Polska polityka zagraniczna zbyt często zachowuje się tak, jakby hasło „racja stanu” obowiązywało tylko wobec Ukrainy. Gdy Kijów oczekuje kolejnych gestów, cierpliwości i przemilczenia trudnych spraw, słyszymy apele o odpowiedzialność. Gdy podobnej rozwagi wymaga Gruzja, Warszawa po prostu kopiuje język zachodnich oskarżeń i moralizatorskich komunikatów. Tymczasem Gruzja nie jest problemem do rozwiązania ani pionkiem w cudzej grze, lecz partnerem Polski w jednym z najważniejszych geopolitycznie regionów świata.
Gruzja i polska racja stanu
Kaukaz to region między Morzem Czarnym, Turcją, Rosją, Iranem i Azją Centralną. To korytarze transportowe, energetyczne i polityczne, a przede wszystkim przestrzeń, w której rozstrzyga się, czy Europa Środkowa będzie miała realne wyjście poza niemiecko-rosyjskie schematy kontynentalnej polityki.
Dlatego polska racja stanu nakazuje utrzymywać z Gruzją dobre, cierpliwe i podmiotowe relacje. Polska, jeśli chce być państwem poważnym, nie może traktować Gruzinów z wyższością tylko dlatego, że ich wybory, spory wewnętrzne i decyzje polityczne nie układają się według oczekiwań liberalnych elit Zachodu. Gruzja powinna być dla Warszawy partnerem strategicznej rozmowy, bez patrzenia na niemiecką agendę.
Pokora wobec Ukrainy, surowość wobec Gruzji
Najbardziej uderza podwójna miara. Wobec Ukrainy niemal wszystko tłumaczy się wojną, geopolityką, presją rosyjską i koniecznością zachowania jedności. Polska ma znosić kolejne afronty, nie upominać się zbyt głośno o własne interesy, ostrożnie mówić o historii i nie stawiać twardych warunków. Wszystko w imię „racji stanu”.
Wobec Gruzji ta sama cierpliwość nagle znika. Zamiast chłodnej analizy pojawia się moralizatorski ton. Zamiast rozumienia geopolitycznego położenia państwa częściowo okupowanego przez Rosję dostajemy garść komunałów: „demokracja zagrożona”, „władza prorosyjska”, „dyktatura”. Tak rezygnuje się z własnej podmiotowej polityki i z szansy na trwałe partnerstwo.
Korupcja na Ukrainie a zarzuty wobec Gruzji
Szczególnie wygodnie przemilcza się kwestię korupcji. Ukraina jest przedstawiana jako państwo, któremu należy bezwarunkowo ufać, choć dane i kolejne afery każą zachować znacznie większą ostrożność. Według Transparency International Ukraina w indeksie percepcji korupcji za 2024 rok zajęła 105. miejsce na 180 państw, z wynikiem 35 punktów na 100. Gruzja znalazła się znacznie wyżej: 53. miejsce i 53 punkty – ex aequo z Polską. Gdzie zatem bliżej do europejskich standardów?
Do tego dochodzą głośne ukraińskie afery: zamówienia wojskowe, nadużycia w sektorze energetycznym, sprawy ludzi z otoczenia Wołodymyra Zełenskiego, w tym skandal wokół Energoatomu. Można wspierać Ukrainę przeciw rosyjskiej agresji, a jednocześnie nie udawać, że Kijów jest wzorem przejrzystości państwa. Polska polityka nie powinna polegać na rytualnym zamykaniu oczu tam, gdzie akurat wymaga tego aktualna poprawność.
Na tym tle przedstawianie Gruzji jako nieomal dyktatury musi budzić sprzeciw. Wybory w Gruzji były obserwowane i komentowane przez misje międzynarodowe, pojawiały się również krytyczne oceny ich przebiegu. Ale z czym mamy do czynienia w Unii Europejskiej, gdzie chce się wprowadzić cenzurę internetu, z czym mieliśmy do czynienia przy okazji wyborów prezydenckich w Rumunii? Jak się zachowywał brytyjski rząd w kontekście zwycięskich dla radykalnej prawicy wyborów lokalnych? Można mieć różny stosunek do obecnej gruzińskiej władzy, ale to za mało, by skreślać tradycyjnie bliższe Polsce niż Ukraina państwo z listy potencjalnych sojuszników.
Mit prorosyjskiej Gruzji
Oskarżenie obecnych władz Gruzji o prorosyjskość jest politycznym skrótem, który więcej zaciemnia, niż wyjaśnia. Gruzja jest państwem, którego część terytorium znajduje się pod rosyjską okupacją. Gruzińskie społeczeństwo pamięta wojnę z 2008 roku, rosyjskie czołgi, utratę kontroli nad Abchazją i Osetią Południową. W takim położeniu ostrożność nie musi oznaczać zdrady, a najzwyklej może oznaczać instynkt przetrwania. Ukraina może robić wszystko, by przetrwać, Gruzja już nie?
Obecna władza w Tbilisi prowadzi politykę wielowektorową, czasem irytującą dla Zachodu, czasem zbyt zachowawczą, ale nie wolno automatycznie uznawać jej za rosyjską agenturę. Łatwo wzywać Gruzinów do twardych gestów z Warszawy, Berlina czy Brukseli. Trudniej wziąć odpowiedzialność za skutki, gdyby mały kaukaski kraj został wepchnięty w kolejną konfrontację z Moskwą.
Berlin i prawdziwa prorosyjskość
Jeśli już mówić o prorosyjskości, warto spojrzeć przede wszystkim na Berlin. To niemieckie elity przez lata budowały Nord Stream. To Niemcy uzależniały Europę od rosyjskiego gazu. To one pouczały Polskę o „rusofobii”, gdy Warszawa ostrzegała przed imperialną polityką Kremla.
Dziś, mimo wojny i sankcji, część niemieckiego biznesu znów szuka dróg powrotu do interesów z Rosją. Symboliczna była niedawna obecność niemieckich środowisk gospodarczych przy okazji forum biznesowego w Petersburgu. Widać tam tę samą mentalność, która przez lata kazała traktować Rosję jako partnera, a Europę Środkową jako przeszkodę w robieniu interesów. Właśnie dlatego Polska nie powinna przyjmować niemieckiej wrażliwości jako własnego kompasu w sprawach wschodnich i kaukaskich.
Polityka wobec Gruzji jako test polskiej samodzielności
Polska nie powinna kopiować niemieckich odruchów ani brukselskich komunikatów. Potrzebuje własnej polityki kaukaskiej: realistycznej, cierpliwej, opartej na interesie, pamięci o wspólnym doświadczeniu imperialnej presji i szacunku dla suwerenności. Można mówić Gruzinom o standardach demokratycznych. Można zachęcać Tbilisi do reform. Relacja partnerska wymaga jednak rozmowy, a nie demonstracyjnego dystansu.
Izolowana Gruzja nie stanie się bardziej europejska, atlantycka ani przyjazna Polsce. Stanie się słabsza, bardziej samotna i łatwiejsza do rozegrania przez silniejszych. Polska powinna być przy stole właśnie wtedy, gdy inni demonstracyjnie od niego odchodzą. Jeżeli polska racja stanu ma cokolwiek znaczyć, musi obowiązywać konsekwentnie. Nie tylko wtedy, gdy uzasadnia ustępstwa wobec Kijowa. Także wtedy, gdy wymaga sprzeciwu wobec wygodnej mody w Berlinie i Brukseli.
Gruzja powinna być dla Polski partnerem do utrzymania, a nie państwem do pouczania z bezpiecznej odległości. Kaukaz jest zbyt ważnym regionem, by Warszawa rezygnowała tam z własnego głosu. Polska polityka wobec Gruzji powinna wynikać z polskiego interesu, a nie z cudzych emocji, cudzych kalkulacji i cudzych kompleksów. Państwo, które samo wyrzeka się własnej polityki, prędzej czy później zaczyna realizować politykę innych.
