Łatwo ustanowić dzień walki z rakiem. Trudniej sfinansować prawdziwą walkę

Łatwo ustanowić dzień walki z rakiem. Trudniej sfinansować prawdziwą walkę

blank

Marszałek Czarzasty – o czym nie zapomniały wspomnieć bliskie rządowi media – wykazał się sercem i zrozumieniem dla dzieci cierpiących na nowotwory. Otóż nie będzie marszałkowskiego weta dla propozycji influencerów Bedoesa i Łatwoganga, by 26 kwietnia ustanowić narodowym dniem walki z rakiem u dzieci. Słusznie: skoro finansowanie publicznej służby zdrowia coraz bardziej zaczyna przypominać sytuację z lat 90. ubiegłego wieku, lepiej się skupić na niekosztownych deklaracjach. A co z promowaniem profilaktyki?

Nakłady na walkę z nowotworami u dzieci w Polsce wciąż nie odpowiadają ani medycznej wadze problemu, ani możliwościom współczesnej onkologii. Rocznie diagnozuje się u nas ok. 1100–1200 nowych przypadków nowotworów u dzieci, a wyleczalność przekracza 80 proc. Oznacza to, że dobrze zorganizowany i odpowiednio finansowany system realnie ratuje życie. To właśnie dlatego szczególnie rażące jest to, że onkologia dziecięca nadal zbyt często musi opierać się na doraźnych programach, projektach badawczych, wsparciu fundacji i zbiórkach, zamiast na stabilnym, przewidywalnym finansowaniu państwa.

Brak środków, brak przemyślanej struktury

Problemem nie jest wyłącznie sama wysokość nakładów, ale również ich struktura. Nowoczesne leczenie dzieci z nowotworami wymaga nie tylko łóżek szpitalnych i refundacji chemioterapii, lecz także szybkiej diagnostyki molekularnej i genetycznej, dostępu do terapii celowanych, rehabilitacji, psychoonkologii, leczenia powikłań oraz opieki po zakończonej terapii. Eksperci wskazywali, że nawet głośna kwota 3 mld zł przewidziana w 2024 r. nie była pieniędzmi wyłącznie na onkologię dziecięcą, lecz szerszą pulą obejmującą także choroby rzadkie u dzieci, psychiatrię dzieci i młodzieży oraz inne świadczenia onkologiczne. W debacie publicznej łatwo stworzyć wrażenie przełomu, podczas gdy systemowo nadal brakuje trwałego finansowania kluczowych elementów leczenia.

Państwo powinno traktować onkologię dziecięcą jako jeden z absolutnych priorytetów ochrony zdrowia, bo w tym obszarze każda wydana złotówka ma wyjątkowo silne uzasadnienie społeczne. Narodowa Strategia Onkologiczna zakłada poprawę diagnostyki, leczenia, jakości życia pacjentów i dostępności nowoczesnych terapii, ale same deklaracje strategiczne nie wystarczą, jeśli nie idą za nimi stałe środki na kadry, sprzęt, diagnostykę i opiekę długoterminową. Przy chorobie, która uderza w dzieci, a jednocześnie w zdecydowanej większości przypadków może zostać skutecznie leczona, oszczędzanie na systemie jest nie tylko moralnie trudne do obrony, ale także zwyczajnie nieracjonalne.

Mało pieniędzy na profilaktykę

Polska ochrona zdrowia jest w pułapce leczenia skutków, a nie zapobiegania przyczynom. Wydatki na zdrowie rosną, NFZ co roku potrzebuje coraz większych pieniędzy, kolejki nie znikają, szpitale alarmują o kosztach, a jednocześnie profilaktyka pozostaje marginesem systemu. OECD pokazuje to brutalnie: Polska przeznacza na profilaktykę 1,7 proc. bieżących wydatków zdrowotnych, podczas gdy średnia OECD wynosi 3,4 proc. To nie jest drobna różnica księgowa, ale różnica filozofii państwa. Jedne systemy próbują wyprzedzać chorobę, polski zbyt często czeka, aż pacjent zachoruje na dobre.

Największy absurd polega na tym, że brak pieniędzy na profilaktykę nie oznacza oszczędności. Oznacza przesunięcie kosztów w czasie, zwykle na moment, kiedy leczenie jest już znacznie droższe, trudniejsze i mniej skuteczne. NFZ pokazał, że w 2024 r. świadczenia i leki przypisane konkretnym pacjentom kosztowały 169 mld zł, o ponad 24,5 mld zł więcej niż rok wcześniej. Przy takiej dynamice wydatków państwo nie może udawać, że profilaktyka jest dodatkiem, kampanią społeczną albo tematem na plakaty w przychodniach. To powinien być jeden z głównych instrumentów ratowania finansów publicznej służby zdrowia.

Problem nie kończy się na pieniądzach. Nawet tam, gdzie programy profilaktyczne istnieją, zgłaszalność bywa niska, dostęp nierówny, a efekty słabo monitorowane. Jeśli na badania przesiewowe raka jelita grubego zgłasza się kilkanaście procent uprawnionych, a na cytologię około jedna piąta, to nie mamy skutecznego systemu profilaktyki, tylko jego administracyjną atrapę. Państwo, które naprawdę chce ograniczać koszty leczenia i ratować życie, musi przestać traktować profilaktykę jako poboczny rozdział polityki zdrowotnej. W przeciwnym razie będzie coraz więcej płacić za choroby, którym można było zapobiec albo które można było wykryć znacznie wcześniej.

Autor tekstu
Marcin Rosołowski

Marcin Rosołowski

Marcin Rosołowski. Jest członkiem Rady Fundacji Instytut Staszica, współprowadzącym podcast @Podwojnyprosty na YouTube. Z wykształcenia prawnik, z zawodu specjalista od public relations i public affairs. Autor książek poświęconych historii polskiej gospodarki i Warszawy. Dla Dobitnie.pl pisze o polityce i kulturze..

Wyszukiwarka
Kategorie
Marcin Rosołowski

Marcin Rosołowski

Marcin Rosołowski. Jest członkiem Rady Fundacji Instytut Staszica, współprowadzącym podcast @Podwojnyprosty na YouTube. Z wykształcenia prawnik, z zawodu specjalista od public relations i public affairs. Autor książek poświęconych historii polskiej gospodarki i Warszawy. Dla Dobitnie.pl pisze o polityce i kulturze..

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
blank