Przez prawicowe – i nie tylko prawicowe – przetoczyła się fala oburzenia na posłankę KO Barbarę Dolniak. Otóż miała ona wykłócać się w Pendolino o bezpłatną sałatkę i pastę jajeczną w ramach darmowego poczęstunku. Tymczasem ponoć popsuła się lodówka i można było zamówić co najwyżej rogalika. I to nie na ciepło bowiem, jak się domyślam, popsuła się również mikrofalówka w Warsie. Parlamentarzyści jeżdżą co prawda na koszt Sejmu (czyli nas, podatników), ale inni pasażerowie za rozkosz podróży Pendolino płacą setki złotych za bilet w I klasie. I monopolista nie jest w stanie zapewnić tak prostej rzeczy, jak zgodność oferty z karty z tym, co rzeczywiście się oferuje.
Dlatego też nie przyłączam się do kpin i szyderstw z posłanki. Podróżuję PKP może dziesięć-dwanaście razy w roku, ale zbyt często słyszę komunikaty w rodzaju: awaria wagonu restauracyjnego, nie ma tego, nie ma tamtego. Pendolino, na które bilety są drogie i które w założeniu miało być wzorem dobrej obsługi, też ulega chorobie pekapizmu. Czyli wiecznej prowizorki, wiecznego „ale to nie nasza wina”, dostarczania pasażerom przed podróżą refleksji, co tym razem zawiedzie. Czy pociąg się spóźni, czy – jeśli to zima – wagon będzie nieogrzewany, a może nie doczepią Warsa?
Od lat słyszę, że dopuszczenie zagranicznej konkurencji na polskie tory to czyn wysoce niepatriotyczny, zniszczenie marki, jaką jest PKP. Czeskiego przewoźnika udało się z Polski wypłoszyć i PKP póki co pozostaje monopolistą. No, a jak wiadomo z czasów Polski Ludowej, jak się jakość usług monopolisty nie podoba, to nie trzeba korzystać. Można polatać, przejechać się autem albo rowerem. Nikt do PKP nie zmusza.
Pasażer, czy to z legitymacją poselską, czy nie, ma prawo domagać się świadczeń, które są w cenie biletu. I nie musi go obchodzić awaria lodówki, kac kucharza czy pomyłka dostawcy. Dlatego – brawo, pani poseł. Trzeba walczyć z pekapizmem.
