Zapytałem syna, czy w szkole uczono go, jak się zachować podczas ataku. Nie uczono. Po „krwawym piątku” policja przeszukała szafki uczniów, zatrzymano siedemdziesięcioro dzieci, państwo pokazało siłę, ale nikt nie pokazał dzieciom, co mają zrobić, gdy napastnik stanie w drzwiach klasy. Dzisiaj jest okazja, by to naprawić.
Zadałem synowi pytanie, czy wie, jak się zachować w przypadku ataku w szkole. Czy mieli jakiekolwiek szkolenie. Oczywiście odpowiedź była negatywna. W tym miejscu tekstu miałem się poznęcać nad niepotrzebnymi i ideologicznymi elementami programu nauczania, ale sobie daruję, żeby nie odwracać uwagi od meritum. A meritum jest takie, że nikt w szkole nie wie, jak się zachować w razie „W”.
Przesadzona reakcja
Wczoraj z okazji krwawego piątku, który najpewniej został zorganizowany jako element psyops ruskich sołdatów w kolejną rocznicę zdobycia Kremla przez Polaków, policja przeszukała szkoły i dokonała kilkudziesięciu zatrzymań. Generalnie było to traumatyczne przeżycie dla wielu. W szkole syna zorganizowano pogadankę, z której niczego się nie dowiedział, co mogłoby mu pomoc w razie ataku szaleńca. Nie mam pretensji do nauczycieli. Prawdopodobnie sami nie byli przygotowani do tego. A można to było zrobić inaczej.
Rząd, chociaż wiedział, że „krwawy piątek” to albo akcja Rosjan, albo przypadkowego podpalonego nastolatka, zainspirowanego ostatnimi atakami i wznieconą z tej okazji histerią, zdecydował się na bardzo mocno przesadzoną reakcję. Nakręciło to atmosferę, podniosło temperaturę społeczną, a echa tego będą się jeszcze odzywać przez kilka następnych dni w postaci kolejnych aktów przemocy.
Media podały, że aresztowano około 70 dzieciaków pod różnymi pretekstami. Pewnie dla 99% z nich będzie to traumatyczne przeżycie i niewspółmierne do popełnionej winy. Zapamiętają Polskę jako państwo opresyjne. W poniedziałek już nikt z nich nie będzie miał statusu zatrzymanego, a większość skończy z pouczeniem, żeby nie mówić głupot w internecie ani nie nosić scyzoryków w plecaku.
Jest oczywiście usprawiedliwienie dla tej przesadzonej reakcji. Gdyby państwo zareagowało po cichu, tak jak psychologowie i socjologowie radzili, i doszłoby do chociaż jednego aktu przemocy, to media podniosłyby święte oburzenie. A tak sytuacja spowodowała, jak do tej pory, dwa dodatkowe akty przemocy, które najpewniej w innych okolicznościach by się nie wydarzyły. Państwu jednak nie można zarzucić, że zbagatelizowało sprawę, a cierpienie kilkudziesięciu przypadkowych dzieciaków ten rząd zniesie. Mleko się już rozlało, ale są wnioski, które możemy wyciągnąć.
Film, który ratuje życie
W 2018 roku, zainspirowany amerykańskim filmem instruktażowym „Run, Hide, Fight”, zaproponowałem jednej z instytucji podległych MSW zrealizowanie podobnego przedsięwzięcia. Filmik to około 8-minutowy klip, który w hollywoodzkim stylu pokazuje atak strzelca na jakąś firmę. W atmosferze napięcia oglądamy kolejne sceny, podczas których narrator głosem oficera instruuje, co należy zrobić. Najbardziej szokujący moment jest na końcu, gdy dowiadujemy się, że jeśli nie mamy wyjścia, to nie pozostaje nam nic innego, jak walczyć z pełną agresją za pomocą wszelkich możliwych środków.
Inny film, adresowany do pracowników szkół, wyprodukowało miasto Atlanta. Prezentuje on taki sam modus operandi, ale w klimacie szkolenia BHP dla nauczycieli. Jednak końcowa scena pokazuje walkę nauczycielki z napastnikiem i ucieczkę dzieci za jej plecami. Czego nie pokazano, to jak uczniowie walczą z przeciwnikiem. Nie pokazano, ale dopowiedziano. Bo narrator mówi, że dzieci mogą wziąć książki i rzucać nimi w przeciwnika, a do dyspozycji, oprócz krzeseł i gaśnicy, której można użyć do bicia i ataku proszkiem, są jeszcze nożyczki. Tu instruktaż się kończy, ale nikt nie ma wątpliwości, co z nimi zrobić.
Wracając do polskiego odpowiednika. Miałem więc miejsce i fundusze. Instytucja podległa MSW przyjęła propozycję wspólnej realizacji z entuzjazmem. MSW stwierdziło jednak, że ma swoją koncepcję, którą samo zrealizuje. Nigdy więcej nie usłyszałem nic o tym pomyśle. Filmu nie widziałem, chociaż nie wykluczam, że powstał. Niemniej, jeśli ja go nie widziałem, to znaczy, że niewiele osób go widziało. A nie taki był cel.
Zawsze wybieraj walkę
Warto tu odnotować, że w krajach europejskich proponuje się model RUN, HIDE, TELL. W filmikach instruktażowych pokazuje się wszystkie sekwencje, jak w amerykańskim odpowiedniku. Poza najważniejszą, tą z walką. Narrator tłumaczy za to, że powinniśmy skupić się na powiadomieniu policji, a w razie bezpośredniego ataku skulić się i nakryć głowę. Takie podejśce ćwiczone było zresztą 13 listopada 2015 roku we Francji i nie sprawdziło się.
Lata mijają, a my dalej nie mamy żadnej znanej mi procedury działania podczas ataku ani filmu instruktażowego. Skąd wiem? Gdyby procedura była, to dzieci by ją ćwiczyły. A film? Już dawno gawiedź dziennikarska recenzowałaby go czy tam wyśmiewała, tak jak podręcznik MON-u z poradami, co robić w sytuacji zagrożenia. To jest dobry podręcznik według mnie. Gdyby nasz film nie kończył się instrukcją, jak zginąć według wzoru z Bataclan, to na pewno też bym go pochwalił.
Naturalnie mój syn zna każdy z tych filmów. Przy tym europejskim powiedziałem, że jeżeli u nas w Polsce tak go będą uczyć, to ma robić jak w amerykańskich poradnikach.
Skorzystajmy z okazji! Stwórzmy, a jeśli jest, to wdróżmy procedurę na wypadek ataku zabójcy na szkołę. Zróbmy film, puszczajmy go w telewizji lub dzieciom w szkołach. Będzie dla nich straszny? Trudno, lepiej, żeby przez kilka dni miały koszmary, niż żeby nie wiedziały, co zrobić, jak dojdzie do sytuacji, że nie będą miały innego wyjścia niż szukanie nożyczek w plecaku.
Poniżej linki do sensownych filmów o tej tematyce.
RUN – HIDE – FIGHT || Active Shooter Preparedness Training for Elementary Schools
fot. kadr z filmu RUN. HIDE. FIGHT.® Surviving an Active Shooter Event
