Były Premier Mateusz Morawiecki powołał stowarzyszenie i zaczęło się. W mediach to nawet nie jest burza, to tsunami. Rozbijactwo jest najlżejszym stwierdzeniem. Na forach internetowych jest jeszcze lepiej: a niech idzie w cholerę, bankster, Vateusz itp. Wyciągane są wszystkie winy rządu z lat 2015 – 2023, szczególnie w czasie pandemii: maseczki, zamknięte lasy, zamknięte kościoły itp. I były premier powinien się do tych tematów odnieść i powiedzieć, czemu tak było. Bo do kwestii związanych z Zielonym Ładem i ETS oraz kamieniami milowymi i KPO odnosił się wielkrotnie, aczkolwiek mało było to nagłaśniane, zresztą ważne są efekty, nie intencje. Mam minimalną nadzieję, że to ustawka, ale jak tylko tak pomyślę, to rzeczywistoąść zaczyna skrzeczeć, Jarosław zdecydowałby się na taki numer? Tak czy inaczej – ja jestem za, bo tylko nowy twór daje nadzieję, że coś się poprawi.
Poniżej fragment moich zapisków, znalezionych w komputerze, z dnia wyborów o godzinie 9.35 w niedzielę 15 października 2023, na 11 godzin przed ogłoszeniem wyników. Można wierzyć lub nie, ale to jest naprawdę napisane rano, kiedy niektórzy moi koledzy, politycy z PiS, bredzili o samodzielnych rządach. „Przegraliśmy, wyniki, których się spodziewam to: PiS 35-36,5, KO- 29-32, TD-12-13, Lewica 10, Konfederacja7,5-9,5 (….) Kolejny temat to bezsensowny atak na Konfederację – to jest te dodatkowe dwa procent KO. Dotychczasowa opozycja ma stabilny rząd, z dużą większością w parlamencie, swój senat, a my możemy mieć pretensje do siebie. Wniosek: z ekipy, która z poziomu Warszawy decydowała o narracji kampanijnej, nie powinien zostać nikt, bo to oni są winni temu, co się stało. Przegrali wygraną kampanię i nawet zmieniające się sondaże nie zmusiły ich do refleksji…….” Jeszcze raz przypominam, że to są przemyślenia z niedzieli 15 października 2023. Wyniki rzeczywiste nie wiele sie różniły od moich przewidywań: PiS 35,38, KO 30,70, Trzecia Droga 14, 40%, Lewica 8,61, Konfederacja 7,16. I nie piszę, żeby się pochwalić, tylko pokazać, dokąd prowadzi bezrefleksyjne przytakiwanie politykom.
Politycy chcą wmówić swojemu elektoratowi, czego ma oczekiwać. A elektorat to kupuje i nie rozumie, czemu przegrywamy wybory. Tak było z opozycją za rządów PiS, dopóki nie wrócił Donald Tusk. Tamta strona krzyczała, opowiadała bajdury, straszyła i…. nic. Bo nie było kogoś, kto wziąłby to towarzystwo za twarz i powiedział „robimy tak, jak ja mówię”. Ale to oznaczało, że trzeba zagrać na kilku fortepianach. Z jednej strony fortepian liberalny, z drugiej lewicowy i jeszcze na dodatek interesowno- zawiedziony czyli Trzecia Droga. Ale partytura była wspólna: ***** ***. Program negatywny, ale łatwo było go obudować pozytywami dla elektoratu. Bo jeżeli wszystko, co robi PiS, jest złe, to jeżeli będziemy robić co innego, to będzie ok. I to chwyciło.
A PiS proponuje mniej więcej taki układ. Jesteśmy tacy, jacy byliśmy, świat się zatrzymał, a wy głosujcie na nas, bo inaczej prawica przegra. A jak ludzie mówią: ale chwila, nam się nie podoba ten Kurski, z tą sprawiedliwością było różnie, Ziobro to wcale nie szeryf tylko fajtłapa (abstrahuję od tego, że obecnie nie ma szans na uczciwy proces).Nie podoba nam się wieczna pewność siebie, to bezrefleksyjne patrzenie, że nigdy nie popełnialiśmy błędów. A my chcielibyśmy, żeby partia miała nie tylko dwa płuca, ale jeszcze ręce i nogi, bo sama głowa nie wystarczy. Bo mnie bliżej do Czarnka, żonie do Morawieckiego, a dzieci nie zagłosują na żadnego z nich i potrzebuja nowych, młodych twarzy. I co słyszymy w odpowiedzi? Rozłamowcy, od dawna wiadomo było, ze ten Miśkiewicz to piąta kolumna, a tamten to już pięć lat temu mówił, że Kaczyński nie zawsze ma rację.
No niestety, tak to wygląda. O Węgrzech mówiliśmy tydzień temu. A może tam też była ustawka? A może wyjście Morawieckiego mogłoby być tym, czym wyjście Magyara z Fideszu, przy wszystkich odmiennościach sytuacji. Bo efektem takiego działania jest brak jakiejkolwiek lewicy w węgierskim sejmie. To tak, jakby PiS po poprzednich wyborach został zastąpiony przez Konfederację i doszłoby jeszcze kilku posłów z Korony. Oczywiście to uproszczenie, ale wiadomo, o co chodzi.
Ja jestem pisiorem, ale uważam, że musimy rozmawiać, nawet z ludźmi z PO, jeżeli stawiają na pierwszym miejscu Polskę, a dopiero potem Europę. I dlatego uważam, że Stowarzyszenie, chociaż wolałbym określać je czymś w rodzaju lewego skrzydła republikanów czy też frakcją, jest doskonałym pomysłem. I powinien je robić MM, bo ma za sobą lata rządów i to były moim zdaniem dobre rządy. To, że niektórzy ludzie z prawej strony będą mówić, że to bankster, nic nie szkodzi. I tak od dawna mówią, może niech teraz przedstawią swoje pomysły na Polskę. A co mówić będzie druga strona? To jasne, żyjemy w państwie opresyjnym, więc będzie dużo opresji, przesłuchań, może aresztów, masa artykułów i programów na zamówienie. Jak za komuny.
I pozwolę sobie na bycie Kasandrą, wieszcząc półtora roku przed wyborami. Jeżeli Jarosław Kaczyński wytrzyma presję i pozwoli działać Morawieckiemu, rząd koalicyjny po wyborach będzie miał premiera z PiS. Jeżeli postawi tylko na Czarnka, to mamy drugą kadencję Tuska i na dodatek może przy większości konstytucyjnej drugiej strony. Mam nadzieję, że heheszki będa po tym felietonie tylko ze strony miłośników Donalda, który po zmianie władzy zostanie Donaldem T. Zwolenników prawicy proszę o rzeczową dyskusję. Marzy mi się, żeby głos elektoratu był brany pod uwagę przez partię. Sytuacja, że partia ma zawsze rację nie prowadzi do zwycięstwa.
PS: Tekst napisałem w sobotę i wiem, ze od tego czasu wiele się zmieniło, zdecydowanie na lepsze. Jednak nie bardzo wierzę, że zmieniło się na stałe. Obawiam się, że jeszcze długa droga, zanim wszyscy zrozumieją, że coś się skończyło i już nie będzie tak jak dawniej.
