Żodyn się nie spodziewał”! Zastanawiam się, czy te przedwyborcze numery rzeczywiście jeszcze działają, czy to już pewna reakcja w stylu psa Pawłowa: kiedy zbliża się ostateczne rozstrzygnięcie, trzeba mówić o hejcie. Aczkolwiek w przypadku pani Piątkowskiej, walczącej o fotel prezydenta Krakowa, cel jest podwójny.
Wtargnięcie dziennikarzy na osiedle okazało się legalnym wjazdem przez oznakowaną bramę, prześladowanie dziecka — przebywaniem na tym samym osiedlu, na którym znajdował się dorosły syn pani Piątkowskiej, a nachodzenie i stalking — po prostu ustaleniem, że kandydatka, wbrew temu, co mówi, nie mieszka w Krakowie, lecz w Warszawie. W odpowiedzi pani Piątkowska podniosła lament o prześladowaniu, stalkingu i zapowiedziała sądowy odwet. Zrobiła się, jak to w takich sytuacjach, tak zwana inba, i wszystko inne pójdzie na bok. A kilka pytań wciąż czeka na odpowiedź.
Przede wszystkim pytanie o to, dlaczego Donald Tusk i Radosław Sikorski — akurat w przypadku tego drugiego polityka nie jest to w ogóle dziwne — wystawili i wspierają kandydatkę, która jest czynną lobbystką. Nie mam nic do lobbingu ani do kandydowania na prezydenta Krakowa. Gorzej, kiedy ktoś łączy jedno z drugim, a nikt nie widzi w tym problemu. Monika Piątkowska jest przecież szefową Izby Zbożowo-Paszowej i od lat zajmuje się obsługą interesów tego sektora.
W ogóle kariera pani Piątkowskiej, dla przypomnienia pełniącej także jakże zaszczytny mandat senatora, wygląda po prostu na obsługę i załatwiactwo w imieniu rozmaitych grup. Jej marsz przez partię pokazuje, że po prostu cały czas szuka miejsca, gdzie można „tematy polokować” i zarobić grosz.Znak czasu i rzecz dość powszechna, ale tutaj chyba jednak bezczelność jest przesadna. Zresztą, nieprawda. Z tym nie da się przesadzić. Gdy zaczynają padać pytania, wystarczy pójść w hejt.
Teraz pozostaje już tylko, by w czwartek Donald Tusk poszedł do Bogdana Rymanowskiego i powiedział, że jeśli chodzi o konkurenta pani Piątkowskiej, pana Gibałę, to pewien aktor znany z małych ról mówił mu…
