45 lat temu kilka osób przyjechało ze śpiworami, licząc, że robimy strajk do zwycięstwa. Aula była pełna, a nastroje maksymalnie radykalne. Co miałoby być potem, nikt się nie zastanawiał. Miało być zwycięstwo i tyle. Ale nie było…
27 marca 1981 doszło do największego w historii PRL i całego bloku wschodniego strajku powszechnego. Czuliśmy siłę i byliśmy nie do pokonania. Na każdym wydziale uczelni był wiec na kilkaset osób, studenci, pracownicy naukowi, administracja, fizyczni. Tak samo było w zakładach pracy, strajkowali praktycznie wszyscy, a ci, co nie mogli, wywieszali flagi narodowe i solidaryzowali się ze strajkującymi. Czterogodzinny strajk ostrzegawczy pokazał, że Solidarność jest w super formie. Ludzie strajkowali w obronie kilkudziesięciu osób, które zostały pobite kilka dni wcześniej w Bydgoszczy.
Czasami, wydawałoby się, bez przyczyny, historia robi zakręt i znajdujemy się w innym miejscu bez możliwości powrotu. 19 marca na sesji Wojewódzkiej Rady Narodowej miały być poruszone kwestie rejestracji i postulatów rolniczej Solidarności. Przyszli na nią przedstawiciele rolników i NSZZ Solidarność. Kiedy obrady zostały zamknięte bez poruszenia punktów związanych z rolnikami, goście, którzy byli na sesji, wraz z pięcioma radnymi, postanowili zostać na sali i wydać wspólne oświadczenie. Po niedługim czasie pojawili sie funkcjonariusze milicji i siłą wyprowadzili wszystkich na zewnątrz, po drodze bijąc ich bardzo brutalnie. Wszystko było filmowane i pod naciskiem opinii publicznej zostało puszczone w telewizji. Widzowie byli wstrząśnięci, szczególnie w momencie kiedy podczas wyrzucania solidarnościowców ktoś krzyknął: „kobiety do środka”. Chodziło o to żeby je uchronić przed przemocą. Samego momentu bicia nie było widać, to odbywało się poza okiem kamery. Dlaczego do tego doszło, kto wydał rozkaz, czy była to zaplanowana akcja, nigdy nie udało się wyjaśnić.
Komuniści mieli wtedy monopol na informację, telewizja i radio początkowo nie informowały o tym, co się stało. Ale Solidarność miała faksy i informacja w ciągu kliku godzin dotarła do wszystkich zakątków Polski. Natychmiast uruchomiono powielacze i jeszcze tego samego dnia pojawiły się plakaty i gazetki ścienne z informacją o pobiciu związkowców. Poziom irytacji był ogromny, ludzie czuli, że jeżeli nic nie zrobią, komuna podniesie łeb i wszystko wróci do stanu sprzed sierpnia 80. Zdjęcia pobitych, w tym Przewodniczącego ZR „S” Bydgoszcz Jana Rulewskiego, były klejone na murach i w gablotach Związku. Chwilę później powołano Ogólnopolski Komitet Strajkowy. Na Śląsku po ogłoszeniu pogotowia strajkowego poszczególne MKZ- ty, przeniosły się do zakładów pracy, żeby w razie jakiejś akcji ze strony komunistów mieć ochronę. Wtedy jeszcze naiwnie wierzono, że władza nie użyje nigdy broni.
Jak się to skończyło? Fatalnie, rzec można, jak najgorzej dla Solidarności. Po strajku ostrzegawczym, w którym brało udział kilka milionów ludzi, w tym członkowie PZPR, władza leżała na łopatkach i gdyby Związek jej na poważnie zagroził, musiałaby spokornieć, a społeczeństwo miałoby czas, żeby przygotować się do przejęcia władzy. Interwencja rosyjska, którą straszono na okrągło, nigdy nie mówiąc dosłownie, o co chodzi, była nierealna. Oczywiście można z perspektywy czasu zadać pytanie, czy komuniści oddaliby władzę? Jednak wtedy nikt go sobie nie zadawał i porozumienie, które zostało zawarte, nie było podyktowane lękiem o przyszłość. Wszyscy chcieli strajku. I nagle Wałęsa, który również najpierw był za, wbrew miażdżącej większości, bez konsultacji z KKP, podpisuje porozumienie i na dodatek, stojąc przed kamerami, daje do odczytania tekst oświadczenia zdezorientowanemu Andrzejowi Gwieździe. W porozumieniu były banały, wyjaśnienia, kto wydawał rozkazy i pobożne życzenia postawienia przed sądem sprawców i inne tym podobne bajki.
Wiele organizacji związkowych nie chciało się podporządkować i kontestowało porozumienie. Do nich należała najbardziej antykomunistyczna organizacja związkowa – MKZ „Solidarność” Katowice. Przewodniczący Andrzej Rozpłochowski skwitował to we wspomnieniach: „Wałęsa podpisał porozumienie i przegrał Solidarność.” Myślę, że tak właśnie było. Związek osiągnął apogeum siły, więcej już się nie dało wycisnąć. Niekoniecznie trzeba było od razu obalać komunę, na to mało kto był przygotowany, jednak trzeba było wycisnąć maksymalnie sytuację, a nie zawierać bezpłciowe porozumienie. Nigdy już nie udało się osiągnąć takiej gotowości i choć Związek miał blisko 10 milionów, to już nie byli zwycięzcy, to byli ludzie niespełnieni. Od tego momentu entuzjazm gasł i nigdy potem, aż do dzisiaj, nie osiągnął takiego poziomu. To był moment przełomowy.
Od Sierpnia to Solidarność dyktowała warunki i to społeczeństwo było w ofensywie, po Bydgoszczy to zaczęło się powoli zmieniać. Władza mnożyła prowokacje, a ludzie zaczęli się wypalać. Jestem przekonany, że to nie była przypadkowa sytuacja. Władza nie była przygotowana na totalną konfrontację, chciała wybadać siłę Związku. Okazało się, że jest ona ogromna i że trzeba będzie powoli go rozmontowywać, wciągając w ciągłe konflikty. Zobaczyła też słabość niektórych przywódców. Rola Wałęsy jest bardzo zagadkowa, czy był za, a nawet przeciw, czy też jego agenturalna przeszłość została wtedy wykorzystana przez władze. Tego nie wiemy.
Myślę, że warto wyciągnąć wnioski z tego, co się wtedy stało. Trzeba pamiętać, że kiedy ma się zwycięstwo w zasięgu ręki, trzeba je jak najszybciej skonsumować. Wygrana Karola Nawrockiego miała być punktem odbicia PiS w sondażach, pomijam, czy to było możliwe, bo wbrew propagandzie to nie był kandydat pisowski, tylko prawicowy. Entuzjazm był ogromny, choć oczywiście nieporównywalny do tego sprzed lat i ludzie chcieli iść dalej. Nie chodziło o przewrót uliczny, ale zjednoczenie się wokół Prezydenta. Jednak nie znalazł się przywódca, który by to wykorzystał. Oczywiście proste analogie są nie na miejscu, ale mam wrażenie, że politycy myśleli, jak ten sukces skonsumować dla siebie i swoich ugrupowań, a już niekoniecznie dla Polski. A w życiu jest na ogół tak, że niewykorzystane szanse już nie wracają. Może jeszcze nie jest za późno?
***
FOT. Zasoby IPN.
