W czasach Królestwa Polskiego Stanisława Grabowskiego, który objął po światłym i liberalnym Stanisławie Kostce Potockim kierownictwo Komisji Rządowej Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, nazywano ironicznie „ministrem zaciemnienia”. Ministerstwem Zaciemnienia należałoby dziś ochrzcić dziwny twór, w który zmieniło się niegdysiejsze Ministerstwo Kultury, kierowane obecnie przez Martę Cienkowską. Okazuje się, że czytelnictwo i wspieranie bibliotek bynajmniej do priorytetów pani minister nie należą.
Narodowy Program Rozwoju Czytelnictwa bez kontynuacji
Nie tak dawno temu był sobie Narodowy Program Rozwoju Czytelnictwa. Jego drugą edycję uruchomiono za rządów wstrętnego PiS, co pomaga zrozumieć awersję pani Cienkowskiej i jej akolitów do samej idei. Skoro we Włoszech po upadku Napoleona potrafiono ścinać drzewa zasadzone przez Francuzów i likwidować oświetlenie miast, bo wprowadzili je Francuzi, to na co dopiero stać polskich polityków?
W ramach tego programu jeszcze w ubiegłym roku, ostatnim roku jego funkcjonowania, biblioteki publiczne otrzymały 30 mln zł na zakup nowości. W roku 2026 placówki te mogą korzystać z programu Biblioteki Narodowej, z budżetem 10 mln zł. A więc groszowym.
Zamiast 30 mln zł na książki, tylko 10 mln zł
Narodowy Program Rozwoju Czytelnictwa 2.0 był jednym z największych programów państwowych wspierających biblioteki, czytelnictwo i dostęp do książki. W latach 2021-2025 jego planowany budżet wynosił blisko 1,1 mld zł, w tym 635 mln zł z budżetu państwa. Program obejmował m.in. zakup nowości wydawniczych, rozwój bibliotek publicznych, wsparcie bibliotek szkolnych i pedagogicznych oraz działania promujące czytelnictwo.
Jeszcze w ubiegłym roku trwały prekonsultacje w sprawie trzeciej wersji dobrze funkcjonującego programu. Rozmawiano z organizacjami społecznymi, środowiskiem bibliotekarskim, samorządowcami. I co? I figa z makiem.
Biblioteki publiczne płacą za rządowe oszczędności
Tradycyjnie, i słusznie, narzeka się na niski poziom czytelnictwa w Polsce. Nie tylko czytelnictwa książek, ale w ogóle na niski poziom jakiegokolwiek kontaktu ze słowem pisanym. I zarazem robi się wszystko, by w epoce drożyzny, także książek i prasy, utrudnić chętnym korzystanie z bezpłatnych lektur. Trend dokładnie odwrotny niż w Europie.
Europa inwestuje w biblioteki i czytelnictwo
W Finlandii nakłady na biblioteki publiczne sięgają około 60 euro rocznie na mieszkańca, co przełożyło się na 85,4 mln wypożyczeń w 2024 roku. Mówimy o państwie liczącym 5,6 mln ludności.
Dla porównania, Niemcy przeznaczają rocznie około 11 euro na głowę. W Holandii same dotacje samorządowe to 28,5 euro na jednego obywatela. W Szwecji wsparcie czytelnictwa zostało powiązane przede wszystkim z dziećmi i młodzieżą. Rząd w 2025 r. przeznaczył środki w wysokości około 44 mln euro na zakup literatury przez przedszkola i szkoły. Celem programu jest zwiększenie dostępu do książek i ograniczenie nadmiernego czasu spędzanego przed ekranami.
Polska na tle Europy. Mniej niż jedno euro na mieszkańca
A Polska? Którą wszak rządzi ekipa w pełni identyfikująca się z unijną polityką, która wspiera czytelnictwo, a nie z nim walczy? W 2024 r. mieliśmy 98,8 mln wypożyczeń, choć mamy siedem razy więcej mieszkańców niż Finlandia. Według danych za 2023 r. mediana wydatków na zbiory biblioteczne wynosiła w Polsce zaledwie 2,91 zł na mieszkańca. Mniej niż jedno euro.
Czytelnictwo w Polsce wymaga wsparcia, nie cięć
Polska nie jest dziś na końcu europejskich statystyk czytelnictwa, ale nie ma też komfortu ograniczania wsparcia. Według Eurostatu w 2022 r. książki czytało 54,6 proc. Polaków, przy średniej UE 52,8 proc. Z kolei najnowsze badanie Biblioteki Narodowej pokazuje stabilizację na poziomie 41 proc. osób deklarujących przeczytanie co najmniej jednej książki w 2025 r.
Zanim odniesiemy się do tych danych z optymizmem, weźmy pod uwagę, że galopująca drożyzna i wzrost kosztów życia powodują, że kupno książek czy prasy staje się coraz poważniejszym obciążeniem domowych budżetów. Dlatego maksymalne dofinansowanie bibliotek publicznych jest jedynym remedium, by samo czytelnictwo nie stało się luksusem.
Obecnie rządzący powtarzają, że Unia Europejska to nie karta dań, z której wybiera się to, co się lubi. Zgoda, więc dostosujcie politykę wspierania czytelnictwa i bibliotek do unijnego trendu. Patrzcie, jeśli nie na Finlandię, to chociaż na Niemcy i Holandię!
