Może Mel Brooks nam pomoże?

Może Mel Brooks nam pomoże?

blank

Upały, upały, a tu Mel Brooks skończył 100 lat. Wiek dość obłędny, ale i jego twórczość była obłędnie wspaniała. To mój ulubiony, obok Woody’ego Allena, reżyser komediowy. Gatunki komedii zupełnie inne, ale obydwaj fantastyczni. Obydwaj żydowscy, w swojej twórczości do bólu i kapitalni.

Kwestia pochodzenia przodków Brooksa, gdzieś tam, w czwartym bodajże pokoleniu, z ziem polskich, jest miła, ale raczej bez znaczenia. Pierwotne nazwisko Kaminsky wskazuje, że tak było i nawet chyba się do tego pochodzenia przyznawał. Dostał zresztą jakieś wyróżnienie za promowanie Polski za granicą.

Gdzieś w necie znalazłem taką wypowiedź o nim, chociaż nie wiem, komu ją przypisać: „humor to tylko inna forma obrony przed światem” i dlatego przez 70 lat uprawiał swoją unikalną formę, łączącą szmonces, slapstick i gagi z ostrym komentarzem społecznym, historycznym i politycznym. W 1968 roku zdobył Oscara za najlepszy scenariusz oryginalny do filmu „Producenci” – satyrycznego musicalu o producentach z Broadwayu próbujących wystawić sztukę skazaną na porażkę. Jest jednym z zaledwie 22 artystów, którzy zdobyli koronę EGOT, czyli odebrali nagrody Emmy, Grammy, Oscara i Tony.

I może lepiej o filmach, w te upały, napisać, bo wszystkim należy się odpoczynek od cudownych lekarzy w Szpitalu Południowym i sytuacji, w której władza radośnie znajduje wytłumaczenie na wszystko. Chyba też należy nabrać dystansu do kwestii związanych z Ukrainą.

Więc może Mel Brooks nam pomoże.

Pierwszy film, który widziałem, to „Nieme kino” i od razu zakochałem się w twórczości Brooksa i grze Marty’ego Feldmana. Często pisze się o aktorach charakterystycznych, ale chyba trudno sobie wyobrazić kogoś bardziej charakterystycznego niż on. Wykorzystanie kilkunastu scen z filmów kina niemego, które niekoniecznie wtedy wyłapałem, było super pomysłem.

Dopiero „Lęk wysokości” przyniósł znane mi z filmów Hitchcocka sceny, w których gołębie ścigające Brooksa i srające na jego garnitur — co miało parodiować „Ptaki” — były dla mnie w pełni zrozumiałe. A pomysł ze szpitalem dla bardzo, bardzo nerwowo chorych i scena z siostrą Diesel i ordynatorem, którzy starają się ukryć niedopuszczalne praktyki w szpitalu (a jednak trudno uciec od rzeczywistości polskiej), doprowadziły mnie do takiego ataku śmiechu, że chyba nie zdarzyło mi się to nigdy poza „Oscarem” z Louisem de Funèsem.

W międzyczasie zobaczyłem film Feldmana, z nim samym w roli głównej — „Ostatni film o Legii Cudzoziemskiej”, który również kojarzył mi się z Brooksem, i dopiero niedawno dowiedziałem się, że to nie jego dzieło.

„Młody Frankenstein” to już prawdziwa uczta komedii. Chyba tutaj występuje ta sama aktorka, która w „Lęku wysokości” grała pielęgniarkę. W tym wypadku jest to Frau Blücher, na dźwięk nazwiska której rżą konie w stajni. Feldman grający Igora, który w którymś momencie przemienia się w Aigora, jak Frankenstin we Frankenstaina (trudno mi napisać fonetycznie), to majstersztyk.

„Smród życia” — opowieść o znudzonym milionerze, który zakłada się z kolegami, że wytrzyma przez miesiąc w slumsach, nie korzystając ze swoich pieniędzy i nie mówiąc, kim jest. Komedia jest przednia, z fajnym przesłaniem o przyjaźni i o tym, że nie pieniądze są najważniejsze. Może trochę inny film od pozostałych, jednak niewątpliwie śmieszny, bo o to w komedii chodzi. Jest też motyw z nieuczciwym konkurentem, który chce wykorzystać sytuację i przejąć majątek postaci granej przez Brooksa, a nawet pojawia się wielka miłość.

I tyle o Brooksie — kapitalnym reżyserze, aktorze, który robi pieniądze, śmiesząc ludzi. I jedno, i drugie robi bardzo dobrze. Od aktorów takiego wykonywania pracy powinniśmy oczekiwać.

Są też aktorzy, którzy zostają politykami. Zawsze pamiętamy Ronalda Reagana — i bardzo dobrze, bo gdyby nie zmienił zamiłowania do aktorstwa na politykę, to być może komunizm trwałby dużo dłużej.

Gorzej, gdy aktorzy uznają, że wiedzą wszystko, bo jak grali króla, polityka, zwykłego obywatela, prokuratora, lekarza i żebraka, to przejęli wszystkie ich kompetencje. Taki aktor uważa się za intelektualistę i zaczyna głosić. Nie wypowiadać się — tylko głosić. A wtedy zaczyna robić się niebezpiecznie. Ludzie go kojarzą, wierzą mu i nieszczęście jest już blisko.

Brooks ma swoje poglądy, zdecydowanie związane z Partią Demokratyczną, jego twórczość nie zostawia wątpliwości, jakie wartości są mu bliskie, a które wręcz przeciwnie. Mimo że wcześniej nie angażował się oficjalnie w politykę, to po dziewięćdziesiątce poparł Bidena i Kamalę.

Ale robi to bez obrażania innych i nie opowiada, że mu ktoś sra na głowę albo że jak się z kimś politycznie nie zgadzasz, to mu przyp…ol.

I chwała mu za to. Niech śmieszy nas na ekranie, a nie ośmiesza sam siebie w realu.

Autor tekstu
Przemysław Miśkiewicz

Przemysław Miśkiewicz

Publicysta. Działacz podziemia z lat 80. Przewodniczący Śląskiej Rady Konsultacyjnej ds. Działaczy Opozyzycji Antykomunistycznej, członek Stowarzyszenia Pokolenie. Zoologiczny antykomunista

Wyszukiwarka
Kategorie
Przemysław Miśkiewicz

Przemysław Miśkiewicz

Publicysta. Działacz podziemia z lat 80. Przewodniczący Śląskiej Rady Konsultacyjnej ds. Działaczy Opozyzycji Antykomunistycznej, członek Stowarzyszenia Pokolenie. Zoologiczny antykomunista

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
Przemysław Miśkiewicz
blank