Rzadko w Sejmie zdarza się taka jedność. Zdecydowana większość posłów i w poczuciu moralnego uniesienia przegłosowała ustawę o całkowitym zakazie reklamy alkoholu oraz ograniczeniu jego sprzedaży na terenie całego kraju. Pewnie poczuli, że choć raz robią coś dobrego. Tylko czy rzeczywiście?
Alkohole – zwłaszcza te lżejsze stanowią często najbardziej rozpoznawalny znak regionu. Obok serów, wędlin czy unikalnych potraw są elementem tożsamości i dumy lokalnych społeczności. W świecie, w którym niemal wszystko pozbawione jest smaku, ta wyjątkowość nabiera szczególnego znaczenia. I właśnie ją niszczy przyjęta właśnie ustawa.
W Niemczech lokalne browary są oczkiem w głowie nie tylko władz samorządowych, ale także centralnych. Podobnie jak winnice we Francji, Włoszech i Hiszpanii czy oliwa w Grecji. Nie chodzi tylko o miejsca pracy, dla miejscowych, ale także poczucie przynależności i ciągłości tradycji. To wszystko składa się na jakość życia i przywiązanie do miejsca, w którym się żyje. To wartości bezcenne we współczesnym zglobalizowanym świecie.
Ustawa uznaje, że wszyscy producenci alkoholu podlegają tym samym zasadom. Wielkie korporacje produkujące tysiące litrów wódki czy piwa oraz małe browary oraz niewielkie winnice, które odradzają w Polsce regionalny patriotyzm. Entuzjaści, którzy realizują swoje marzenia mają stawać szranki z wielkimi korporacjami obracającymi miliardami złotych czy euro. Trudno o większy absurd, ale to właśnie dzieje się na naszych oczach.
Oczywiście można by sądzić, że posłowie z tego wszystkiego nie zdawali sobie sprawy, ale przecież znaczna część z nich to ludzie inteligentni. Rozumieją, że w takiej wersji ustawa będzie służyć wielkim korporacjom, które zawsze znajdą sposób do promocji swoich produktów. Mali nie mają w tym starciu szans – nie będą sponsorować wielkich imprez sportowych czy ogólnopolskich tras koncertowych najbardziej popularnych zespołów rockowych.
Nie łudźmy się, nie chodziło też o zdrowie Polaków. Gdyby rzeczywiście to mieli na uwadze posłowie na pierwszy ogień poszłyby małpki. To właśnie mocne alkohole sprzedawane w malutkich buteleczkach są prawdziwą plagą, to po nie najchętniej sięgają ludzie młodzi i starsi. O skali świadczą trawniki centrów miast nie tylko po gorączce sobotniej nocy. Małpki jednak zostają. Nie obejmuje ich nawet system kaucyjny, który spowodował wzrost na przykład cen piwa.
Więc nie trzeźwość tu chodzi, ale o bardzo grube pieniądze.
