Nie od dziś wiadomo, że najzabawniejszym gatunkiem literackim uprawianym przez osoby pełniące funkcje oficjalne są oświadczenia. Odpali taki ktoś granatnik RPG w swoim gabinecie, wybijając dziurę w suficie, i spokojnie idzie spać w służbowej toalecie, myśląc, że jak się obudzi, to dziury już nie będzie. A zresztą, każdemu przecież się może zdarzyć – niech pierwszy rzuci kamieniem, kto nigdy nie odpalał granatnika w biurze! Ale potem, to znaczy, jak człowiek wytrzeźwieje i zorientuje się, że jest nieświeżo, bo wiatr wieje, urzędnicy z góry zdziwieni zaglądają i trzeba coś zrobić, wzywa więc człowieka od PR albo, co gorsza, sam chwyta za pióro i ukazuje się – Oświadczenie. I o ile do tej pory było może troszkę groźnie lub żałośnie, bo jednak pijak z granatnikiem to jest poważna sprawa, to teraz robi się naprawdę śmiesznie.
Podobnie było z dyrektorem Muzeum w Wilanowie, który postanowił zarobić nieco kasy (nie, żeby dla siebie, a uchowaj Boże!), pozwolił więc urządzić na dziedzińcu huczną imprezę techno i zasnął, kołysany błogo rytmem spadających banknotów, które z każdym bitem głębiej mościły się w muzealnej szkatułce. Niestety, gdy się obudził, zorientował się, że co prawda kasa się zgadza, ale goście narobili tymczasem na pałacowym dziedzińcu niezłego bydła, a fotki je pokazujące poniosły się wiralem het! skroś Internety. Trzeba więc było się zabrać za pisanie Oświadczenia, żeby choć trochę zabawić publiczność wściekłą, że jej nie było stać na wydanie pięciu stówek za wstęp na imprezę i teraz hejtującą to kulturalne wydarzenie. Ludzie to wilki!
Oświadczenie zostało skonstruowane według żelaznych reguł gatunku, czyli zaczęło się od prostego stwierdzenia, że odpowiedzialny jest ktoś inny, zaś Pan Dyrektor zadbał o wszystkie zgody administracyjne. Jest to znana technika postępowania, która streszcza się w maksymie: „nieważne, że stodoła się spaliła, ważne, że się spaliła zgodnie z przepisami”. Nad całością czuwały więc „odpowiednie służby”. To zawsze uspokaja. Coś jak na Placu Czerwonym w trakcie parady, gdy w każdej chwili jej uczestnicy mogą się spodziewać, że na głowę im spadnie ukraiński dron, ale rzut oka wokoło ich uspokaja: odpowiednie służby są rozstawione i nikt nie wyjdzie, aż parada się nie skończy. Nota bene ta wilanowska impreza o dźwięcznej nazwie Trolololo, czy jakoś podobnie, odbyła się – co za niespodzianka! – właśnie 9 maja. Wielkie umysły myślą podobnie.
Dalej w Oświadczeniu mowa jest o tym, że kasa zostanie przeznaczona – a jakże! – na ochronę zabytków. Najpierw się je więc troszeczkę zniszczyło, ale potem skutecznie je odrestaurujemy. A ten Wilanów od lat taki odpicowany i wypucowany, że nie było co chronić, bo wszystko ochronione. Na szczęście Dyrekcja zadbała o to. A zresztą, co to za zniszczenia! Raptem jakieś trawniki i drobne uszkodzenia nawierzchni. Naprawdę nie ma o czym mówić…
W tym momencie każdy doświadczony twórca Oświadczeń musi zatrzymać się na chwilę, bo znalazł się w niebezpiecznym momencie. Tak! Konkluzja, że nie ma o czym mówić, jest oczywiście prawidłowa z punktu widzenia Dyrekcji, ale w takim razie ktoś może zadać pytanie, czemu powstało Oświadczenie, skoro nie ma o czym mówić. Na to jest rada, a jest nią użycie OBIEKTYWNYCH DANYCH. W tym przypadku są to dane pomiarów hałasu. Pan Dyrektor skrupulatnie zatem wylicza, ile decybeli było w którym miejscu i o jakiej porze. Możemy dowiedzieć się więc, że co prawda w Wielkiej Sieni o godzinie 17.16 było 82,5 dB, ale już w Altanie Chińskiej o 18.44 było zaledwie 46 dB i to „z uwzględnieniem odgłosów przyrody”. Właściwie jedyne poważne decybele pochodziły od przejeżdżającej opodal grupy motocyklistów, ale na szczęście wezwano Policję i uciszono hałasujących.
Po tym szczegółowym przeglądzie, z którego jasno wynikało, że w gruncie rzeczy było tylko nieco głośniej niż w każdy powszedni dzień, a gdyby nie motocykliści i odgłosy przerażonej przyrody, byłoby naprawdę całkiem cicho, zwłaszcza po 3.30 rano, gdy impreza się zakończyła, każdy poważny autor Oświadczenia umieszcza zdanie, że „wszystkie osoby, które mogły odczuć niedogodności związane z wydarzeniem, przepraszamy”. Ma to wartość stwierdzenia „Panie, odwal się pan!” i jest z upodobaniem stosowanym obowiązkowym elementem każdego porządnego Oświadczenia.
Wydawałoby się więc, że Oświadczenie Dyrektora Jaskanisa zostało stworzone zgodnie z regułami sztuki i zawiera wszystkie niezbędne elementy, czas więc odwalić. Tak jednak nie jest. Z Oświadczenia wynika bowiem jasno, że była to jedyna w świecie impreza techno, na której było cicho! Ci ludzie zapłacili niemałe pieniądze za to, żeby wejść w pole rażenia gigantofonów, po którym to doświadczeniu będą tygodniami odzyskiwać słuch. I co? I jeszcze było tam słychać odgłosy jakiejś przyrody? A jak motocykliści dali nareszcie czadu, to na nich psy dyrekcja wezwała? To jest skandal! Na miejscu organizatorów zażądałbym odszkodowania od Muzeum Pałacu w Wilanowie, a na pewno na drugi raz nie urządzałbym tam żadnej imprezy. Może Wawel?
