Pochłonięci tematyką polityczną i energetyczną naszego kraju, który nie szczędzi nam doznań intelektualno-behawioralnych, nie mamy świadomości, co rozgrzewa emocje w publicystyce naszych najważniejszych sąsiadów, czyli Niemców. Sądziłem, że Niemcy, jako naród praktyczny, wyciągają wnioski z bieżącej sytuacji społeczno-gospodarczej w UE, borykającej się z kryzysem energetycznym i migracyjnym, ale nie doceniłem „ducha brukselskości”, ciążącego nad naszym zachodnim sąsiadem. Na Zachodzie bez zmian. Męski, żeński i nijaki.
Niemcy nadal żyją problemami surrealistycznymi. Prasę rozgrzał przypadek mężczyzny, który chciał korzystać z siłowni dla kobiet w Erlangen. Właścicielka odmówiła, powołując się na regulamin, a w nim na fakt, że prysznice są zarezerwowane wyłącznie dla kobiet. Sprawa błaha, ale nie w Niemczech.
Od czasu wprowadzenia 1 listopada 2024 roku ustawy o samostanowieniu płci, Niemcy stały się liderem w dezorientacji związanej z osobami transpłciowymi. W urzędowym rejestrze stanu cywilnego obywatel może sobie wybrać następujące rodzaje płci: męski (männlich), żeński (weiblich), różnorodny (divers – przeznaczony dla osób niebinarnych i interpłciowych) lub nie oznaczać płci.
Osobnik, który chciał wtargnąć do damskiej siłowni w Erlangen, miał na imię Laura i był „transkobietą”, a w sprawę zaangażowały się organizacje transseksualistów i instytucje rządowe. Federalna Komisarz ds. Zwalczania Dyskryminacji wystąpiła do właścicielki klubu z żądaniem zadośćuczynienia za rzekome cierpienie wyrządzone „transkobiecie” w wysokości 1000 euro. Pisemne oświadczenie, w którym wyjaśniała, że jedynie „nieustępliwie chroniła swoje klientki przed potencjalnym podglądaczem”, zostało zinterpretowane jako obraźliwe i dyskryminujące, zaś użycie zaimka „on” stało się przyczyną oskarżenia o zniesławienie.
Ta sprawa pokazuje skalę obsesji na punkcie osób transpłciowych, której uległy niemieckie elity.
Najczęstszym uzasadnieniem takiej postawy jest przekaz, że osoby transpłciowe stanowią obecnie jedną z najbardziej uciskanych mniejszości w Niemczech. Nawet z kręgów prawicowej CDU słychać w Bundestagu głosy, że 40 procent społeczności nie uzewnętrznia swojej tożsamości seksualnej z obawy przed przemocą. Należy zatem domniemywać, że jeżeli uwzględnimy masową imigrację ostatnich lat osób, które są troglodytami pod kątem świadomości o różnorodności płciowej, to większość rodzimych Niemców jest LGBT.
Obrońca binarności płci = prawicowy ekstremista
Z drugiej strony zdania odrębne wobec mainstreamowej narracji są traktowane jako próby obrony przestarzałej „binarności płci”, a wszelki opór wobec ideologii transpłciowej kojarzony jest jako przejaw prawicowego ekstremizmu.
Osoby transpłciowe korzystają ze specjalnej ochrony ze strony państwa, zaś przepisy antydyskryminacyjne i dotyczące „samowyboru” płci stanowią zagrożenie dla praw obywatelskich i wolności słowa.
Równouprawnienie płci znalazło również swój wyraz 8 maja 2026 roku w masowych protestach młodzieży szkolnej w związku z możliwością wprowadzenia masowej służby wojskowej. Otóż 18-latkowie otrzymali od ministerstwa obrony list i kwestionariusz do wypełnienia dotyczący gotowości odbycia służby wojskowej. Ignorowanie listu oznacza karę 250 euro do zapłacenia.
Obowiązkowe ankiety trafiają wyłącznie do mężczyzn, zaś kobiety mogą je wypełniać dobrowolnie, co wywołało oskarżenia o brak równouprawnienia.
Liczę jednak, że była niemiecka minister obrony, a obecnie przewodnicząca KE Ursula von der Leyen, nadejdzie z odsieczą. Wszak to ona testowała odzież ciążową dla niemieckich żołnierek.
Zielona transformacja nie ma końca
I aby zakończyć tematyką energetyczną, trzeba zaznaczyć, że zielona transformacja Niemiec idzie jak po grudzie i marne są widoki na jej zakończenie w dającej się przewidzieć przyszłości.
W okresie styczeń–maj 2026 paliwa kopalne i import energii odpowiadały za połowę całości zużycia energii w Niemczech. Sektor energetyczny naszych zachodnich sąsiadów boryka się z wysokimi cenami oraz z poważnymi wyzwaniami związanymi z niestabilnością pogodową (tzw. okresami Dunkelflaute – brakiem wiatru i słońca) oraz wysokimi cenami uprawnień do emisji CO₂.
