty. W tle nie ma już wyłącznie „standardów” — jest realna zdolność do obejścia blokad.

Polska na czele regulacyjnego peletonu

W tym starciu Warszawa nie stoi z boku. Wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski konsekwentnie pozycjonuje Polskę jako lidera europejskiej walki z dezinformacją. W jego wypowiedziach cyberbezpieczeństwo obejmuje już nie tylko infrastrukturę i oprogramowanie, ale również „infosferę” i — co znamienne — „bezpieczeństwo emocjonalne obywateli”.

Minister zapowiada prace nad krajowymi ramami dotyczącymi dezinformacji i podkreśla, że DSA to nie cenzura, lecz „broń” w konflikcie hybrydowym. Budżet na cyberbezpieczeństwo w 2025 roku osiągnął rekordowe 3,1 mld złotych. Retoryka jest jednoznaczna: fałszywe informacje to narzędzie wojny, a państwo ma prawo się bronić — nawet jeśli oznacza to twardszą rękę w infosferze.

Problem polega na tym, że pamięć o nadużyciach władzy informacyjnej jest w Polsce wciąż żywa, a rząd Donalda Tuska zrobił wiele bu pokazać gotowość powrotu do najgorszych praktyk. Ramy walki z dezinformacją można odczytać dwojako: jako odpowiedź na realny chaos informacyjny lub jako element szerszego programu dyscyplinowania debaty publicznej. Granica między ochroną a kontrolą bywa niepokojąco płynna, zwłaszcza gdy stawką ogłasza się „bezpieczeństwo”.

Paradoks arbitrażu prawdy

W epoce deepfake’ów i materiałów syntetycznych pytanie „co jest prawdą” traci akademicki charakter. Nawet duże redakcje popełniają błędy — przypadki wykorzystania zmanipulowanych nagrań czy klipów wyrwanych z kontekstu pokazują, że gra toczy się o wiarygodność całego systemu medialnego.

Freedom.gov wpisuje się w tę lukę zaufania. Zwolennicy widzą w nim bezpiecznik przeciw nadużyciom — narzędzie pozwalające „zobaczyć to, co znika” i „sprawdzić to, co usunięto”. Przeciwnicy odpowiadają, że to zachęta do obchodzenia prawa i odblokowywania treści, które Europa uznaje za nielegalne lub szkodliwe. W praktyce może to wyglądać jak nowa forma „cyber-dyplomacji”: zamiast przekonywać, dostarcza się obejście.

Obie strony mają pozorną rację — i w tym tkwi sedno problemu. Walka z dezinformacją jest konieczna, ale każde narzędzie do jej prowadzenia może zostać wykorzystane do innych celów. Gdy państwo decyduje, które informacje są „bezpieczne”, a które „szkodliwe”, nieuchronnie pojawia się pokusa, by kategoria „szkodliwości” objęła treści niewygodne politycznie. A gdy drugie państwo daje narzędzie do omijania filtrów, łatwo sprzedać to jako „wolność”, nawet jeśli realnym celem jest dominacja.

Infrastruktura zamiast dyskusji

Jeśli Freedom.gov rzeczywiście ruszy w zapowiadanym kształcie, zmieni się charakter transatlantyckiej debaty. Spór o wolność słowa przestanie być dyskusją o standardach i wartościach — stanie się wojną infrastruktury. Europa będzie budować regulatory, Ameryka — narzędzia do ich obchodzenia. Obywatele znajdą się pośrodku, konfrontowani z materiałami, które ktoś uznał za „do usunięcia”, i z kontrkomunikatem: „zablokowano nie dlatego, że nieprawdziwe, tylko dlatego, że niewygodne”.

Kluczowe pytanie nie brzmi już, czy walczyć z dezinformacją. Brzmi: kto kontroluje narzędzia tej walki, jakie są bezpieczniki i czy „ramy ochrony” nie zamienią się w system, w którym państwo reguluje obywatelowi nie tylko dostęp do informacji, ale i sposób ich odczuwania. Freedom.gov jest prowokacją — ale prowokacją z konkretną technologią za plecami.

85 procent europejskiego rynku chmury kontrolują amerykańskie firmy. Europa odpowiada regulacjami. Pytanie, czy odpowiedź nie przyjdzie zbyt późno — i czy będzie chronić obywateli, czy przede wszystkim instytucje. W cyberwojnie o infosferę przewagę daje nie to, kto ma lepsze argumenty, tylko kto ma lepsze narzędzia.

Autor tekstu

Analiza Dobitnie

Analiza zespołu serwisu i kanału Dobitnie. Staramy się przenikać medialną fasadę, obnażać mechanizmy, proponować rozwiązania, unikać pustych emocji i politycznych narracji. Naszym celem jest dobro Polski. Zespół Dobitnie.

Wyszukiwarka
Kategorie

Analiza Dobitnie

Analiza zespołu serwisu i kanału Dobitnie. Staramy się przenikać medialną fasadę, obnażać mechanizmy, proponować rozwiązania, unikać pustych emocji i politycznych narracji. Naszym celem jest dobro Polski. Zespół Dobitnie.

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
blank