Mit nierentowności ciąży nad polskim górnictwem węgla kamiennego. Kto na tym zarabia i jak pogrąża się finansowo polskie kopalnie. Czy musimy z budżetu dokładać do górnictwa?
Kolejna wojna na Bliskim Wschodzie obnażyła słabość energetyczną Europy. UE jest uzależniona od importowanej energii. W przypadku gazu ziemnego zależność wynosi aż 86%. Zielona rewolucja zamiast służyć zmniejszeniu zużycia paliw kopalnych prowadzi do zwiększania zapaści energetycznej. Silne lobby OZE, w dużej mierze oparte o fundusze, które zainwestowały obrót ETS, pogrąża bezpieczeństwo energetyczne UE.
Jak to wygląda w naszym kraju?
Według Eurostatu w latach 2014–2024 ogólny wskaźnik uzależnienia Polski od importu surowców energetycznych wzrósł z poziomu 29% do około 45%. To że jest to mniej niż unijna średnia wynosząca ponad 65% wynika wyłącznie z istnienia polskiego górnictwa. Własne wydobycie gazu pokrywa jedynie 20% zapotrzebowania na błękitne paliwo, które nieustanie rośnie. Nasze bezpieczeństwo energetyczne oparte jest nadal, i należy się z tego cieszyć, o rodzimy surowiec – węgiel kamienny. To dzięki naszym kopalniom nie grozi nam widmo blackout-u i mamy gwarancję dostępności energii.
Niestety górnictwo polskie jest źle zarządzane i obciążane kosztami, których nie mają producenci z poza UE, o czym pisaliśmy już wielokrotnie w Dobitnie PL. (KRYZYS POLSKIEGO GÓRNICTWA WĘGLA KAMIENNEGO Analiza przyczyn, skutków i rekomendacje naprawcze z 4 grudnia 2025). Według oficjalnych rządowych danych w 2025 roku 66 tys. górników zatrudnionych w polskim górnictwie wyprodukowały 42,8 mln ton węgla. Przychody ze sprzedaży węgla wyniosły 20,236 mld zł wobec 25,428 mld zł w 2024 r, czyli zmniejszyły się o 20%. Średni koszt wydobycia 1 tony wyniósł 914,26 złotych przy cenie sprzedaży 567,92 PLN. Więc każda wydobyta tona była sprzedawana ze stratą wynoszącą około 330 złotych. Strata branży wyniosła 8,4 mld złotych i zostanie pokryta przez budżet albo dotacją albo innym wsparciem, jak w przypadku JSW.
Mamy więc kolejny rok dotowania górnictwa co w opinii przeciwników dalszego funkcjonowania górnictwa jest najlepszym uzasadnieniem dla szybkiej likwidacji. Pomijają oni fakt, że obecna polityka klimatyczna UE pozbawia ekonomicznego uzasadnienia produkcję energii z węgla kamiennego. Że w ciągu ostatnich 5 lat zakupy i zużycie węgla w polskiej energetyce zmniejszyło się z ponad 31 mln ton na niespełna 24. Co więcej, cena w jakiej np. PGG sprzedaje węgiel do polskich spółek energetycznych wynosi około 360 złotych, co jest wartością niższą niż cena węgla importowanego. Do tego dochodzi pozorna restrukturyzacja górnictwa i utrzymywanie wysokiego potencjału wydobywczego. Wszystkie te składowe mające wpływ na wynik finansowy kopalń i prowadzą do rychłego pozbawienia Polski możliwości wykorzystywania własnych zasobów węglowych.
Komu na tym zależy?
Po pierwsze europejskiemu lobby klimatycznemu wspieranemu przez instytucje finansowe, które zarabiają na Zielonym Ładzie. To potężna siła nacisku obracająca miliardami dolarów uczestnicząca w obrocie uprawnieniami ETS. W 2024 na giełdach które w Europie sprzedają uprawnienia do emisji CO2 wartość obrotu wyniosła 39 mld euro (około 600 mln uprawnień). W grze giełdowej biorą udział giganci ze świata funduszy: iShares(należący do BlackRock), posiadający obecnie w aktywach ETS 1,5 mld dolarów, czy KraneShares.Fundusze obiecały, w swoich prospektach inwestorom, że po 2027, gdy drastycznie zmniejszy się ilość darmowych uprawnień spadnie na nich „złoty deszcz”. One zarabiają nie tylko na podatku klimatycznym ETS ale są również zaangażowane w liczne projekty inwestycyjne w „źródła odnawialne” dla których konkurencja paliw kopalnych stanowi zagrożenie biznesowe.
Do tego dochodzi lobby producentów i inwestorów w OZE. Są tutaj podmioty zagraniczne które zainwestowały w polską energię odnawialną ale również rodzimi „czempioni” jak PGE, Orlen i Enea. Do tej pory inwestorzy wspierani przez banki zainwestowali ponad 500 mld złotych w projekty, a prognoza głównego polskiego banku inwestycyjnego BGK wskazuje na kwotę do wydania do 2040 roku 2 bln złotych! Utrzymywanie górnictwa przy niestabilnym globalnym rynku surowcowym stanowi ryzyko związane z rentownością ich inwestycji.
No i władze centralne. Nie podejmą one istotnych działań służących poprawie efektywności produkcji górniczej. Chaos w nadzorze właścicielskim i brak sprawczości organów spółek służyć mają jak najszybszej likwidacji górnictwa. Najlepszym przykładem jest tu Polska Grupa Górnicza – największy beneficjent pomocy publicznej. Spółka nie została zrestrukturyzowana. Przy niezmienionym od 5 lat zatrudnieniu ( 36 tys. pracowników) sprzedaje zaledwie 15,8 mln ton (w 2021 było to 24,3 mln ton).
Niska wydajność na pracownika i koślawy system sprzedaży spowodowały że, w stracie PGG wynoszącej prawie 6 mld złotych, aż 4,5 mld to udział sprzedaży do polskich elektrowni (marża -124%). Kluczowe spółki energetyczne uczyniły z PGG magazyn węgla z którego korzystają wedle własnego uznania. Dzieje się tak mimo że cena sprzedaży jest niższa niż alternatywny zakup węgla importowanego. Ustawa o dopłatach do górnictwa przewiduje rekompensaty (dotacje) do wysokości ceny rynkowej surowca importowanego. Ponieważ średnia cena węgla importowanego w portach w 2025 była około 30 zł/t wyższa niż ten sprzedawany przez PGG, pojawia się problem zawyżonego dotowania tej Spółki.
PGG traciło przychody zaś energetyka w ten sposób zaoszczędziła na produkcji energii z węgla kamiennego ponad 1 mld złotych. Czy ustępstwa cenowe na rzecz krajowej energetyki, która korzystała na swojej uprzywilejowanej pozycji nie były zbyt daleko idące? Pozorowany nadzór właścicielski nie podejmował w tej sprawie żadnych działań.
Czy górnictwo może osiągać wynik neutralny finansowo?
Zdecydowanie tak i pokazuje to przykład spółki Lubelski Węgiel. Spółka ta, w ubiegłym roku, przy przychodach 2,8 mld złotych osiągnęła zysk 270 mln. Restrukturyzacja kosztowa, koncentracja inwestycji jedynie na tych kopalniach które mogą być rentowne oraz nowa polityka sprzedaży to warunki konieczne aby polskie kopalnie uratować dla naszej gospodarki. Kluczowym jest zwłaszcza równe rozłożenie ryzyk i odpowiedzialności biznesowych pomiędzy górnictwo a energetykę.
Dynamiczna sytuacja na rynkach surowcowych, możliwa korekta polityki klimatycznej UE oraz zmiany strukturalne w naszym systemie wytwarzania, mogą spowodować że dla polskiego górnictwa jako strażnika bezpieczeństwa energetycznego otworzą się nowe możliwości. Konieczne jest jednak odsunięcie od decydowania ludzi i środowisk wrogich utrzymywaniu własnych zasobów surowcowych. Posiadanie taniej energii w oparciu o własne zasoby to nie marzenia ale fakt który ma ogromne szanse być zrealizowanym.
