Czasami w ferworze politycznej nawalanki człowiek zaczyna się zachowywać… jak Donald Tusk albo jego aparat i elektorat. Tak niestety zachowałem się i ja, i wielu innych, gdy Tuska zapakowano do innego wagonu w pociągu do Kijowa — ponoć na zamówienie samego Zełenskiego.
Otóż Tusk jest jaki jest. Nigdy nie powinien być premierem, bo jest złym, małym, niezorientowanym na interes narodowy człowieczkiem. Jest taki, a nawet gorszy, niż mówił o nim Kalisz. Ale prezydent Ukrainy wtedy nie poniżał Tuska — poniżał Polskę. A w takich sytuacjach absolutnie nie wolno zachowywać się jak Tusk i okazywać schadenfreude. To właśnie zawsze była domena tej grupy trzymającej władzę, podopiecznych Michnika, Sorosa czy Merkel — że polska polityka zagraniczna i w ogóle interes kraju był tylko funkcją ich interesu. Jeśli było to dla nich dobre, gotowi byli jawnie działać na niekorzyść państwa. Przepraszać za Jedwabne bez zbadania zbrodni albo nie kupować na Orlenie, bo akurat nie przyklejeni są do niego panowie Sienkiewicz lub Wojtunik.
Wracając do akcji naszego kawalera Orderu Orła Białego — miejmy nadzieję, że faktycznie już niedługo. Czy prezydent Zełenski działa histerycznie, czy ze złej woli, czy z sowieckiego mentalu, czy z cynizmu, czy z pogardy dla Polaków, których pomoc była dla niego po prostu frajerstwem i których chciał wciągnąć do wojny?
Uczciwie mówiąc, mało mnie obchodzą pobudki ukraińskiego przywódcy. Nie wierzę zanadto w przyjaźnie między krajami — wierzę we wspólne interesy. A Ukraińcy najwyraźniej uznali, że z Polską niewiele już interesów mogą zrobić. Co więcej — mogą załatwić sporo, bądź to na gruncie krajowym, bądź międzynarodowym, konfliktując się z Polską.
Interesują mnie za to polskie reakcje. Są one ponurą lekcją tej przeklętej histeryczności, która jest zmorą naszej dzisiejszej polityki. Być może częściowo ci sami ludzie, którzy kiedyś używali absurdalnego w Polsce „w Ukrainie”, nagle ucieszyli się, że kibice na meczu wygwizdują hymn ukraiński. O ile reakcja Karola Nawrockiego była najlepszą, jaka mogła być — selektywną, wymierzoną nie w naród, a w konkretnego winowajcę — to potem nastąpiła dwustronna histeria. Z obu tron w Polsce. Albo „koniec”, „Ukraińcy gorsi od Rosjan”, „wygnać ich wszystkich”, jakby kobieta, która przyjechała zza Charkowa, miała coś wspólnego czy to z Zełenskim, czy z Wołyniem, albo: „jak tak możecie”, „a gdzie pojednanie” i tak dalej. Przechodzenie nad jawnie antypolską akcją Zełenskiego do porządku dziennego.
Mistrzem w tym okazał się, jak zawsze, wspomniany Donald Tusk. Premier zrównał działanie Zełenskiego, który wyróżnił morderców setek tysięcy Polaków, z kontrakcją Nawrockiego, który odebrał mu niezasłużony order.
Nie, naiwnie nie domagam się, by Polacy mówili „jednym głosem”, wyzbyli się emocji i tak dalej. Jednym głosem mówią tylko sekty. Ludzie z reguły w większości kierują się swoim interesem — w stylu realizacji prawa przez Tuska: „tak, jak go pojmują”. Żyjemy w świecie coraz bardziej agresywnych social mediów i rolek, i wszystkie społeczeństwa są rozchwiane. Ale przegrają te, którymi buja najbardziej. I nie można oprzeć się wrażeniu, że nam to grozi.
Ukraińcy zawsze będą naszymi sąsiadami, a my ich. Miło by było, gdybyśmy współpracowali tam, gdzie się da, a gdzie się nie da — konkurowali na normalnych zasadach. Ale ani plucie w twarz, ani podlizywanie, ani gumkowanie przeszłości, ani obsesyjne nią granie na pewno nie pomoże. Szczególnie że i inni szatani są czynni.
