Sejmowa komisja śledcza ds. Pegasusa przedstawiła raport ze swoich prac i skierowała do prokuratury zawiadomienia dotyczące jedenastu osób, w tym byłych ministrów i szefów służb specjalnych. Według opinii biegłych ABW Centralne Biuro Antykorupcyjne nie miało pełnej kontroli nad zakupionym systemem, a dane przesyłane przez oprogramowanie opuszczały Polskę. Donald Tusk mówi o „zbrodni stanu”, były szef CBA Ernest Bejda kwestionuje interpretację premiera, a Maciej Wąsik oskarża obecny rząd o osłabienie polskich służb. Raport komisji może mieć poważne konsekwencje dla poprzedniej władzy, ale nie przesądza jeszcze o odpowiedzialności karnej żadnej z wymienionych w nim osób.
Komisja kierowana przez Magdalenę Srokę przesłuchała 77 świadków i jednego biegłego. Przygotowała obszerny raport, którego część pozostaje niejawna, oraz dziesięć zawiadomień o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Wśród wskazanych osób znaleźli się politycy PiS: Zbigniew Ziobro, Mariusz Kamiński, Maciej Wąsik, Michał Woś i Ernest Bejda.
Kosztowny zakup i spór o bezpieczeństwo danych
Według ustaleń komisji zakup Pegasusa kosztował 33,4 mln zł, z czego około 8 mln zł przypadło pośrednikowi. Na przedsięwzięcie przeznaczono 25 mln zł z Funduszu Sprawiedliwości, służącego między innymi pomocy ofiarom przestępstw. Dodatkowe wydatki wiązały się z użytkowaniem systemu. Komisja zakwestionowała sposób finansowania zakupu i wskazała na brak wymaganej akredytacji bezpieczeństwa teleinformatycznego.
Nowy materiał w sprawie stanowi opinia biegłych Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, przygotowana dla Prokuratury Krajowej. Według przedstawionych ustaleń producent Pegasusa mógł uzyskać dostęp do infrastruktury, na której przetwarzano materiały operacyjne. Dane przesyłane przez system wg biegłych opuszczały terytorium Polski, a CBA ich zdaniem nie miało pełnej kontroli nad jego funkcjonowaniem.
Tusk oskarża, byli szefowie służb zaprzeczają
Tuż przed prezentacją raportu komisji Donald Tusk przypomniał, że na izraelskie oprogramowanie wydano ponad 30 mln zł. Zarzucił poprzedniej władzy oddanie w ręce Izraela wrażliwych danych polskich obywateli. Jego zdaniem sprawa wykracza poza zwykły skandal polityczny i może być oceniana w kategoriach zagrożenia bezpieczeństwa państwa.
Na wypowiedź premiera odpowiedział Ernest Bejda, były szef CBA. Zapewnił, że Pegasus był użytkowany zgodnie z prawem i należycie zabezpieczony. Zaprzeczył również, by izraelska firma NSO weszła w posiadanie informacji o osobach objętych kontrolą lub materiałów zgromadzonych przez polskie służby. Bejda powołał się przy tym na komunikat prokuratury, który nie stwierdza, że producent otrzymał konkretne dane operacyjne.
Tu właśnie docieramy do sedna sporu. Opinia ABW wskazuje na techniczną możliwość dostępu do infrastruktury oraz przesyłanie danych poza Polskę. Nie przesądza natomiast, że izraelskie służby wywiadowcze otrzymywały i wykorzystywały informacje pozyskane przez CBA. Stanowisko Bejdy nie wyjaśnia z kolei wszystkich wątpliwości dotyczących bezpieczeństwa systemu. Ustalenie, dokąd trafiały dane i kto mógł mieć do nich dostęp, pozostaje zadaniem śledczych.
Rozliczenia, bezpieczeństwo służb i polityczne konsekwencje
Magdalena Sroka podkreśla, że komisja nie kwestionuje potrzeby wyposażania służb w nowoczesne narzędzia operacyjne. Jej zastrzeżenia dotyczą sposobu zakupu Pegasusa, zabezpieczenia systemu i jego wykorzystywania. Zbigniew Ziobro podczas wcześniejszych zeznań bronił przedsięwzięcia, argumentując, że oprogramowanie pomagało wykrywać poważne przestępstwa. Przyznał, że zainicjował przekazanie środków z Ministerstwa Sprawiedliwości, ale wybór konkretnego narzędzia przypisał kierownictwu służb.
Maciej Wąsik stwierdził, że licencje na Pegasusa kupiło czternaście państw Unii Europejskiej, w tym Niemcy. Zarzucił obecnemu rządowi, że polityczny spór wokół systemu doprowadził do osłabienia zdolności operacyjnych polskich służb. Nie przedstawił jednak danych pozwalających ocenić skalę tego osłabienia. Również podana przez niego liczba państw korzystających z Pegasusa wymaga niezależnego potwierdzenia.
Te argumenty nie są sprzeczne. Pegasus mógł być skutecznym narzędziem śledczym, a jednocześnie jego zakup lub zabezpieczenie mogły naruszać przepisy. Nieprawidłowości finansowe nie oznaczają automatycznie bezprawności każdej kontroli operacyjnej. Podobnie uzyskanie zgody sądu na inwigilację nie rozstrzyga wszystkich wątpliwości dotyczących sposobu działania systemu.
Komisja zgromadziła materiał, który może mieć znaczenie dla dalszych postępowań, ale nie zastępuje prokuratury ani sądu. Konieczne będzie ustalenie, kto podejmował poszczególne decyzje, jaką miał wiedzę o technicznych ograniczeniach Pegasusa i czy doszło do świadomego naruszenia prawa.
Tusk puszcza oko do wyborców Brauna?
Osobnym zagadnieniem jest izraelski wątek sprawy. Premier Tusk mocno zaakcentował pochodzenie producenta i możliwość dostępu zagranicznego podmiotu do polskich danych. Bejda zakwestionował interpretację premiera, a Maciej Wąsik zarzucił rządzącym polityczne wykorzystywanie sprawy. Jan Kanthak w rozmowie z Michałem Rachoniem w Telewizji Republika zasugerował natomiast, że podkreślanie przez Tuska związków Pegasusa z Izraelem może służyć zabieganiu o wyborców Grzegorza Brauna.
Pytanie o bezpieczeństwo danych pozostaje jednak zasadne, niezależnie od narodowości producenta. Czym innym jest ustalenie, czy zagraniczna firma mogła uzyskać dostęp do materiałów polskich służb, a czym innym twierdzenie, że informacje rzeczywiście trafiły do izraelskiego państwa. Dotychczas ujawnione ustalenia nie pozwalają na potwierdzenie, że tak się stało.
Pegasus wróci w kampanii wyborczej
Przed wyborami parlamentarnymi w 2027 roku Pegasus może ponownie stać się ważnym tematem politycznym. Koalicja może przedstawiać raport jako potwierdzenie nadużyć poprzedniej władzy, a PiS odpowiadać zarzutami o polityczne rozliczenia i osłabianie służb. Obie strony mają powody, by podtrzymywać zainteresowanie sprawą.
Potwierdzenie tez z raportu politycznej przecież komisji będzie jednak zależało od wyników postępowań prokuratorskich i ewentualnych procesów. Jeśli zgromadzone materiały pozwolą wykazać konkretne przestępstwa, ustalenia mogą mieć daleko idące konsekwencje prawne. Jeśli nie, polityczny spór może trwać dłużej niż same postępowania. Niezależnie od ich wyniku pozostanie pytanie, czy państwo właściwie zabezpieczyło system, któremu dano dostęp do najbardziej wrażliwych informacji o obywatelach.
