Reaktywność stała się fundamentem polskiej legislacji. Ostatnie dni przyniosły dwa przykłady stosowania tej zasady przez polityków. Oczywiście, lepiej być mądrym po szkodzie, niż ślepym na zagrożenia, ale też nie jest dobrze pod osłoną wzniosłych haseł załatwiać swoje drobne polityczne interesy.
Trudno być przeciw. Przepis łatwo uchwalić, kary można egzekwować skutecznie, zwłaszcza że budżet państwa potrzebuje pieniędzy. Szkoda, że reprezentanci rządu nie zwrócili uwagę na to, że Polska ma o dwie trzecie więcej niestrzeżonych przejazdów kolejowych w stosunku do długości linii, niż wynosi średnia unijna. Jesteśmy na szóstym miejscu w Europie – na 100 km linii kolejowej przypada ponad 30 przejazdów pasywnych, a we Włoszech niecałe 3 i pół. W 2024 roku ponad 60% wszystkich wypadków na przejazdach i przejściach kolejowych wydarzyło się właśnie na przejazdach niestrzeżonych.
Polska należy do państw UE o największej liczbie przejazdów kolejowych bez aktywnych zabezpieczeń. Jednocześnie ma najwyższą w UE liczbę śmiertelnych ofiar wśród użytkowników przejazdów. W Polsce większość wypadków na przejazdach zdarza się na przejazdach kategorii D, pozbawionych rogatek i sygnalizacji świetlnej.
I czy słyszymy jakieś zapowiedzi ze strony PKP i resortu infrastruktury? Nie. Protestują za to maszyniści, którzy chcą zwrócić uwagę na problem. Skutecznie? Śmiem wątpić. Rządzący chcą poprzestać na podnoszeniu kar dla drogowych idiotów.
Minister może być karany, starosta – nie
Drugi przykład reaktywności pochodzi z ław opozycji. Posłanka PiS Wioletta Kulpa chce zakazać zasiadania w zarządach powiatów i województw osobom skazanym prawomocnymi wyrokami za przestępstwa umyślne. Byłoby to znacznie surowsze, niż w przypadku posłów, którzy tracą bierne prawo wyborcze w przypadku skazania na karę pozbawienia wolności, ale nie na karę grzywny czy ograniczenia wolności. Osoba karana może być za to na przykład ministrem. Nie mówiąc już o radnych gminy, którzy żadnych ograniczeń nie mają.
Radni na podwójnym gazie
Warto przy tym pamiętać, że podobne przypadki nie były dotąd dla polityków PiS powodem do szczególnego moralnego alarmu. Artur M., radny miejski w Skarżysku-Kamiennej wybrany z PiS, prowadził po alkoholu i potrącił 83-letnią kobietę. Mandatu nie stracił, dokończył kadencję, a w 2024 roku ponownie kandydował do rady miasta. W Dęblinie radny PiS Leopold Ś. został zatrzymany po jeździe samochodem z niemal 3 promilami alkoholu. Zrezygnował z funkcji wiceprzewodniczącego rady, ale mandat zachował do końca kadencji.
Podobnie było w Jędrzejowie. Radny miejski Paweł K., wybrany z listy PiS, prowadził samochód mając ponad 2 promile alkoholu. Został skazany i dostał czteroletni zakaz prowadzenia pojazdów, ale mandatu radnego natychmiast nie stracił.
Posłanka z PiS kontra polityk PSL
Czemu więc pani Kulpa uparła się akurat na tak wąski wycinek samorządu? Otóż w jej okręgu, w Płocku, sąd ukarał starostę z PSL, który wsiadł na kółko na podwójnym gazie. Starosta nie ściemniał, przyjął karę, w dodatku sam sobie wymierzył dodatkową karę, zrzekając się uposażenia. Ale starostą pozostaje.
Trudno nie odnieść wrażenia, że pani posłanka, dmąc w trąby moralnego wzmożenia, chce drogą ustawową utrącić popularnego politycznego rywala.
Co ma jedno do drugiego, przejazdy do karanych samorządowców? Ano ma. Regulacje proponowane wycinkowo, na chybcika, z politycznym tłem nie przynoszą rozwiązania problemów, a często powiększają chaos. Politykom zaś dają złudne poczucie, że przecież coś zrobili.
To tak pro memoria, gdy będziemy słuchać pięknych obietnic w nadchodzącej kampanii wyborczej.
