Te słowa rzucone w chwili bezradnej szczerości przez znanego polityka mogą oburzać. Ale czy powinny? Rozmawiamy o tym z Pawłem Kiełbowiczem, wolontariuszem zaangażowanym w pomoc Polakom na Wschodzie. Moment szczególny bo właśnie dokonuje się kolejny akord mordowania najstarszego istniejącego (jeszcze) polskiego klubu piłkarskiego, czterokrotnego mistrza Polski, Pogoni Lwów. Przy naszej bierności i zupełnym braku zainteresowania państwa polskiego!
Na szczęście kogoś to jeszcze interesuje, jest tych kilku sprawiedliwych, którzy choć nieliczni, bardzo nieliczni, trwają na posterunku pamięci i dźwigają na sobie ciężar ratowania sumienia nas wszystkich. Poświęcają swój czas, pieniądze i spieszą ze swoimi skromnymi możliwościami by pomóc naszym Rodakom i pewnie tłumaczyć się za całe państwo, które tu jest nieobecne. Są więc fundacje – Wolność i Demokracja i Bratnia Dusza, czasem pojawi się inna (np. Fundacja Legii). Jest kilku zacnych dziennikarzy, Radio WNET, także inne inicjatywy medialne, choć już o dużo mniejszym zasięgu. Aktywnie wspiera ksiądz Jarosław Wąsowicz, kapelan Prezydenta RP, są wreszcie kibice różnych klubów, tu działający ponad podziałami. Wśród kibiców jedna szczególna grupa Old Fashion Men Club zrzeszająca sympatyków Legii. Z jednym z jej liderów Pawłem Kiełbowiczem, który sam przedstawia się jako „politolog, wolontariusz Pogoni Lwów” miałem okazję ostatnio porozmawiać. O Lwowie, o Pogoni, o Polakach tam mieszkających, ginących powoli śladach polskości i wstydzie mieszającym się z wściekłością, że nas tam nie ma. Gorzka to była rozmowa…
Styczniowa wizyta
Mimo wszystko zaczęliśmy czymś pozytywnym, bo choć blisko było kompromitacji, to ostatecznie udało się w styczniu ściągnąć na kilka dni grupę seniorów ze Lwowa. Był moment, że cała inicjatywa mogła upaść, bo brakowało raptem kilku tysięcy złotych! Popełniłem wtedy dość emocjonalny tekst w tej sprawie (9 tys. zł. To najnowsza cena hańby państwa polskiego – Dobitnie). Na szczęście pospolite ruszenie ludzi dobrej woli pozwoliło pieniądze zebrać, a nam uniknąć… nawet nie wiem, jak to nazwać, bo słowo kompromitacja jest tu nieadekwatne. Lwowiacy mogli tu spędzić kilka dni, z dala od bomb, dronów, nocnych alarmów, ale najważniejsze, w Ojczyźnie.
Rzeczywiście, udało się– mówi Paweł Kiełbowicz. Z godzinę mógłbym tu opowiadać, ile było problemów i jak blisko klapy całego przedsięwzięcia, ale nic to. Seniorzy przyjechali i ich wzruszenie nie przekładalne jest na żadną walutę. Tu przy okazji warto wspomnieć, szefową Fundacji „Bratnia dusza” Panią Iwonę Romaniak, która organizowała wyjazd, osoby nieocenionej, a także Burmistrza Piwnicznej-Zdroju, Pana Tomasza Michałowskiego. Pieniądze zostały zebrane, dzięki pospolitemu ruszeniu środowisk kibicowskiej w całej Polsce. Na polskich seniorów ze Lwowa solidarnie zrzucili się kibice Legii Warszawa, Chrobrego Głogów, Radomiaka Radom i Lechii Gdański. Drobniejsze kwoty wpływały też od fanów innych klubów. Patriotyzm, w tym pomoc Rodakom na kresach – te sprawy z pewnością nas łączą.
Nie ma w co rąk włożyć…
To tylko jedna inicjatywa, choć pewnie dla Lwowiaków goszczących w Polsce, to były ogromne emocje i niezapomniane chwile. Ale ile akcji można prowadzić w ten sposób? W kilka, może w kilkadziesiąt osób? Przeważnie z własnych środków. A spraw do załatwienia nawet trudno zliczyć i każda bardzo ważna, przeważnie na wczoraj. Paweł jednym tchem wymienia:
Na przykład w listopadzie ubiegłego roku brakowało 17-18 tys. złotych na organizację Mikołajek dla Polskich szkół we Lwowie. Wcześniej nie było pieniędzy na pobyt dzieci z parafii Św. Antoniego na wakacje w Muszynie. Zbieraliśmy pieniądze na wspomniane już, „spóźnione” Boże Narodzenie dla Lwowskich seniorów, wcześniej nie było środków na przewiezienie dzieci ze Lwowa z granicy do Muszyny. Chodziło bodaj o 4 tys. zł – i to też był wielki problem. Wracające dzieci z wakacyjnych kolonii organizowanych przez ks. Jarka Wąsowicza, podejmowaliśmy pizzą i drobnymi upominkami w Warszawie. Były to dzieci z Obwodu Lwowskiego i z Naddniestrza. Pod warszawskim Torwarem w nagrodę zostaliśmy uraczeni koncertem pieśni patriotycznej. Niezapomniane wrażenia. Za chwilę pewnie znowu coś się wydarzy, znowu trzeba będzie działać.
Inicjatywa na Święta Wielkanocne
I dłuższy moment poświęca na to, co teraz ich angażuje. Sprawa wydaje się prozaiczna, organizacja Świąt Wielkanocnych we Lwowie. Kilka dni temu zwróciła się z ponowną prośbą o pomoc wspomniana Iwona Romaniak z Bratniej Duszy. Chodzi o zgromadzenie środków finansowych niezbędnych do zapewnienia godnego spędzenia Świąt Wielkanocnych lwowskim seniorom, skupionym wokół Uniwersytetu Trzeciego Wieku, zorganizowanym przy polskiej Katedrze Łacińskiej. Cała operacja jest trudna. W samym uniwersytecie jest ponad sto osób, a jest jeszcze około dwadzieścia adresów dookoła Lwowa, gdzie fundacja planuje dotrzeć tydzień po świętach. Szacowany wydatek na osobę to 200 zł., do tego koszty związane z organizacją, przede wszystkim paliwa do busów.
Chcemy zgromadzić środki, by wystarczyło dla co najmniej 50 osób. Prawdopodobnie koszt całej operacji nie przekroczy 30 tys. zł. A czasu bardzo mało, Święta tuż, więc sprawa więcej niż pilna. I znów, zbieramy własnym sumptem, skrzykując się na forach internetowych, wspierani przez kilku zaangażowanych dziennikarzy, którzy starają się nagłośnić inicjatywę. Ale cały czas to partyzantka.
Ale z organizacją tej akcji wiążą się dodatkowe wyzwania, w tym nieco ekstremalne.
Tak, to prawda (śmiech). Poszukujemy dla Fundacji Bratnia Dusza wolontariuszy chętnych do pomocy we Lwowie i jego okolicy. Niezwykłe wrażenia gwarantowane. Na przykład, aby dotrzeć pod jeden z adresów poza miastem, trzeba przejść wprost przez rzekę w bród. Innej drogi nie ma. Rzeka ponoć jest płytka (śmiech)… Dobrze, że ostatnio i również na tą okoliczność zaczęły nas wspierać konserwatywne media, ale mimo to, i tak nie udało się zebrać pełnej kwoty na Wielkanoc dla polskich lwowskich seniorów. A to są przecież grosze…
Pogoń Lwów
Pytam Pawła o Pogoń Lwów. Wiem, że od lat był jednym z najaktywniejszych orędowników walki o utrzymanie przy życiu tego klubu. To wyjątkowo ciężka walka, bo powiedzmy wprost, przeciwnikiem są też lokalne władze. Nie sposób tu nie zauważyć kontekstu polityczno-historycznego i niechęci władz miast zachodniej Ukrainy do śladów polskości. A Pogoń Lwów, to legenda. Najstarszy istniejący klub polski klub, czterokrotny piłkarski Mistrz Polski, ukochany przez Kazimierza Górskiego. Tu mój rozmówca wyraźnie się denerwuje:
Ciężko zachować spokój, gdy mówimy o sytuacji Pogoni Lwów. Wieloletnie ogromne problemy finansowe i stałe wygaszanie tego klubu. Niestety, od kilku lat przy bierności państwa polskiego. Musimy sobie uczciwie powiedzieć, że żyjący tam Polacy nie poradzą sobie z utrzymaniem klubu, więc pomoc Polski jest niezbędna.
Dzięki pozyskanym niedawno środkom, klubowi udało się co prawda odwiesić działalność na tyle, by wystąpić w corocznym Turnieju Ernesta Justa, przystąpić do rozgrywek Pucharu Obwodu Lwowskiego, a nawet pozyskać nowe koszulki, ale do rozwiązania problemów droga jeszcze bardzo daleka. Nadal nie wiadomo, czy Pogoń zagra w rundzie wiosennej rozgrywek ligowych. Na razie wiemy już, że Senat RP nie przyznał Pogoni żadnych środków.
Mój rozmówca też bardzo wyraźnie podkreśla, dlaczego utrzymywanie klubu jest tak ważne.
Warto przypomnieć, że w trakcie swej siedemnastoletniej działalności, po reaktywacji, Pogoń stała się ważnym ogniskiem skupiającym wokół siebie Polaków we Lwowie. Oprócz działalności stricte sportowej klub prowadzi także działalność edukacyjną, wychowawczą i kulturalną promując wartości patriotyczne i krzewienie pamięci historycznej wśród polskiej młodzieży. Ich celem jest wychowanie pokoleń młodych Polaków, którzy w przyszłości nie będą szukali szczęścia za granicą, tylko zostaną tam na miejscu, we Lwowie. Upadek tego klubu to wyrwa na polskiej mapie Lwowa, której nie da się zastąpić!” I konkluduje: „Potrzebne jest stałe rozwiązanie systemowe. Wsparcie finansowe ze strony Skarbu Państwa RP, albo stabilnego sponsora. O ile w zeszłym roku chodziło o niecałe 500 tys. zł. to obecnie z pewnością jest to kwota znacznie większa.
Prawdziwość tych słów potwierdziły dramatyczne informacje, jakie dotarły do nas we wtorek. Oto w dość skandalicznych okolicznościach Politechnika Lwowska wymówiła klubowi najem wszystkich obiektów sportowych. Jak to ujął prezes Marek Horbań, Pogoń Lwów została klubem bezdomnym.
Taki specyficzny rodzaj ukraińskiej wdzięczności dla Polaków za otrzymaną pomoc – ironicznie skomentował Kiełbowicz.

Bierzmy przykład z Węgier
Paweł podkreśla, że przecież można inaczej i podaje przykład Węgier, które skutecznie, choć czasem bardzo brutalnie walczą o interesy swoich rodaków na Ukrainie,
Spójrz na Węgry i Orbana. Nie chcę tu rozpoczynać dyskusji o wszystkich aspektach jego polityki zagranicznej, można ją różnie oceniać a w publicznych dyskusjach za dużo uproszeń w ocenach. Trzeba jednak przyznać, że umie dbać o interesy Węgrów zagranicą. A przede wszystkim, chce to robić! I to jest sedno sprawy. Wystarczy chcieć. Węgrzy postępują dokładnie odwrotnie niż Polacy. Wspierają na ogromną skalę mniejszość węgierską na Zakarpaciu, czego przykładem jest chociażby stworzona przez nich od podstaw, wzorcowa akademia piłkarska FC Munkács,w ukraińskim dziś Mukaczewie.
No właśnie, bo może tu jest największy problem i różnica między Warszawą a Budapesztem, że państwo polskie nie chce wspierać Polaków na Wschodzie, a jak wspiera to efekty są bardzo różne. Może jeszcze poprzednia ekipa miała jakieś inicjatywy, czasem nawet sukcesy, to od dwóch lat jest dramat. Tak, jakby tematu Polaków za wschodnią granicą nie było. Smutnym symbolem myślenia obecnie rządzących były słowa rzecznika rządu, Adama Szłapki pod koniec ubiegłego roku przy okazji wizyty premiera Donalda Tuska na Litwie o tamtejszej… Polonii. Trudno ze spokojem przyjmować takie głupoty, które zapewne wynikają z braków w edukacji pana ministra, ale są też przejawem myślenia o tych sprawach wśród rządzących. Przypomnijmy więc panu Szłapce i innym podobnie (nie)myślącym: to są Polacy, tyle że zamieszkujący poza granicami Polski. Oni nigdy z Polski się nie wyprowadzili, zostali jej pozbawienie przez kaprys obcych mocarstw lub zbrodniczą politykę sowietów.
Wątpliwe dotacje
Sprawa jest tym bardziej bolesna, bo co chwila słyszymy kto i jakie pieniądze otrzymuje od państwa polskiego, w tym z Senatu ustawowo i zwyczajowo wskazanego do zajmowania się sprawami Polaków za granicami kraju. Tu tylko jeden przykład, ale niezwykle bolesny i okładający hańbą wszystkich, którzy maczali w tym palce. „Otwarty dialog” Bartosza Kramka i Ludmiły Kozłowskiej. Organizacji, od której – przepraszam za określenie – cuchnie Rosją tak intensywnie, że dotacje dla nich, także z Kancelarii Senatu są policzkiem wymierzonym w nas wszystkich.
Ale z dotacjami z budżetu państwa wyniknęła ostatnio ciekawa i dość tajemnicza historia. Oto okazuje się, że dotacje mógł otrzymać inny zasłużony polski klub, problem tylko jest taki, że… najprawdopodobniej już nie istnieje.
Przy okazji mamy dobry temat na dziennikarskie śledztwo. Otóż Wspólnota Polska otrzymała pieniądze na działalność struktur Polonii Wilno. To o tyle ciekawe, ponieważ byłem od 2011 r. w kontakcie z prezesem Polonii Wilno panem Kymso i z pierwszej ręki wiem, że po kumulacji kryzysu w 2012 r. (wycofanie z rozrywek), klub ostatecznie przestał istnieć w 2017. Jeszcze w lipcu 2025 r. usłyszałem na Rossie od Rajmunda Klonowskiego z Kuriera Wileńskiego, że Polonia Wilno „nie istnieje”. Sprawa jest dziwna, bo skoro Polacy zasłużeni dla wileńskiej wspólnoty nic nie wiedzą o reaktywacji klubu, to można mieć pewne obawy, gdzie powędrują te pieniądze. Staramy się ustalić, co tu się przez ostatnie pół roku zmieniło. Jeżeli się zmieniło – i rzeczywiście jest to próba reaktywacji Polonii Wilno, no cóż, oczywiście byłoby wspaniale – ale mamy tu sporo obaw.
Semper fidelis
Lwów to jedno z najważniejszych miast w historii Polski. Docenione już kilka wieków temu tytułem „Semper Fidelis” – zawsze wierne. W wyniku kaprysu mocarstw – a właściwie jednego satrapy, który może w taki sposób starał sobie powetować wcześniejszą klęskę zadaną właśnie w pobliżu tego miasta – na trwałe znalazło się poza granicami Polski. Wiemy już, że na Ukrainę w walce o pielęgnowanie śladów polskości nie możemy raczej liczyć. Przeciwnie, im bliżej będzie końca wojny, tym prawdopodobnie strona ukraińska będzie mniej skora do współpracy w tym zakresie. Taki chyba model kształtowania swojej tożsamości i prowadzenia polityki wobec sąsiadów wybrał Kijów. Niestety. Ale to w żaden sposób nie zdejmuje z nas obowiązku myślenia i kierowania się interesem Polski. A w naszym najgłębszym interesie jest pielęgnowanie pamięci o Polsce na tych terenach.
Ale walka o mieszkających tam Polaków i kultywowanie pamięci o wielowiekowej historii polskości na tych terenach to nie tylko zobowiązanie państwa. To także wezwanie dla nas. Nie może być tak, że obowiązek ten spełnia w imieniu całego narodu raptem kilkadziesiąt osób. Jesteśmy w stanie wzruszyć się losem odległych nam kulturowo i geograficznie ludzi organizując szumne akcje i asygnując na to miliony złotych. W porządku, pomagajmy wszędzie tam, gdzie są potrzebujący. Ale to tym bardziej zapytam, czy nie powinniśmy pomóc Polakom mieszkającym tuż za naszą granicą? Nie jesteśmy w stanie zebrać 30 tys. zł. na godne Święta dla grupy 100 osób? Pozwalamy by upadał na naszych oczach jeden z największych symboli polskości Lwowa, klub Trenera Tysiąclecia, Pana Kazimierza Górskiego.
Należy się to naszym Rodakom, którzy nie z własnej woli, a w wyniku decyzji obcych mocarstw znaleźli się poza granicami Polski. Należy się też to nam, bo jeżeli my o nich zapomnimy, to kim my będziemy?
***
FOT.
- Paweł Kiełbowicz na Cmentarzu Orląt we Lwowie.
- Kartka świąteczna z Pogoni Lwów.
***
Tu informacje jak można wesprzeć opisywane inicjatywy:
- Wielkanoc we Lwowie: Ludzie Dobrej Woli mogą przekazywać przelewy blikiem na nr tel. Fundacji „Bratnia Dusza”, tj. 511-243-447 lub na konto Fundacji „Bratnia Dusza” 13 8802 0002 2002 2003 5295 0001, z tytułem „na Wielkanoc we Lwowie”.
- Pomoc dla Pogoni Lwów: Każdy, kto docenia rolę, jaką odgrywają Pogończycy we Lwowie, może pomóc poprzez dokonanie wpłaty na poniższy numer konta Fundacji „Pogoń Lwów”: 80 1020 3017 0000 2802 0521 0846.