Kiedyś wczesnym rankiem porysowałem samochód na podwórku przed moją kamienicą. Nie chciałem nikogo budzić, więc zostawiłem karteczkę za wycieraczkę z numerem telefonu i przeprosinami. W tym momencie na balkon wyszła sąsiadka i zaczęła krzyczeć, że uciekam. Chwilę później z bloku wypadł stary kryminalista – dobry chłopak, ale z ciężkim życiem – i ryknął: „Widziałem to! Nie warto być dobrym dla ludzi. Zawsze wiedziałem!”. Przypomniałem sobie tę historię, gdy dotarło do mnie w pełni, że w Wiedniu do dziś nie ma pomnika Jana III Sobieskiego.
Poniżej znajduje się skrót z nagrania Wiktora Świetlika dotyczącego Jana IIII Sobieskiego. Całość wysłuchać można tutaj:
Przez 343 lata Austriacy nie postawili pomnika człowiekowi, który uratował ich miasto. Na Kahlenbergu, w miejscu związanym z odsieczą wiedeńską, stoi jedynie cokół – budowę pomnika zablokowano jeszcze w 2024 roku. W kościele świętego Józefa na Kahlenbergu jest tablica. Tylko tablica.
Na pomysł, żeby naprawić tę sytuację, wpadł Thomas Frelich – europoseł z AfD, partii budzącej w Polsce duże emocje. Frelich zebrał podpisy łącznie 21 posłów z siedmiu krajów i trzech grup politycznych oraz jednego posła niezrzeszonego pod rezolucją wzywającą do wzniesienia pomnika Sobieskiego w Wiedniu. „Narody europejskie powinny mocniej akcentować triumfy w swojej historii zamiast nieustannie patologizować je w sposób ojkofobiczny” – napisał.
Dlaczego właśnie Frelich? Być może ma polskie korzenie. Być może został oddelegowany na „odcinek Polski” przez swoją szefową Alice Weidel. Być może po prostu szuka punktów wspólnych między narodami Europy – a takim punktem nie może być walka o zeroemisyjność (Niemcy pod tym szyldem starają się zarżnąć nasz przemysł ETS-ami, a swoją produkcję wyprowadzić do Indii), nie mogą być kwestie obyczajowe ani migracyjne. Frelich znalazł obronę europejskiej tożsamości – której jednym z największych symboli w historii kontynentu jest właśnie Jan III Sobieski i wiedeńska wiktoria.
Dlaczego Sobieski?
Odpowiedź jest prosta: lepiej świętować triumf niż klęskę. Ale myślę, że chodzi o coś głębszego. Sobieski zajmuje w polskiej świadomości miejsce wyjątkowe – i warto się zastanowić, z czego to wynika, bo jest to postać co najmniej kontrowersyjna. Walczył za całą Europę i odniósł wielkie zwycięstwo militarne, ale sukces polityczny jego panowania jest bardzo dyskusyjny. Po jego śmierci zaczęły się wojny północne i tak naprawdę ten upadek Polski, który prowadzi do rozbiorów – ze wszystkimi nieszczęściami, które dziś odbijają nam się czkawką.
A jednak. Sobieski walczył nie tylko za swoich. Walczył za całą Europę i wszyscy byli mu za to wdzięczni – papież, katolicka Europa (poza Francją). My, Polacy, byliśmy dumni, że obroniliśmy łacińską spuściznę przed naprawdę hardcorowymi zawodnikami ideologicznymi i religijnymi – Turcy z końca XVII wieku to nie Erdogan ani nawet Atatürk.
Polskie poświęcenie – tradycja czy słabość?
Sobieski wpisuje się w długą tradycję polskich bohaterów poświęcających się za innych. Władysław Warneńczyk – młodziutki chłopak, który zginął w walce z Turkami. Zawisza Czarny – bohater Grunwaldu, który zginął na południu Europy walcząc z niewiernymi. I tak dalej.
Różne narody mają różne aspiracje. Niemcy zawsze chcieli wszystko podbijać, germanizować, budować domenę swojego plemienia. Francuzi zawsze chcieli przewodzić Europie – „najstarsza córka Kościoła”, de Gaulle podskakujący Amerykanom, choć to jego kraj współpracował z okupantem. Brytyjczycy wierzyli, że wszystkich ograją sprytem. Amerykanie chcieli przewodnictwa moralnego – albo przyjmiecie nasze wartości, albo jesteście dzikusami. Rosjanie chcieli tego samego, tylko z prawosławiem w tle i po swojemu, swojskiemu, rosyjskiemu. Mówiąc krótko chcieli świat zamienić w globalną patowioskę.
A Polacy? Polacy doceniają poświęcenie i ofiarę. Rok 1920 – zatrzymaliśmy bolszewizm. Rok 1939 – wszyscy powinni nam być wdzięczni. Pomoc Ukrainie – byliśmy z siebie dumni, choć dziś część mówi, że to było frajerstwo, że trzeba było brać pieniądze jak Niemcy.
Czy tę cechę narodową można zmienić? Zamienić Polaków w Brytyjczyków – cynicznych graczy bez komponentu moralnego jak by chciała część prawicy, tak zwanych realistów? Moim zdaniem jest to bardzo trudne. Takie cechy budują tysiącletnie doświadczenia, których nawet nie mamy w kronikach. Znajdowaliśmy się na równinie, którą bez przerwy najeżdżano, z każdej strony – Prusowie, Wieleci, Krzyżacy, Mongołowie, Rosja. Przy takim położeniu być może wykształciliśmy takie cechy, żeby przetrwać.
Pytanie nie brzmi, jak je wykorzenić – ale jak je przekształcić tak, żebyśmy na tym zyskiwali, a nie nieustannie obrywali.
Sobieski romantyczny i Sobieski prawdziwy
Sobieski fascynuje też dlatego, że jest bohaterem romantycznym. Listy do Marysieńki, Wilanów, wzruszenia króla-wojownika. To buduje nimb postaci nieprawdziwej, ale bardzo ludzkiej. Gdzieś za tym obrazem kryje się inspiracja dla sienkiewiczowskich bohaterów.
Ale jest i ciemna strona, o której rzadziej się pamięta. Magnackie pochodzenie, świetne wykształcenie, podróże po Europie – a podczas potopu szwedzkiego Sobieski opowiedział się po stronie Karola X Gustawa. Dopiero potem przeszedł do obozu Jana Kazimierza. Historia kmicicowska.
I tu lekcja dla nas wszystkich: nie jest ważne jedno potknięcie, bo każdemu może się zdarzyć – a Sobieskiemu zdarzyło się bardzo duże. Ważny jest całokształt i największe dzieło życia. Jego największym dziełem było powstrzymanie tureckiej inwazji i zwycięstwa pod Chocimiem i Wiedniem.
W czasach mediów społecznościowych, gdy telefon robi zdjęcie politykom jedzącym sałatkę w Sejmie, gdy każde potknięcie zostaje uwiecznione – warto pamiętać, że politykę podsumowuje się za całokształt, przede wszystkim za największe dzieło na końcu.
To rodzi poważne pytanie o polityków z przeszłością PZPR-owską. Mieli szansę stać się wielkimi mężami stanu – Aleksander Kwaśniewski i Leszek Miller. Nie wykorzystali jej. Pozornie opuścili obóz Karola X Gustawa, ale dopiero gdy Szwedzi się wycofali – i nigdy się z tej przeszłości nie rozliczyli. Przeciwnie, przez cały czas czerpali z niej profity. To jest różnica między nimi a Kmicicem czy Sobieskim. Lepsza w niebie radość z jednego nawróconego grzesznika niż ze stu sprawiedliwych.
Dziś – jurgieltniki i niszczenie instytucji
Sobieski próbował reformować państwo. Widział kryzys, próbował wzmacniać instytucje. Ale nie był w stanie ograniczyć interesów magnaterii ani jurgieltnictwa – tych płatnych zdrajców, którzy brali pieniądze od króla pruskiego i uważali, że są tacy nowocześni, że reformują Polskę. Mieliśmy wtedy swoją ówczesną Gazetę Wyborczą. Mieliśmy magnatów – oligarchów bardziej lojalnych wobec swoich powiązań ze światowymi układami niż wobec własnego państwa.
Znajome?
Dziś rozważano wejście siłowe do Trybunału Konstytucyjnego. Podobno nawet Stępień i Safjan odradzali Donaldowi Tuskowi ten krok jako zbyt ryzykowny politycznie. Zamiast tego weszło się do Akademii Wymiaru Sprawiedliwości – kuźni przyszłych prokuratorów i pracowników wymiaru sprawiedliwości. Jakże charakterystyczne: mając opanowane dziesiątki uczelni, władzy przeszkadza jedna, która pozostaje poza jej kontrolą.
Na koniec – optymizm
Myślę jednak, że Jan III Sobieski pozostanie z nami za sto, za dwieście, za trzysta lat. I myślę, że Polska – mimo ludzi, którzy ją niszczą – ma ogromną energię. Jest dziś bardzo silna warstwa patriotyczna w społeczeństwie. To ta część, lekko przeważająca, która wybrała Karola Nawrockiego na prezydenta.
Co by powiedział Sobieski, patrząc na dzisiejszą Polskę? Chyba byłby nieco zawiedziony rozmachem terytorialnym na wschodzie. Ale gdyby spojrzał na postawy młodych – nie byłby bardzo zadowolony, ale też nie strasznie zmartwiony. Stwierdziłby, że jest dużo do roboty. Że trzeba szybko odsunąć jurgieltników, którzy rządzą. I że potem trzeba odnieść kolejne wiktorie wiedeńskie – i tym razem dobrze je wykorzystać.
Uczmy się na błędach – niestety własnych.
📚 Polecane książki:
- Jacek Komuda – Upadek. Jak straciliśmy Pierwszą Rzeczpospolitą
- Richard Butterwick – Światło i płomień
(skrypt z nagrania został przygotowany przez AI)
