Spirala zadłużenia Polski pod rządami Donalda Tuska nabiera tempa. W 2027 roku co 6 złotówkę z podatków przeznaczymy na spłatę długów. Do prosta droga do katastrofy i bankructwa państwa…
W 2027 r. 107 mld na spłatę zadłużenia
W budżecie państwa na 2026 koszty obsługi długu wynosiły od stycznia do sierpnia 49,4 mld zł. W tym samym czasie wpływy do budżetu z podatków osiągnęły poziom 387 mld zł. Zatem co ósma złotówka podatków w Polsce, które trafiają do budżetu centralnego, kierowana była na spłatę zaciągniętego przez państwo zadłużenia. W projekcie budżetu na 2027 jest to już 107 mld zł, czyli 15,4 proc. wpływów. Innymi słowy, w przyszłym roku już niemal co szósta złotówka podatków pójdzie na odsetki od zaciągniętych przez państwo pożyczek.
Nie jest to sytuacja nowa. 15 proc. odnotowano w 2013 r., jeszcze za poprzednich rządów koalicji PO-PSL. Ratunkiem dla finansów publicznych było wówczas zajęcie (kradzież) ponad 150 mld zł środków oszczędzających w OFE i przeksięgowanie ich do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, które dokonało się na początku 2014 r. Krótka jest pamięć wyborców Koalicji.
Dług nowotworem niszczącym gospodarkę państw świata, jednak nie w równym stopniu
Za 10-letnie obligacje skarbowe polski rząd musi zaoferować inwestorom już około 6,4 proc. rocznych odsetek, żeby ci zdecydowali się je kupić. To prawie 20% więcej niż rok temu. Podobna sytuacja jest na świecie. W USA płacą 5,2% odsetek rocznie od obligacji 10-letnich. Niemcy, które jeszcze kilka lat temu sprzedawały obligacje z ujemnymi odsetkami, czyli ktoś im dopłacał, żeby tylko je mieć, teraz płacą 3,5% rocznie. Francuzi muszą oferować aż 4,9%, a Japończycy 3%. To kraje, od których jeszcze niedawno brano dług na pniu z niskim oprocentowaniem.
W USA koszt wypłaty odsetek stanowił w tym roku do sierpnia równowartość już 21 proc. wpływów budżetu, podczas gdy rok wcześniej było to 18,5 proc.Niemcy na ten rok zaplanowali aż 23% kosztów obsługi długu (98,1 mld euro przy 426 mld euro wpływów budżetu) wobec 13,7% rok temu. Jednak to marne pocieszenie.
Nie mamy poduszki bezpieczeństwa
Polska, jako kraj na dorobku oraz bazujący na szybkim wzroście gospodarczym ma o wiele niższą odporność finansową i margines bezpieczeństwa ekonomicznego niż pozostałe kraje Grupy G20. Niemcy i USA należą do kluczowych rozgrywających w architekturze finansowej świata (MFW, Bank Światowy, EBC, FED).
Stany Zjednoczone zadłużają się na potęgę bez bezpośredniego zagrożenia utratą płynności. Ich bezpieczeństwo opiera się na dominacji militarnej, technologicznej i pozycji dolara w handlu ropą i surowcami (co się bardzo nie podoba Chinom).W warunkach globalnego kryzysu popyt na ich papiery wartościowe zazwyczaj… rośnie, co obniża ich koszty pożyczania pieniędzy.
Z kolei Niemcy kontrolujący europejską walutę euro opierają się na bezwzględnej wiarygodności kredytowej i sile gospodarczej Unii Europejskiej, będąc jej głównym płatnikiem. Nie bez znaczenia jest tu fakt, że mają konstytucyjny hamulec długu (Schuldenbremse) zakładający ograniczenie deficytu strukturalnego do zaledwie 0,35% PKB. W Polsce taki deficyt wynosi obecnie ponad 5,5% PKB. To znacznie zwiększa ryzyko niewypłacalności i utraty suwerenności fiskalno-pieniężnej.
Czy to plan Tuska na utratę suwerenności?
Gdy koszt obsługi długu zacznie pożerać coraz większą część budżetu państwa, pieniądze, które powinny trafiać na edukację, ochronę zdrowia, infrastrukturę czy obronność, będą przeznaczane na spłatę odsetek bankom i zagranicznym funduszom inwestycyjnym. Pożyczki będą droższe ponieważ spadnie wiarygodność Polski jako dłużnika. Wpadnięcie w pułapkę procedury nadmiernego deficytu (EDP) według standardów brukselskich spowoduje, że Ministerstwo Finansów przestaje de facto decydować o kształcie polskiego budżetu. Każda ustawa budżetowa, wydatek czy projekt socjalny musi uzyskać akceptację Komisji Europejskiej. Brak płynności finansowej oraz niestabilność polskiej waluty stają się pretekstem do rezygnacji ze złotego i przyjęcia euro, co skutkować będzie ostateczną utratą nad rozwojem gospodarczym kraju. Kontrolę nad stopami procentowymi i emisją pieniądza przejmie Europejski Bank Centralny we Frankfurcie, powstały na wzór Bundesbanku, który został zorganizowany według doktryny niemieckiej.
Wywołanie kryzysu finansowego i uzależnienia budżetu od wierzycieli oraz Unii Europejskiej ma ułatwić i przyspieszyć głęboką integrację europejską (federalizację UE), na którą polskie społeczeństwo nie zgodziłoby się w normalnych warunkach. Doprowadzenie państwa do progu niewypłacalności stawia obywateli przed faktem dokonanym: oddanie resztek suwerenności w zamian za unijne kroplówki finansowe.
Plan rządu czyli brak działań
Obecny rząd realizuje model oparty na stymulowaniu popytu konsumpcyjnego i utrzymywaniu osłon socjalnych, licząc na to, że wzrost gospodarczy sam wyrówna wskaźniki budżetowe bez konieczności wprowadzania bolesnej „terapii szokowej”. Wprowadzenie ograniczeń w wydatkach socjalnych skończyłoby się katastrofą wyborczą w 2027 roku. Z tych samych względów rząd unika dyskusji o terminie wejścia do strefy euro. Jedynie w obszarze przejęcia kontroli nad Narodowym Bankiem Polskim wykazuje nadaktywność. Obecna polityka pieniężna Prezesa Glapińskiego ogranicza rządowi możliwość zadysponowania budżetowego środkami zgromadzonymi w NBP, szacowanymi obecnie na 1,1 bln złotych. Rezerwy te służą do obrony kursu polskiej waluty (złotego), zapewnienia płynności transakcji zagranicznych polskich firm i państwa oraz utrzymania wiarygodności finansowej Polski, dlatego proces integracji finansowej w ramach UE jest mocno spowolniony.
Nie oznacza to jednak zatrzymania „walca zadłużenia”, który ma rozwalcować naszą suwerenność pieniężną, fiskalną i gospodarczą. Po objęciu Polski procedurą nadmiernego deficytu przez Komisję Europejską, rząd korzysta z taryfy ulgowej jaką ma obecnie rządząca ekipa w Brukseli, sprowadzającej się do odłożenia w czasie na „po wyborach” rygorów i sankcji związanych z ograniczaniem deficytu budżetowego. Jednak niezależnie od tego jak potoczą się wybory parlamentarne w 2027 brukselskie obcęgi finansowe zaczną mocno zaciskać się na polskiej ekonomii.
Obrona złotego i inwestycje to zadania dla przyszłego polskiego rządu
Aby zamiar podporządkowywania polskiej ekonomii celom brukselskiej (niemieckiej) biurokracji się nie powiódł, konieczna jest naprawa finansów publicznych i wyjście z kleszczy nadmiernego deficytu budżetowego. Prowadzenie niezależnej polityki pieniężnej oraz obrona rezerw walutowych i złota zgromadzonych w Narodowym Banku Polskim jako kluczowego bufora stabilności finansowej kraju pozwoli utrzymać wiarygodność kredytową Polski.
Z kolei zachowanie własnej waluty pozwala utrzymać kontrolę nad stopami procentowymi i emisją pieniądza w rękach krajowych instytucji. Zamiast sztucznego stymulowania popytu konsumpcyjnego za pomocą pożyczonych pieniędzy, państwo musi wrócić do, zarzuconego przez obecną władzę, programu wielkich inwestycji infrastrukturalnych, energetycznych oraz wspierać nowoczesną edukację.
***
Obraz wygenerowany przez AI.
