Klęska ekipy Tuska, ale czy prawica zrozumiała, co się stało w Krakowie

Klęska ekipy Tuska, ale czy prawica zrozumiała, co się stało w Krakowie

blank

Przegrywając wybory w Krakowie Koalicja Obywatelska straciła opinię partii niepokonanej w dużych miastach. Cios jest tym boleśniejszy, że porażka okazała się wyraźna, a kandydatkę Monikę Piątkowską popierali Donald Tusk, Władysław Kosiniak-Kamysz, Radosław Sikorski i wielu innych czołowych polityków rządzącej koalicji.

Wybory w Krakowie lepiej niż jakiekolwiek sondaże pokazują społeczne nastroje. Poparcie partii Tuska zostało zweryfikowane brutalnie i pokazuje jej realną siłę. W pierwszej turze namaszczona przez lidera KO kandydatka otrzymała 29,1 proc. głosów, co poddaje w wątpliwość prawdziwość szybujących pod niebiosa wyników poparcia KO w wielu publikowanych sondażach. Wyniki drugiej tury – 39 proc. głosów –w dużym uproszczeniu można uznać za wynik całej rządzącej koalicji.

Rzecz jasna należy brać poprawkę na to, że wybory odbyły się drugim co do wielkości mieście w Polsce. Wynik KO może być więc nieco zawyżony, a na przykład PSL raczej zaniżony. Dziś nie mamy jednak bardziej wiarygodnych danych dotyczących realnego poparcia partii politycznych.

Plan Tuska

Mniej więcej wiemy co to oznacza dla premiera. Jedyną szansą na zwycięstwo w przyszłorocznych wyborach jest Donalda Tuska stworzenie wspólnej listy wszystkich formacji tworzących dziś rząd. Jeśli rzeczywiście uzyskałby poparcie na poziomie 40 proc., miałby realne szanse na bezwzględną większość w Sejmie.

Aby to się jednak wydarzyło lider KO musi przekonać do tego pomysłu Lewicę i PSL. Aby oba te ugrupowania zgodziły się na start pod wspólnym szyldem, Tusk musiałby zaoferować im bardzo dogodne warunki na listach, a to mogłoby się odbyć jedynie kosztem polityków partii rządzącej.

Dla wielu z nich to scenariusz nie do przyjęcia, gdyż nie gwarantowałby miejsca w Sejmie. Kolejnym zagrożeniem jest demobilizacja struktur lokalnych, które nie chciałby pracować na przedstawicieli innych formacji.

Największą barierą będzie jednak przekonanie koalicjantów, którzy oddając niepopularnemu i nielubianemu premierowi przywództwo całego frontu, straciliby własną tożsamość. Sami oddaliby się na łaskę, a raczej niełaskę polityka, wyjątkowo mściwego i nielojalnego. Tusk z pewnością wykorzystałby tę sytuację do całkowitego podporządkowania sobie Włodzimierza Czarzastego i Władysława Kosiniaka-Kamysza.

Lekcja dla prawicy

Znacznie ważniejsza lekcję z tych wyborów wynika jednak dla prawicy, która może uznać wybory w Krakowie za sukces. Nie dlatego, że zwyciężyła, ale z powodu przegranej najważniejszego przeciwnika. Jakie więc wnioski powinni wyciągnąć szefowie ugrupowań opozycyjnych wobec ekipy Tuska.

Po pierwsze, Koalicję Obywatelską można pokonać nawet w miejscu, w którym powinna dysponować przewagą. Do sukcesu potrzebna jest jednak elastyczność. Łukasz Gibała nie jest ani pisowcem, ani konfederatem. W przeszłości należał do partii Janusza Palikota, a jego poglądy można raczej określić jako liberalne niż konserwatywne.

Gibała wyłamuje się także z duopolu KO-PiS, co zapewnia mu poparcie szerszej grupy wyborców. Wchodząc w alianse z takimi kandydatami PiS i Konfederacja mają szansę wyjścia z zamkniętego kręgu własnych wyborców. To dodaje im wiarygodności oraz zwiększa możliwości koalicyjne. Ogranicza również obszary władzy Koalicji Obywatelskiej.

Po drugie, aby zwyciężyć prawica powinna szukać nowego typu liderów: młodszych, bardziej rzutkich i zdolnych do przełamywania linii podziału. Coraz mniejsza liczba wyborców jest dziś zaabsorbowana sporem Tusk-Kaczyński. Dla wielu dwudziesto-, trzydziesto- czy czterdziestolatków walka dwóch dziadków jest kompletnie niezrozumiała i pozbawiona treści.

Po trzecie, drużyna Tuska jest bardzo miałka. Zakładając, że KO pragnęła wybory w Krakowie wygrać, premier rzucił tam najlepszą kandydatkę z możliwych. Albo więc nie miał nikogo lepszego, albo żaden czołowy polityk nie był zainteresowany walką o Kraków, albo z góry było wiadomo, że Koalicja Obywatelska nie może tam wygrać, albo wreszcie w partii panuje taki marazm, że brakowało energii, by nawet realnie myśleć o zwycięstwie. Każdy z tych powodów świadczy o głębokim kryzysie w rządzącym ugrupowaniu.

Podobnie było przecież w czasie wyborów prezydenckich. Rafał Trzaskowski był kandydatem słabym i miałkim. W partii nie było jednak nikogo lepszego.

Po czwarte, Tusk jest siłą i przekleństwem Koalicji Obywatelskiej. Siłą gdyż spaja ją od środka i mobilizuje najbardziej radykalny i fanatyczny elektorat. Przekleństwem ponieważ, jest politykiem nielubianym, odpychającym i nie budzi zaufania. Poparcie udzielone Monice Piątkowskiej było dla niej pocałunkiem śmierci. Brak wiarygodności Tuska zdecydował także w dużej mierze o porażce Rafała Trzaskowskiego w wyborach prezydenckich.

Wynik KO wyborach parlamentarnych może więc być znacznie niższy niż wskazują na to dzisiejsze sondaże. Listy tej formacji będą przecież złożone z polityków nijakich i pozbawionych osiągnięć.

Po piąte, zwycięstwo Łukasza Gibały świadczy o zmianie nastrojów społecznych. Polacy nie chcą już dalszego zwiększania świadczeń socjalnych, ale raczej docenienia tych, którzy najciężej pracują. To oni są dziś najbardziej sfrustrowaną grupą społeczną, która mówi dość.

To właśnie ci ludzie odsunęli od władzy partię Tuska w Krakowie i oni zdecydują, komu powierzyć władzę za rok.

Autor tekstu
Mariusz Staniszewski

Mariusz Staniszewski

dziennikarz, był m.in. wiceprezesem Polskiego Radia, prezesem TechFilm i wicenaczelnym Wprost, współtwórca Kanału Dobitnie i prezes Dobitnie Media.

Wyszukiwarka
Kategorie
Mariusz Staniszewski

Mariusz Staniszewski

dziennikarz, był m.in. wiceprezesem Polskiego Radia, prezesem TechFilm i wicenaczelnym Wprost, współtwórca Kanału Dobitnie i prezes Dobitnie Media.

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
blank