SEPT – Subiektywny Energetyczny Przegląd Tygodnia – odc. 45

SEPT – Subiektywny Energetyczny Przegląd Tygodnia – odc. 45

blank

Poniedziałek – 17 sierpnia

Wojna w rejonie Zat. Perskiej. Bez zmian, to znaczy bez rozstrzygnięć.

Konflikt się tli, choć bez większych fajerwerków militarnych. Iran nie odpuszcza, Trump też nie. Wojna utknęła w Ormuzie. To faza, gdzie więcej jest gróźb niż dyplomacji. O zawartym w czerwcu tymczasowym porozumieniu, które miało doprowadzić do trwałego zakończenia działań wojennych, już chyba nikt nie pamięta. Teheran twierdzi jedno, Waszyngton drugie. Oczywiście, najważniejszą kwestią jest cieśnina Ormuz, która stała się symbolem całej wojny. Iran nie zamierza jej otworzyć bez spełnienia swoich warunków – przede wszystkim zniesienia amerykańskiej blokady. USA odpowiadają presją militarną i gospodarczą, zapowiadając dalsze sankcje. Ruch tankowców przez Ormuz spadł do ułamka poziomu sprzed wojny, co zaczyna coraz mocniej odbijać się na światowym rynku ropy. Ale negocjacje nie zostały całkowicie pogrzebane. Toczą się zakulisowe rozmowy za pośrednictwem Omanu, Pakistanu i Kataru, a Waszyngton szuka też innych rozwiązań.

Świat się przygląda i póki co, płaci. Ropa Brent kosztowała ok. godz. 12 ponad 84 USD za baryłkę. Trzeba przyznać, że Ormuz stał się nie tylko symbolem, ale idealnym alibi dla różnych rządzących, którzy mogą teraz wskazywać na wojnę, jako przyczynę kłopotów. Widzimy to w Stanach Zjednoczonych, w Europie no i oczywiście w Polsce. U nas ta retoryka jest szczególnie chętnie eksploatowana.

***

Pierwszy dzień obowiązywania kolejnej edycji programu rządowego „CPN – Ceny paliw niżej”.

Tylko, że mamy właśnie za sobą krajowy szczyt wakacyjny, gdzie czynnik cen paliw był szczególnie istotny. Trochę to wygląda, jakby rząd chciał tak ulżyć kierowcom, by nie specjalnie im pomóc. Wiem, brzmi paradoksalnie, ale czy naprawdę nie można było ustalić daty obowiązywania niższych na choćby tydzień wcześniej lub na początek sierpnia? Oczywiście, poza konkurencją był minister energii, Miłosz Motyka, który z całą charakterystyczną dla siebie dezynwolturą Nikodema Dyzmy na brydżu u hrabiny Przełęskiej stwierdził: „Uruchamiamy pakiet „CPN” na dwa tygodnie sierpnia, w okresie największego ruchu na polskich drogach. To konkretna pomoc dla kierowców, finansowana z budżetu państwa – mimo że decyzja prezydenta o skierowaniu podatku od nadmiarowych zysków koncernów paliwowych do Trybunału Konstytucyjnego zablokowała środki, które mogliśmy przeznaczyć na ten cel.” Bez komentarza.

Wtorek – 18 sierpnia

UE odchodzi od węgla. Świat nie zamierza.

Europa naprawdę wychodzi z węgla, na co wskazują dane Eurostatu. W 2025 r. udział węgla w produkcji energii elektrycznej w UE spadł do rekordowo niskiego poziomu 9,2%. Węgiel kamienny odpowiadał za 3,7% produkcji, a brunatny za 5,5%. Przekładając to na wolumeny wyprodukowanej energii to węgiel kamienny przyniósł 105,60 TWh, a brunatny 154,19 TWh. Jeszcze w 1990 r. oba surowce dawały ponad jedną trzecią unijnej produkcji prądu.

To rzeczywiście ogromna zmiana. W ciągu 35 lat węgiel przeszedł w UE z pozycji jednego z fundamentów elektroenergetyki do paliwa odpowiadającego za mniej niż jedną dziesiątą produkcji prądu. Eurostat podaje również, że w 2025 r. konsumpcja węgla kamiennego spadła do 107 mln ton, a brunatnego do 184 mln ton – w obu segmentach najniższe wyniki w historii.

Ale Europa to nie świat. Według najnowszych danych Międzynarodowej Agencji Energetycznej światowe zapotrzebowanie na węgiel w 2025 r. nie spadło, lecz wzrosło o 0,4 proc. czyli ok. 30 mln ton więcej niż rok wcześniej. W 2025 r. było to 8,82 mld ton wobec 8,79 mld w 2024. Innymi słowy, podczas gdy Europa konsekwentnie ogranicza wykorzystanie węgla, globalny rynek nadal utrzymuje się w pobliżu rekordowych poziomów.

Oczywiście można powiedzieć, że światowa transformacja dopiero się rozpędza. Ale warto zauważyć jej geograficzną specyfikę. Największe zapotrzebowanie na energię pojawia się dziś poza Europą, przede wszystkim w Azji. Chiny, Indie i inne szybko rozwijające się gospodarki potrzebują energii dla przemysłu, infrastruktury i rosnącej konsumpcji. Węgiel pozostaje tam jednym z podstawowych źródeł tej energii. Dlatego europejskie statystyki, choć prawdziwe, mogą prowadzić na manowce. Bo UE rzeczywiście dekarbonizuje swoją elektroenergetykę, tyle że jej udział w światowym zużyciu węgla jest niewielki – 3,3%. A więc europejskie trendy w tym zakresie nie wiele znaczą w światowej gospodarce.

I trudno nie zadać pytania. Co osiągniemy ograniczając zużycie węgla, gdy Świat w tym samym czasie je zwiększa? I drugie, oczywiste w tej sytuacji – skoro UE się dekarbonizuje, by ograniczać emisję CO2 , to co osiągniemy w realnej walce z redukcją emisji, gdy unijne zużycie węgla stanowi raptem 3% światowego?

Dlatego, nigdy dość powtarzania: Polska powinna znacznie bardziej pragmatycznie podchodzić do własnej transformacji. Kierować się wyłącznie własnym interesem i bezpieczeństwem energetycznym. I zanim zlikwidujemy kolejne krajowe źródła węglowe (tu pomijam konieczność zamknięcia produkcji w zakładach trwale nierentowanych lub zagrażających życiu górników i mieszkańców) warto odpowiedzieć na jedno proste pytanie: czym je zastąpimy – i czy nowe źródła zapewnią nam równie wysokie bezpieczeństwo, konkurencyjne ceny oraz niezależność energetyczną?

***

Jeszcze o Zat. Perskiej. Donald Trump opublikował w mediach społecznościowych grafikę, na której obszar cieśniny Ormuz został określony, jako terytorium USA.

Hm… We Włoszech na piłkarzy o wybitnych umiejętnościach, ale też nieprzeciętnej kreatywności i wyobraźni mówi się „fantasista”. Nie wiem, ale tak mi się skojarzyło. I tylko śmieszą mnie te pełne oburzenia lub wręcz histeryczne komentarze i lamenty części komentatorów. Szczególnie zapadł mi w pamięci, jeden nazywający się ekspertem ds. energetyki.

Kilka godzin później Trump opublikował kolejną grafikę. Nawet nie wiem do końca, jaką, chyba, że Ormuz nie jest już terytorium USA. Tylko, jakie ma to znaczenie? Realne sprawy, dzieją się gdzieindziej, na pewno nie w mediach społecznościowych i na pewno nie w histerycznych komentarzach.

Środa – 19 sierpnia

Porsche potrzebuje chińskiego ratunku. To modelowy przykład zielonej hipokryzji UE.

Porsche, jedna z najbardziej rozpoznawalnych marek niemieckiego przemysłu motoryzacyjnego, opuszcza wspólny tzw. pool emisji CO2 Volkswagena i na lata 2026–2027 tworzy nowy z chińskim producentem samochodów elektrycznych XPeng. Nie dlatego, że obie firmy odkryły nagle wspólną filozofię motoryzacji. Powód jest znacznie bardziej prozaiczny: unijne przepisy pozwalają producentom łączyć swoje wyniki emisyjne i rozliczać je wspólnie. Mechanizm jest prosty. Porsche sprzedaje samochody o relatywnie wysokiej emisji CO2, XPeng – niemal wyłącznie elektryczne. Po połączeniu ich wyników powstaje średnia, która ułatwia spełnienie unijnego limitu. To nie jest żadna redukcja emisji w fabrykach. To wyłącznie księgowy zabieg pozwalający na kłamliwe oświadczenia o redukcji emisji. A dalej już wiemy: niektóre media, sprzedajni eksperci, egzaltowani aktywiści i cyniczni politycy – wszyscy będą nam wmawiali, jak to emisje spadają. Ale wszystko zgodnie z zasadami wymyślonymi w Brukseli.

Tu wychodzi na jaw paradoks całego systemu.  UE z jednej strony tworzy coraz bardziej wyśrubowane normy, a z drugiej pozwala producentowi, który ma problem z ich spełnieniem, znaleźć sobie pozaeuropejskiego partnera z odpowiednio niską emisją. Tym partnerem może być nawet chiński producent samochodów elektrycznych! A przecież konkurencja z Państwa Środka jest powodem dramatycznej sytuacji niemieckiej motoryzacji, czego Volkswagen Group, a w jej ramach Porsche A.G. jest najlepszym przykładem. Porsche przechodzi restrukturyzację, ogranicza zatrudnienie, Reuters informował o planach redukcji około 9000 miejsc pracy do 2035 r. – około jednej piątej obecnego zatrudnienia. Volkswagen również stoi przed koniecznością głębokiej restrukturyzacji; mowa jest nawet o 50 tys. miejsc pracy i możliwych zamknięciach fabryk w Niemczech. A przecież to właśnie niemiecki przemysł samochodowy miał być jednym z wielkich zwycięzców „zielonej transformacji”.

To kolejny i jakże symboliczny przykład porażki unijnego modelu klimatycznego.  Wielkiego planu modernizacyjnego, który sieje zniszczenie europejskiej gospodarki i to w jej najlepszym – jak się wydawało do niedawna – wydaniu, a przy okazji destruuje poczucie, że w UE obowiązują równe i uczciwe zasady. Last but not least: planu, który wpycha nas w objęcia gospodarcze Chin.

Czwartek – 20 sierpnia

Message od Saudi Aramco: ropa płynie, nie ma powodu do paniki.

Jak donosi Biznes Alert, saudyjski gigant naftowy zapewnił właśnie europejskie rafinerie o realizacji pełnych wrześniowych dostaw, mimo napięć na kluczowych szlakach transportowych. Mowa o co najmniej trzech europejskich rafineriach. To ważna informacja w sytuacji, w której wojna i ryzyko związane z żeglugą przez cieśninę Ormuz mogłyby sugerować nadchodzący kryzys podażowy.  Tymczasem największy producent ropy na świecie nie sygnalizuje europejskim odbiorcom problemów z realizacją zobowiązań. Co więcej, Aramco po około trzytygodniowej przerwie wznowiło załadunki w terminalach Ras Tanura i Juaymah. W dniach 12–16 sierpnia trzy tankowce VLCC zabrały stamtąd około 2 mln baryłek każdy.

Rzecz jasna, nie jest to równoznaczne ze stwierdzeniem, że wojna nie powoduje problemów.  Przeciwnie, transport ropy jest znacznie trudniejszy, a przez to generuje dodatkowe ryzyka i koszty. Część armatorów unika najbardziej ryzykownych akwenów, a dostawcy muszą szukać innych opcji logistycznych. Jednym z rozwiązań są dostawy przez egipski terminal Sidi Kerir, znajdujący się już po śródziemnomorskiej stronie szlaków zagrożonych działaniami wojennymi. Aramco wykorzystuje również przeładunki statek–statek w rejonie Zatoki Omańskiej.

I właśnie tutaj warto zachować odrobinę proporcji.  Ryzyko jeszcze poważniejszego kryzysu energetycznego istnieje, ale nie oznacza to, że nastąpi zaraz katastrofa. Rynek ropy dysponuje zapasami, innymi trasami, różnymi gatunkami surowca oraz możliwością zmiany kierunków dostaw. Arabia Saudyjska ma przy tym ogromny interes w utrzymaniu eksportu. Europa ma natomiast interes w tym, aby ten eksport do niej docierał. No właśnie, słowo klucz – interes, a precyzyjniej interesy i kryjące się za nimi ogromne pieniądze. A to często najlepszy środek łagodzenia napięć i szukania pokojowych rozwiązań.

W tej sytuacji, tym bardziej warto zadać pytanie o ceny paliw na polskich stacjach.  Jeżeli dostawy ropy do europejskich rafinerii są utrzymywane, a rynek – mimo wojny – nadal funkcjonuje, to ciągłe tłumaczenie wysokich cen paliw wyłącznie sytuacją geopolityczną jest co najmniej dużym uproszczeniem. Oczywiście, wojna może podnosić koszty i premię za ryzyko, nie oznacza jednak, że każda złotówka przy dystrybutorze jest jej skutkiem.

Piątek – 21 sierpnia

Kłopoty z polskim atomem?

Pewne zamieszanie, by nie powiedzieć konsternację, wywołała niedawna wypowiedź Krzysztofa Bosaka, wicemarszałka Sejmu w Radiu WNET, w której kwestionował optymizm przedstawicieli Rządu i spółki Polskie Elektrownie Jądrowe (PEJ) w sprawie realizacji pierwszej naszej inwestycji na Pomorzu. Zwracał uwagę na trudności w relacjach między partnerami polskim i amerykańskim i coraz wyraźniej rysujący się brak wzajemnego zaufania. Wcześniej o kłopotach wspominali dziennikarze Rzeczpospolitej. Co ciekawe, właściwie nie wybrzmiało poważniejsze dementi przedstawicieli Rządu czy PEJ, a wręcz uzyskaliśmy potwierdzenie kłopotów jakie pojawiły się przy negocjacjach w rozmowie Marka Woszczyka, prezesa PEJ z Wojciechem Jakóbikiem dla podcastu Energy.Drink.

Teraz Wojciech Jakóbik w swoim tekście spróbował zebrać ostatnie informacje na ten temat. I obraz, który się z nich wyłania, nie jest specjalnie optymistyczny.  Negocjacje dotyczące umowy na budowę elektrowni z amerykańskim Westinghouse przeciągają się, a ich finał jest obecnie zapowiadany dopiero na koniec 2026 roku. Wprawdzie, prezes PEJ przyznaje, że obie strony chcą szybko zakończyć rozmowy, ale jednocześnie żadna nie zamierza zaakceptować warunków, które uzna za niekorzystne. Problem jest tym poważniejszy, że w tle znajduje się porozumienie międzyrządowe Polska-USA z 2020 roku. Amerykanie interpretują niektóre jego zapisy jako podstawę do znacznie szerszego zaangażowania w polski program jądrowy, podczas gdy z polskiej perspektywy dokument nie był bezwarunkowym przyznaniem Amerykanom całego programu. Co więcej, pierwotnie rozważano model, w którym partner technologiczny miałby wejść kapitałowo do PEJ, obejmując nawet 49 proc. udziałów. Amerykanie takiego rozwiązania jednak nie zaakceptowali.

I właśnie pieniądze oraz udział kapitałowy mogą być dziś jednym z najważniejszych punktów spornych.  Aktualizacja Programu Polskiej Energetyki Jądrowej z 2026 roku zakłada bowiem, że przyszli dostawcy technologii powinni uwzględniać w swoich ofertach udział kapitałowy generalnego wykonawcy lub dostawcy technologii. Tymczasem – jak wynika z ustaleń Jakóbika – Amerykanie nie chcą ustąpić w tej kwestii. Jest jednak i druga strona medalu. Polska nie jest już w sytuacji sprzed kilku lat, kiedy wybór technologii amerykańskiej wydawał się praktycznie przesądzony. Francja, Korea Południowa czy Kanada również mogą zaoferować zaangażowanie kapitałowe. Problem w tym, że zmiana partnera oznaczałaby kolejne lata, których polski atom po prostu nie ma. Największym zagrożeniem staje się więc czas. Jeżeli kontrakt nie zostanie zawarty szybko, może zacząć się przesuwać również termin uruchomienia pierwszego reaktora, dziś wskazywany na 2036 rok. A polska energetyka od dekad czeka na swój atom.

Rzecz jasna, nie mówimy tu o negocjacjach zwykłego kontraktu biznesowego.  To projekt o znaczeniu strategicznym i geopolitycznym, będący elementem relacji Polski z USA, dlatego można zrozumieć, że czasem pojawia się impas. Z drugiej strony, najgorsze byłoby to, gdy po latach przygotowań, tworzenia kolejnych programów rządowych, powoływania spółek celowych, wyboru partnera, a wreszcie negocjacji, nie będziemy mieli ani kontraktu ani elektrowni.

Sobota – 22 sierpnia

Wracamy do stopni zasilania, a Rząd chce płacić za wyłączenia prądu.

Stopnie zasilania kojarzą się wielu Polakom jeszcze z czasami państwa rządzonego przez komunistów i częstymi ograniczeniami mocy w sieciach, a nawet wyłączeniami energii elektrycznej. Później takie sytuacje były rzadkością. W sierpniu 2015 r. przy wysokich temperaturach, problemach z chłodzeniem elektrowni, awariach i remontach bloków, w Krajowym Systemie Elektroenergetycznym (KSE) zabrakło odpowiedniego marginesu bezpieczeństwa. PSE musiało interweniować i ostatecznie konieczne było wprowadzenie 20. stopnia zasilania.

Według resortu energii doświadczenia tamtego kryzysu pokazały potrzebę stworzenia skuteczniejszych mechanizmów zachęcających odbiorców do wykonywania ograniczeń.  Stąd projekt rozporządzenia oznaczony symbolem RD314 (w sprawie w sprawie szczegółowych zasad i trybu wprowadzania ograniczeń w sprzedaży paliw stałych oraz w dostarczaniu i poborze energii elektrycznej lub ciepła), który trafił do konsultacji w połowie lipca. Najważniejsza nowość jest dość prosta: państwo nie chce karać przedsiębiorcę za niewykonanie polecenia ograniczenia poboru, ale zapłacić mu za to, że wykonał prawidłowo dyspozycję operatora. Mechanizm ma dotyczyć odbiorców posiadających moc umowną co najmniej 300 kW, czyli z reguły dużych przedsiębiorstw. Dzisiaj wobec przedsiębiorców w podobnych kryzysowych sytuacjach jest przede wszystkim sankcja, czyli możliwość nałożenia przez URE kary. Rozporządzenie dodaje do niego zachętę w postaci ryczałtowego wynagrodzenia. Określona zostaje także lista podmiotów zwolnionych z przedmiotowych ograniczeń.

Do 14 sierpnia był termin zgłaszania uwag w ramach konsultacji społecznych i trzeba przyznać, że wiele podmiotów skorzystało z tej możliwości, a wśród wnioskodawców znalazły się m.in. firmy z branży energetycznej, czołowe organizacje zrzeszające pracodawców, organizacje branżowe, społeczne.  Bodaj główne wątpliwości i postulaty dotyczą kto powinien być chroniony przed ograniczeniami, czyli pojawiła się cała gama propozycji rozszerzających przedmiotowy katalog m.in. o firmy zarządzające infrastrukturą wodociągową, centrami danych, częścią infrastruktury cyberbezpieczeństwa etc. Kolejne pytania dotyczą wysokości wynagrodzenia. Przedsiębiorca może bowiem ograniczyć produkcję, ponieść koszty zatrzymania instalacji, utracić przychody, a czasami również ponieść konsekwencje technologiczne. Ryczałt wypłacany za redukcję poboru nie musi więc odpowiadać rzeczywistym kosztom ponoszonym przez zakład. Ponadto, projekt koncentruje się na dużych odbiorcach, podczas gdy ograniczenia mogą mieć również konsekwencje dla mniejszych firm. To istotne, bo gospodarka jest systemem naczyń połączonych. Duży zakład może ograniczyć produkcję, ale jego dostawcy i podwykonawcy również mogą odczuć skutki takiej decyzji.

Na koniec należy uspokoić, RD314 nie oznacza, że rząd spodziewa się blackoutu już teraz.  Jest raczej próbą przygotowania procedury na sytuację, w której PSE wyczerpią inne możliwości ratowania bilansu systemu i konieczne stanie się ograniczenie poboru. Można i nawet trzeba dyskutować o konkretnych rozwiązaniach, w tym o liście podmiotów uprawnionych i zasadach wypłaty wynagrodzeń, ale nie zmienia to faktu, że takie propozycje wydają się konieczne. Stąd inicjatywa resortu energii jest warta wsparcia.

Niedziela – 23 sierpnia

Warto jeszcze wrócić do głośnej rozmowy/debaty w programie Kontra na kanale youtube red. Bogdana Rymanowskiego z udziałem prof. Ziemowita Malechy i Jakuba Wiecha.

Po programie rozpętała się burza, raz, że jak to w sieci (szczególnie na portalu X) zaczęła się natychmiastowa dyskusja – kto wygrał, a jeszcze lepiej – kto kogo zmiażdżył… Do tego nie będę się specjalnie odnosił, choć zaznaczam, że moim nieobiektywnym zdaniem, dużo lepiej zaprezentował się prof. Malecha (znany też z łam DOBITNIE). I tu już nawet nie chodzi o to, że do opinii prezentowanych przez naukowca z Politechniki Wrocławskiej jest mi zdecydowanie bliżej, ale o to, kto był bardziej wiarygodny. I tu red. Wiech (szef portalu elektryfikacja.pl) nie wypadł tak przekonywująco, choć trzeba przyznać, że był przygotowany do programu. I jak miałbym to opisać w jednym zdaniu, to chyba najlepiej pasowałaby parafraza jednego z dialogów słynnego filmu „Psy” – dla prof. Malechy, to rutyna, a dla red. Wiecha to szczyt możliwości.

Ale ciekawe było to, że po programie ruszyła cała machina dyskredytowania prof. Malechy.  Szkoda, że dołączył ochoczo do niej Jakub Wiech. Tak trochę, jakby nie mógł się pogodzić z tym, jakie wrażenie po sobie zostawił. Jako argument wykorzystano trzy elementy: słowa naukowca, że polska energetyka nie korzysta z importowanego węgla, negowanie rzekomego spadku emisji CO2 w Chinach i sprawa metaanalizy jaka opublikowana została w czasopiśmie PNAS przez prof. Adama Pollacka dot. wiarygodności naukowych artykułów podejmujących temat zmian klimatu. Ziemowit Malecha każdy z tych tematów omawia w tekście, jaki zamieścił po programie na portalu Linkedin. Nie będę tu szczegółowo omawiał, zachęcam do lektury. Ale to także memento dla nas, by zawsze z ostrożnością podchodzić do tych wszystkich „oczywistych” i „udowodnionych” teorii, o których ciągle możemy usłyszeć od – jak to ujmował w swojej książce Alex Epstein – „wyznaczonych ekspertów”.

***

FOT. Obraz wygenerowany przez AI.

***

Źródła:

  • www.investing.com
  • www.reuters.com/world/china/trump-wants-more-economic-pressure-iran-what-are-his-options-2026-08-16/?utm_source=chatgpt.com
  • www.gov.pl/web/energia/taniej-na-stacjach-paliw-rzad-uruchamia-program-oslonowy-cpn
  • www.ec.europa.eu/eurostat/en/web/products-eurostat-news/w/ddn-20260813-1
  • www.iea.org/reports/global-energy-review-2026/coal?utm_source=chatgpt.com
  • www.gramwzielone.pl/trendy/20372762/europa-ogranicza-wegiel-polska-nadal-mocno-od-niego-zalezy
  • www.businessinsider.com.pl/wiadomosci/donald-trump-ma-nowy-plan-w-sprawie-ormuzu-swietny-pomysl/tme7pj3
  • www.eletric-vehicles.com/xpeng/porsche-quits-vw-emissions-pool-as-ev-sales-slump-turns-to-chinas-xpeng/?utm_source=chatgpt.com
  • www.reuters.com/business/world-at-work/porsche-cut-another-5000-jobs-2026-07-27/?utm_source=chatgpt.com
  • www.biznesalert.pl/aramco-utrzymuje-pelne-dostawy-do-europy-mimo-napiec-na-kluczowych-szlakach/
  • www.youtube.com/watch?v=LO2ViSMtsRc
  • www.energia.rp.pl/atom/art44944901-polskie-firmy-maja-zarobic-na-atomie-rzad-twardo-negocjuje-z-usa?utm_source=chatgpt.com
  • www.forsal.pl/biznes/energetyka/artykuly/11285177%2Ckolejka-chetnych-na-polska-elektrownie-jadrowa-czy-reaktory-dotra-n.html?utm_source=chatgpt.com
  • www.youtube.com/watch?v=MMhjiWFyj_g
  • www.energydrink.today/2026/08/21/polska-usa-umowa-na-budowe-elektrownia-jadrowa-negocjacje-offset-2026-energetyka-atom/
  • www.legislacja.rcl.gov.pl/projekt/12412602
  • www.gov.pl/web/premier/projekt-rozporzadzenia-rady-ministrow-w-sprawie-szczegolowych-zasad-i-trybu-wprowadzania-ograniczen-w-sprzedazy-paliw-stalych-oraz-w-dostarczaniu-i-poborze-energii-elektrycznej-lub-ciepla4?utm_source=chatgpt.com
  • www.wysokienapiecie.pl/120948-kto-ma-byc-odbiorca-chronionym-przed-wylaczeniem-rzad-ma-nowe-pomysly/
  • www.youtube.com/watch?v=VeM1Guh7Viw
  • www.linkedin.com/pulse/kr%C3%B3tkie-podsumowanie-mojej-debaty-z-redaktorem-jakubem-malecha-aagbf/?originalSubdomain=pl
Autor tekstu
Paweł Przychodzeń

Paweł Przychodzeń

prawnik, menedżer, ekspert w branży zamówień publicznych, od lat zajmuje się zawodowo sektorem energetycznym m.in. były wiceprezes PGNiG Termika (obecnie Orlen Termika).

Wyszukiwarka
Kategorie
Paweł Przychodzeń

Paweł Przychodzeń

prawnik, menedżer, ekspert w branży zamówień publicznych, od lat zajmuje się zawodowo sektorem energetycznym m.in. były wiceprezes PGNiG Termika (obecnie Orlen Termika).

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
blank