Mieliśmy NZS. Tego już nam nikt nie odbierze!

Mieliśmy NZS. Tego już nam nikt nie odbierze!

blank

Impreza, golonka, wódeczka, piwko. Sześciu facetów, którzy znają się 45 lat i ja jedyny, który większość poznałem ledwie 40 lat temu. Wszystko tak jak kiedyś, każdy wie, czego może oczekiwać i spodziewać się po drugim. Siedmiu przyjaciół, których połączyła jedna idea. Uwielbiam te spotkania, zawsze czekam na nie. Trochę o dzieciach, wnukach, polityce, narzekamy, jak ten świat spsiał, ale przede wszystkim o tym, co było kiedyś, kiedy byliśmy piękni, młodzi, waleczni i wierzyliśmy w ideały.

Panowie, wiecie ile mamy razem lat? – chwila zastanowienia… – 450!. Śmiech gruchnął, że aż z sąsiednich stolików ludzie się obejrzeli. – A wiecie, ile mieliśmy, jak się poznaliśmy? – Zaraz, 150? Tak, mieliśmy po dwadzieścia lat z małym okładem. Najstarszy 22, najmłodszy 18. I wszystkich połączył NZS – Niezależne Zrzeszenie Studentów.

Naprawdę to niesamowite, jak wy się razem trzymacie – to słowa kumpla, z którym poznałem się dziesięć lat temu. Kiedy przedstawiam mu jakiegoś kolegę to nie mówię, że to dyrektor czy biznesmen: to jeden z największych kolporterów w Regionie, w tamtym czasie, ten siedział za Baildon, to kumpel ze strajku. To są najlepsze rekomendacje i bez znaczenia jest, kto kogo popiera dziś i na kogo głosuje. Tu sobie możemy pozwolić na drobne złośliwości, ale jak był w NZS, to jest nasz. Co takiego było w tym NZS-ie? Czy to tylko wspomnienie młodości, czy jednak wspólne „okopy”.

Dla mnie NZS to treść życia, to wspomnienie niewinności niezepsutej żadną kalkulacją, wspólnej idei i odpowiedzialności za Polskę. Kto nie był – ten nie zrozumie, bo NZS to coś, co w człowieku zostaje na zawsze. To antykomunizm, który nigdy nas nie opuścił, jak herbertowska siostra pogarda – dla kłamców, katów i tchórzy. To poczucie, że możemy, że musimy naszej Polski pilnować, że nie wolno uciec w prywatność, że mimo wszystko mamy jakieś zobowiązanie.

Oczywiście, że jesteśmy starzy, bo trudno faceta po sześćdziesiątce, a bardziej pod siedemdziesiątkę, nazwać młodym, ale mam wrażenie, że starzejemy się inaczej. Może dlatego, że trzyma nas „adrenalina” z lat 80? Bo przecież NZS to nie tylko czas, kiedy byliśmy na uczelni. W moim wypadku dosyć długi i bez sukcesów. Jeszcze kilka lat temu zapraszany byłem na obozy integracyjne młodego NZS. I o ile w latach 90. czuło się, że chłopaki i dziewczyny chcieli walczyć, zmieniać i rozumieli, że nie wolno wkomponowywać się w zastaną rzeczywistość, ale ją kształtować, to z czasem to znikało. Pamiętam, jak przyjechałem na obóz w pierwszej dekadzie lat dwutysięcznych. Gadałem chyba ze czterdzieści minut, chciałem wzbudzić emocje, opowiadałem o strajkach, internowaniach, kolportażu, represjach i zobaczyłem zupełny brak zainteresowania. Pierwsze pytanie, jakie padło: a jak załatwialiście na to wszystko pieniądze?. Mnie zamurowało, uświadomiłem sobie, że myśmy wszyscy do tego dokładali, że nam nawet nie przychodziło do głowy upominać się o jakąś kasę.

Otrzęsiny pierwszego roku jesienią 1981, organizowane przez NZS. Impreza na Wydziale Fizyki. Gra Budka Suflera, występuje „Kyks” Skrzek. Z jednego z pokoi na piętrze wyjeżdża na odwróconych oparciem do przodu krzesłach grupa kilkunastu chłopaków, z leksza wciętych. Ekipa robi rundkę krzycząc Konfederacja, Konfederacja, Konfederacja KPN. Jest to mocno surrealistyczna scena, ale została mi w głowie na całe życie. Notabene, wśród „kłusujących” byli też zdecydowani zwolennicy komuny. Bo NZS to była też kapitalna zabawa. I wszyscy lgnęli do niezależnych.

Strajk z listopada/grudnia 1981 wszystkich nas połączył i zjednoczył.Naprawdę wierzyliśmy, że możemy coś zmienić i czuliśmy taką siłę i jedność, że kiedy obudziliśmy się po imprezie z piątku na niedzielę po skończonym strajku, mieliśmy wrażenie, że Jaruzelski to jakiś kosmita. Że przecież Solidarność ma 10 milionów szabel, a my po strajku jesteśmy nie do ruszenia, że to koniec komuny. A potem wiosna miała być nasza i …. tak zeszło następne osiem lat, które teraz zaliczają się nam do emerytury jako okres składkowy. Wtedy nikt nie myślał o takich przyziemnych sprawach, bo była walka, walka wolnym słowem z dezinformacją, z kłamstwem, z manipulacją. Dla mnie – sytuacja podobna do tej dzisiejszej, chociaż oczywiście nieporównywalna.

Mniej więcej po 35 latach doczekaliśmy się upamiętnień.Pierwszy w województwie Skwer NZS powstał w Sosnowcu, w tym Czerwonym Zagłębiu, z którego śmialiśmy się jeszcze w latach 80. Od zawsze byłem przeciwnikiem obchodzenia 17 lutego jako święta NZS. Bo co z tego, że komuniści zalegalizowali nasze Zrzeszenie. My działaliśmy od października 80. Ale odpuściłem, niech będzie ten 17 luty. Znowu spotkamy się, popatrzymy na siebie. Będzie nam się wydawało, że ci, z którymi widzimy się często, nie zmienili się, a pozostali – owszem. Potem ktoś wyciągnie zdjęcia i okaże się, że ….

Tak, okaże się, że to już minęło 45 lat od powstania Niezależnego Zrzeszenia Studentów. NSZ, NZS, NZS, każdy student wie co to jest. I chociaż często nas mylą z NSZ, my niestety traktowaliśmy komunistów nieporównywalnie łagodniej. A szkoda, wielka szkoda.

Tak to widzę: słusznie i dobitnie.

***

FOT. Jarosław Krawczyk. Demonstracja NZS Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach 24 maja 1989 roku

Autor tekstu
Przemysław Miśkiewicz

Przemysław Miśkiewicz

Publicysta. Działacz podziemia z lat 80. Przewodniczący Śląskiej Rady Konsultacyjnej ds. Działaczy Opozyzycji Antykomunistycznej, członek Stowarzyszenia Pokolenie. Zoologiczny antykomunista

Wyszukiwarka
Kategorie
Przemysław Miśkiewicz

Przemysław Miśkiewicz

Publicysta. Działacz podziemia z lat 80. Przewodniczący Śląskiej Rady Konsultacyjnej ds. Działaczy Opozyzycji Antykomunistycznej, członek Stowarzyszenia Pokolenie. Zoologiczny antykomunista

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
blank