Lex TVN w białych rękawiczkach? Jak rząd może złamać umowę z USA, nie uchwalając żadnej ustawy

Lex TVN w białych rękawiczkach? Jak rząd może złamać umowę z USA, nie uchwalając żadnej ustawy

blank

W 2021 r. ówczesna opozycja przekonywała, że lex TVN łamie traktat z USA i naraża Polskę na miliardowe odszkodowanie. Trzy lata później ta sama formacja, już jako rząd, wpisała TVN na listę spółek strategicznych. Metoda jest subtelniejsza, ale pytanie o zgodność z traktatem wraca.

Kiedy mówimy o ochronie amerykańskich inwestycji w Polsce, większość z nas myśli o sojuszu, bazach i kontraktach zbrojeniowych. Tymczasem jednym z najważniejszych dokumentów regulujących obecność kapitału z USA nad Wisłą jest umowa sprzed ponad trzydziestu lat, o której przypomina się zwykle dopiero wtedy, gdy politycy biorą na celownik którąś z telewizji.

Polska gwarantuje

21 marca 1990 r. w Waszyngtonie George Bush i Tadeusz Mazowiecki podpisali Traktat o stosunkach gospodarczych i handlowych. W żargonie prawników to BIT, czyli dwustronna umowa inwestycyjna. Był to pierwszy taki dokument USA z krajem rozpadającego się bloku wschodniego, a jego lektura przypomina podróż w czasie. W preambule zapisano wprost wolę Polski, by sprywatyzować gospodarkę. Złoty nie był jeszcze wymienialny, więc protokół rozpisywał harmonogram, według którego amerykańskie firmy mogły stopniowo wywozić zyski: od 20 proc. w 1992 r. do 100 proc. w 1996 r. Amerykanie zwyczajnie nie ufali państwu, które jeszcze rok wcześniej było PRL-em, i chcieli mieć to na piśmie.

Najciekawszy jest jednak załącznik. Polska zastrzegła w nim sobie prawo do ograniczania amerykańskich inwestycji w kilkudziesięciu sektorach, od bankowości przez kolej po loterie. Na liście znalazły się też stacje radiowe i telewizyjne. Na pierwszy rzut oka sprawa wydaje się więc prosta: w mediach Polska może więcej. No właśnie, tylko na pierwszy rzut oka.

Kluczowe jest postanowienie, że nowe wyjątki w zastrzeżonych sektorach nie mogą dotyczyć inwestycji, które już istnieją. Państwo może więc zamknąć drzwi przed nowymi inwestorami, ale nie może wyrzucić tych, którzy już weszli. Poza tym, Polska gwarantuje sprawiedliwe i równe traktowanie oraz zakazuje utrudniania arbitralnymi lub dyskryminującymi środkami zarządzania inwestycją, ale też jej zbycia. No i najważniejsze, inwestorowi daje się broń – po sześciu miesiącach sporu może pozwać Polskę przed międzynarodowy arbitraż, z pominięciem polskich sądów.

Lex TVN po raz pierwszy i po raz drugi…

W 2021 r. posłowie PiS chcieli zamknąć furtkę, dzięki której Discovery kontrolowało TVN przez holenderską spółkę. Gdyby ustawa weszła w życie, Amerykanie musieliby sprzedać ponad 49 proc. udziałów. Discovery zapowiedziało pozew na podstawie traktatu. Nowe ograniczenie miało uderzać w istniejącą inwestycję, a przymusowa sprzedaż to wywłaszczenie pośrednie, za które należy się odszkodowanie w wysokości wartości rynkowej. TVN wyceniano wówczas na ok. 10 mld zł. Prezydent ustawę zawetował i do arbitrażu nie doszło. Traktat zadziałał samą groźbą.

W grudniu 2024 r. rząd Donalda Tuska wpisał TVN, obok Polsatu, Play, T-Mobile i kilku innych firm, na listę podmiotów chronionych na podstawie ustawy o kontroli niektórych inwestycji. Od stycznia 2025 r. sprzedaż stacji wymagała zgody państwa, które mogło transakcję zablokować. Premier mówił o obronie przed ingerencją wrogich państw. Decyzja zbiegła się w czasie z doniesieniami, że Discovery chce się pozbyć TVN.

Mechanizm jest odwrotny niż w 2021 r. Wtedy państwo chciało zmusić Amerykanów do sprzedaży, teraz zastrzega sobie prawo, by im ją uniemożliwić. Dla traktatu to jednak niewielka różnica, bo chroni on zarówno prawo do posiadania inwestycji, jak i prawo do jej zbycia.

Słowo „arbitralny” to słowo klucz

Traktat nie zakazuje kontroli inwestycji jako takiej. Zakazuje kontroli arbitralnej lub dyskryminującej. A tu zaczynają się schody, bo wątpliwości co do wpisu zgłaszają sami polscy prawnicy. Ustawę z 2015 r. pisano z myślą o infrastrukturze krytycznej: chemii, energetyce, górnictwie, telekomunikacji. Prof. Rafał Adamus uważa, że rząd nie ma podstaw, by w ten sposób kontrolować nabycie stacji telewizyjnych. Fundacja FOR oceniła, że rozporządzenie tylko częściowo spełnia ustawowe kryteria. Jeśli wpis budzi wątpliwości w świetle polskiego prawa, tym trudniej będzie go bronić przed trybunałem, który zapyta, czy państwo działało w granicach własnych reguł.

Jest też drugi problem. Rząd przekonuje, że ustawa obowiązywała, gdy Discovery kupowało TVN w 2018 r., więc inwestor nie mógł być zaskoczony. Ale sam wpis TVN na listę to nowy środek z 2024 r., zastosowany do inwestycji istniejącej od lat. Czy nie jest to właśnie ten „nowy wyjątek”, którego traktat zakazuje wobec istniejących inwestycji? To pytanie, na które nikt dziś nie zna odpowiedzi, ale prawnicy Skydance na pewno je sobie zadają.

Czy rząd ma się czym bronić (przed wrogiem)?

Jeszcze raz: przed kim? Kontrola dotyczy każdego nabywcy, także polskiego, a na liście jest Polsat należący do polskiego kapitału, więc trudno mówić o dyskryminacji Amerykanów. Traktat pozwala ponadto na działania niezbędne dla porządku publicznego i ochrony podstawowych interesów bezpieczeństwa. Ten wyjątek pasuje do argumentu o wrogich państwach znacznie lepiej niż do lex TVN. Pasuje o ile USA wskazujemy jako wrogie państwo…

Sam wpis na listę to jeszcze nie naruszenie traktatu. To mina, która została uzbrojona, gdyż rząd zaczął właśnie procedurę oceny transakcji, ale wybuchnie dopiero wtedy, gdy zdecyduje o blokadzie albo obwaruje ją warunkami trudnymi do wypełnienia. Wtedy wróci scenariusz z 2021 r., ale tym razem prezydent nie będzie miał czego wetować, bo decyzje wydaje rząd.

fot. AI

Autor tekstu
Paweł Lewandowski

Paweł Lewandowski

Były wiceminister kultury i cyfryzacji, przez lata rządził, regulował i negocjował, teraz mówi co naprawdę myśli. Politolog

Wyszukiwarka
Kategorie
Paweł Lewandowski

Paweł Lewandowski

Były wiceminister kultury i cyfryzacji, przez lata rządził, regulował i negocjował, teraz mówi co naprawdę myśli. Politolog

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
blank