Cztery lata to cholernie dużo, ale 12 to trzykrotnie więcej. Co się zmieniło? Chyba wszystko. Ukraina walczy, Ukraina wygrywa, Ukraina ginie, Ukraina żyje. Wciąż Ukraina na ustach całego świata, żaden PR-owiec nie byłby w stanie stworzyć sytuacji, aby pojawiło się tyle informacji o kraju, który wcześniej był znany tylko w części Europy i Ameryki Północnej. Problem w tym, że codziennie giną tam setki ludzi. Dziś mamy czwartą rocznicę pełnoskalowej wojny. Czy naszej? Myślę, że mimo wszystkich wątpliwości, zdecydowanie tak.
Kocham Ukrainę, byłem tam ponad sto razy. Pierwszy jeszcze za końcówki Sowieta. Pamiętam jazdę po Lwowie z taksówkarzem, który mówił pogardliwie o Ukraińcach, nazywając ich „chachły” i przypisując im najgorsze cechy charakteru. Byłem też wtedy na Krymie, nawet nie wiedząc, że należy on do Ukrainy, a jeżeli wiedziałem, to niewiele mnie to interesowało. Kolejna wizyta to robienie sobie zdjęć przy pomnikach Lenina. U nas wtedy były masowo burzone, tam stały dumnie i wydawały się nikomu nie przeszkadzać. Wszędzie szaro, beznadziejnie, byle jak i wszechobecne złodziejstwo i korupcja. Schyłek imperium, a nowa państwowość jeszcze się nie obudziła. Ale poznaliśmy też fajnych, młodych ludzi spod Użhorodu. Ona ukraińska pół-Węgierka, on „pełny” Ukrainiec. Oboje czuli się Ukraińcami, nie znosili ruskich i komunizmu. To było coś, dla chłopaków z Polski, zaprawionych w bojach z komuną.
Potem przerwa i na przełomie wieków kilkudniowe wypady do Lwowa, wtedy już niesowieckiego, ale nadal szarego. Kolejne znajomości, dokładne poznawanie Łyczakowa, znajomość z Andrijem, który świetnie mówił po polsku i znał Łyczaków i Lwów jak własną kieszeń. Ja, będąc antytalentem językowym, wciąż mówiłem po rosyjsku, wtrącając wyrazy ukraińskie. Po kilkunastu latach dowiedziałem się, że mówię swoistym surżykiem, a może po prostu gadałem tak, jak mi było najłatwiej. Zapytałem na ulicy młodego człowieka po rosyjsku: która godzina? Odpowiedział mi po polsku: nie rozumiem, ja rozumiem tylko po ukraińsku i po polsku. Wtedy ja też zrozumiałem, że coś się zmienia, że budzi się naród. Na ten moment budził się na zachód od Kijowa po polską granicę.
Po 2004 przywiozłem koszulkę z napisem po ukraińsku: dziękuję Tobie, Boże, że ja nie Moskal. To było po pierwszym Majdanie, któremu kibicowałem z daleka. Ale wcześniej byłem na Krymie i był on mentalnie sowiecki, nawet nie rosyjski, ale właśnie gnijąco sowiecki. Potem jeździłem tam kilka razy na wakacje, następnie do Odessy i wszędzie czułem się kapitalnie, ale trochę jak w skansenie postkomunizmu. Takiego jak u nas w latach 90., tylko z oligarchami w rolach głównych, co uświadomiłem sobie dopiero w 2014, ale czułem jakoś podskórnie wcześniej.
Jadąc taksówką, zawsze rozmawiałem z kierowcą, a ponieważ ceny były śmieszne, to jeździliśmy czasami po sto czy dwieście kilometrów. Już po Majdanie przejechaliśmy nawet ze Lwowa do Odessy. W 2013 rozmawiałem we Lwowie podczas jazdy na temat sytuacji politycznej: „a niech ten wschód się odłączy, niech sobie robią, co chcą, my chcemy naszej, niepodległej Ukrainy bez ruskich”. Nie wiem, czy mną to wstrząsnęło, ale teraz wydaje mi się, że tak. Nadchodził przełom.
Majdan zaczął się w 2013, ja dotarłem na przełomie stycznia i lutego 2014 i szczerze zakochałem się w tym zjawisku. Widziałem solidarność i Solidarność. Wyjeżdżałem i wracałem, robiliśmy zbiórki, przywoziliśmy sprzęty i pieniądze. Na łóżkach polowych, które przyszły naszym transportem, umierali i powracali do zdrowia pierwsi ranni. Uważałem, że Majdan jest nie do rozbicia. Zupełnie jak u nas podczas ostatnich dni przed stanem wojennym, przecież jest nas 10 milionów.
Kiedy przyjechałem kolejny raz, już po masakrze, zobaczyłem krew przysypaną piaskiem. Przypomniała mi się kilka lat później, gdy oprowadzałem grupę Ukraińców po muzeum na Wujku. Tam była taka sama krew, posypana takim samym piaskiem. Kiedy wyjeżdżałem po tym zwycięstwie, okupionym setką ofiar, tą niebiańską sotnią, myślałem, że teraz wszystko będzie inaczej, że są nowi bohaterowie, że nasze stosunki będą zupełnie inne, że….
Wracaliśmy samochodem, na Ukrainie patrole cywilne z poszczególnych Majdanów, zero milicji, flagi narodowe i czerwono-czarne banderowskie, my naładowani emocjami po imprezie z sotnikami w Kijowie. Po polskiej stronie zbliżał się Dzień Żołnierzy Wyklętych, więc też flagi, tylko że biało-czerwone.
Po powrocie od razu otrzeźwienie, aneksja Krymu. I to jaka, praktycznie bez wystrzału. No, ale znałem Krym i Ukrainę. Tam ludność zsowieciała, prorosyjska i stricte rosyjska, wojsko niedozbrojone i skorumpowane, ale jak chłopaki z Majdanu ruszą, to… Ale nie tylko Krym, zaraz Donbas, Ługańsk. Trzeba pomagać, to pomagamy, jeździmy, robimy zbiórki. W 2014 mam w paszporcie ponad 30 pieczątek przekroczenia granicy polsko-ukraińskiej tylko w jedną stronę. Co chwila kupujemy samochody, robimy konwój po największym zakupie i w kilkanaście aut docieramy do Kijowa, tam zabierają je wydelegowane osoby z różnych oddziałów, a my autokarem z pomocą jedziemy też do strefy ATO, czyli pod front.
Żyjemy tym, co robimy. Zapał się z czasem zmniejsza, ale wciąż coś się dzieje. Nasi przyjaciele są na miejscu i wiedzą, co potrzeba i jak to dostarczyć. To dla nas dziwne, ale korupcja jest nadal potworna i niestety część ludzi Majdanu jest jej beneficjentami. Druga część walczy i ginie w przerażających ilościach. Robimy kolonie dla dzieci ukraińskich, sprowadzamy rannych na leczenie, załatwiamy szkolenia dla żołnierzy.
Przed rokiem 2020 jakoś wszystko umiera. Wojna jest, ale jej nie ma. Porozumienia Mińskie oczywiście są ściemą, nasze polskie władze mimo zmiany rządu średnio się tematem interesują.
Ponieważ jestem jakoś rozpoznawalny w temacie ukraińskim, od czasu do czasu udzielam wywiadów. Ostatni był 17 lutego 2022. „Wojny nie będzie, po co ona Putinowi, chodzi o zmęczenie społeczeństwa. Po co wojna, jak można osiągnąć cel, doprowadzając do sytuacji, że ludzie sami wybiorą rząd prorosyjski, który odda Rosji Krym i Donbas, a zresztą Donbas jest tak zniszczony, że lepiej go Ukrainie zostawić”. „Tylko proszę koniecznie oddać mi do autoryzacji przed publikacją”. „Spokojnie planujemy tekst pod koniec przyszłego tygodnia”.
Dostaję go 24 lutego 2022. Wszystko, co powiedziałem, jest nieaktualne.
