Polskie miliardy nie mogą być prezentem dla cudzych gospodarek

Polskie miliardy nie mogą być prezentem dla cudzych gospodarek

blank

Polska stoi dziś przed historycznym wyborem, który może zakończyć się budową narodowej potęgi przemysłowej albo widowiskowym frajerstwem. Atom, offshore i zbrojenia przestały być jedynie planami inwestycyjnymi, ponieważ stały się najpotężniejszym od dekad strumieniem publicznych pieniędzy. Ten gigantyczny kapitał albo zbuduje polską siłę, albo po prostu zasili konta zagranicznych koncernów i dostawców technologii. I właśnie o to toczy się dziś prawdziwa gra, ponieważ problem nie polega na tym czy wydawać, gdyż Polska te środki już angażuje i będzie angażować jeszcze więcej.

Prawdziwym wyzwaniem jest takie ustawienie reguł gry, by z setek miliardów złotych pozostały w kraju realne fabryki, nowe kompetencje i firmy zdolne do globalnej konkurencji. Jeśli tego nie dopilnujemy, zostaniemy jedynie z nowoczesną infrastrukturą i ogromnymi rachunkami, ale bez rzeczywistych zysków gospodarczych. Państwo musi przestać zachowywać się jak hojny klient, a zacząć działać jak świadomy gracz.

Modernizacja państwa w cieniu rekordowych kwot

W debacie publicznej zbyt często ulegamy wygodnemu złudzeniu, że sama skala kontraktów jest już dowodem sukcesu. Wysokość wydatków nie buduje jednak automatycznie siły państwa, ponieważ można przeznaczyć fortunę na zakupy za granicą i montaż u siebie, by na koniec odkryć, że najwyższa wartość dodana bezpowrotnie wypłynęła z kraju.

Skala pieniędzy, o których mowa w 2026 roku, jest przy tym porażająca. Budowa elektrowni „Lubiatowo-Kopalino” to projekt wyceniany obecnie na około 192 miliardy złotych.Warto przypomnieć, że w grudniu 2025 roku Komisja Europejska ostatecznie zatwierdziła dla tego przedsięwzięcia pakiet pomocy publicznej wart ponad 60 miliardów złotych, co otworzyło drogę do stabilnego finansowania. Jednocześnie w budżecie na 2026 rok na cele obronne zarezerwowano rekordowe 200,1 miliarda złotych, co stanowi 4,81 procent PKB.Do tego dochodzi program morskiej energetyki wiatrowej opiewający na kwoty rzędu 130 miliardów złotych. Jeśli te środki nie przełożą się na trwałe wzmocnienie rodzimego przemysłu, Polska pozostanie jedynie placem budowy dla cudzych interesów.

Koniec z fikcją „polskich” firm

Musimy natychmiast zerwać z fikcją polskiej firmy definiowanej jedynie przez tabliczkę na drzwiach
i wpis do rejestru. Przy inwestycjach o znaczeniu strategicznym nie wolno dłużej operować atrapami pojęć. Polski Związek Pracodawców Budownictwa słusznie wskazuje, że liczy się wyłącznie realna obecność gospodarcza, czyli faktyczne zaplecze operacyjne, miejsca pracy oraz podatki płacone w kraju. Bez takiego rozróżnienia cały komponent krajowy okaże się wyłącznie sztuczką księgową,w której na papierze wszystko wygląda poprawnie, a w praktyce kontrola nad zyskiem i technologią ucieka za granicę.

Jak tłumaczy jeden z członków rady PZPB, Wojciech Trojanowski,wiceprezes Strabaga, muszą to być firmy, które przynajmniej od czterech lat prowadzą działalność w Polsce a 50 proc. ich przychodów pochodzi z polskiego rynku.

Najgorszy scenariusz zakłada sytuację, w której my finansujemy projekty i bierzemy na siebie ryzyko, podczas gdy kluczowe technologie, najwyższe marże oraz serwis pozostają poza naszymi granicami. Wtedy cała opowieść o modernizacji staje się po prostu drogim i gospodarczo ułomnym widowiskiem.

Systemowe premiowanie udziału krajowego przemysłu

Energetyka i zbrojenia muszą być traktowane jako wspólna szansa na stworzenie nowego zaplecza technologicznego i kadrowego. Potrzebne są tu jednak konkretne decyzje zamiast kolejnych rytualnych opowieści o wspieraniu rodzimego biznesu. Wojciech Trojanowski zwraca w tym kontekście uwagę na bezpieczeństwo, w tym infrastruktury, z której większość jest w tej chwili podwójnego przeznaczenia.

Kluczowym krokiem musi być głęboka nowelizacja Prawa zamówień publicznych, która w inwestycjach strategicznych wprowadzi obligatoryjne premiowanie wykonawców realnie zakorzenionych w Polsce. Równie istotne jest wpisanie zasady local content bezpośrednio do ustaw sektorowych regulujących energetykę jądrową oraz wiatrową, aby udział krajowego zaplecza stał się sztywną regułą, a nie kwestią dobrej woli inwestora. Każde duże zamówienie powinno być bezdyskusyjnie powiązane z ustawowym obowiązkiem transferu technologii oraz utrzymania serwisu na terenie kraju. Państwo musi zacząć publicznie rozliczać, ile wartości z tych inwestycji faktycznie zostaje w kraju, ponieważ świat już dawno zrozumiał, że gospodarka nie jest tylko grą cen, ale przede wszystkim grą o władzę i kontrolę.

Sprawdzian dla polskiej suwerenności

Cała Europa mówi dziś o strategicznej autonomii, a Polska nie może w tej sytuacji pozostać ostatnim naiwnym liberałem na kontynencie, który wierzy, że samo wydawanie pieniędzy załatwi sprawę. Państwo, które przy tak ogromnych nakładach nie potrafi zabezpieczyć własnego interesu, nie prowadzi polityki rozwoju, lecz jedynie organizuje kosztowny transfer środków przez własne terytorium.

Dlatego politycy muszą wreszcie zrobić to, czego dotąd unikali i jasno zdefiniować czym jest podmiot krajowy oraz wymusić transfer kompetencji. Trzeba zacząć rozliczać efekty nie z liczby podpisanych umów, ale z tego, ile trwałej siły gospodarczej zostało w Polsce. Ostatecznym testem skuteczności będzie to czy dzięki tym miliardom realnie wzrośniemy w siłę, czy tylko sfinansujemy rozwój innych, głośno się tym chwaląc przed własnymi obywatelami.

Autor tekstu
Ignacy K. Krasicki

Ignacy K. Krasicki

Absolwent Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego. Zajmuje się historią i polityką regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Dla Dobitnie pisze m.in. o nauce, nowych technologiach i gospodarce.

Wyszukiwarka
Kategorie
Ignacy K. Krasicki

Ignacy K. Krasicki

Absolwent Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego. Zajmuje się historią i polityką regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Dla Dobitnie pisze m.in. o nauce, nowych technologiach i gospodarce.

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
blank