Ziemkiewicz. Traktat o byciu mężem i ojcem

Ziemkiewicz. Traktat o byciu mężem i ojcem

blank

Książka „Ziemkiewicz” wydana przez wydawnictwo Czarna Skrzynka to nie tylko zbiór tak pożądanych przez fanów publicysty komentarzy na temat otaczającej nas rzeczywistości. Może trochę. Ale dla mnie to przede wszystkim lektura, wręcz traktat o statusie mężczyzn w życiu społecznym dla, których spełnieniem może być rola męża, ojca i człowieka czczącego swoich przodków. Dzisiaj to bardzo potrzebne…

Długo się zastanawiałem, czy akurat ja ze środowiska DOBITNIE powinienem usiąść do pisania tekstu na temat książki jaką Wiktor Świetlik napisał z Rafałem Ziemkiewiczem. Raz, że z Wiktorem znam się blisko 30 lat i wznieść się na obiektywizm w takiej sytuacji jest po ludzku trudno. Dwa, że mam słabość do twórczości wszelakiej Ziemkiewicza i niełatwo pisać na temat bardzo osobistej książki znanego publicysty. Z drugiej strony, nie miałem nigdy problemu, by Wiktorowi zwracać uwagę na błędy, czasem dość dosadnie, a i w twórczości, szczególnie publicystycznej, czołowego komentatora Do Rzeczy nie wszystko zyskuje mój poklask. Uznałem więc, że nie grozi mi pisanie w niewygodnej pozycji na kolanach, choć przyznam z góry, że książka mi się spodobała. Może szkoda, bo poważniejsza krytyka dodałaby kolorytu mojemu tekstowi, ale nic na siłę, nie jestem red. Węglarczykiem, zostawię babranie się w żółci jemu i jego wyrobnikom.

Deja vu

Czytając „Ziemkiewicza” miałem poczucie deja vu. Nie, nie dlatego, że Panowie poszli na łatwiznę i podali nam odgrzewane kotlety z życia czołowego publicysty Do Rzeczy, choć nie brak głośnych i dość dobrze znanych wątków dotyczących głównego bohatera. Deja vu, bo rok temu recenzując na łamach DOBITNIE dwie pierwsze książki prof. Jana Majchrowskiego pozwoliłem sobie na uwagę, że są to w dużej części opowieści o tacie autora, Stefanie Majchrowskim, a książki stały się pochwałą ojcostwa. A właściwie czymś więcej, manifestem o statusie mężczyzn w życiu społecznym. Mężczyzn dla, których spełnieniem może być rola męża, ojca, troskliwego syna, pamiętającego o swoich przodkach. Tak też czytam „Ziemkiewicza”. To tym samym trochę traktat o zdrowym rozsądku.

Oczywiście, możemy snuć domysły, na ile to poza publicysty, wpisywanie się w oczekiwanie konserwatywnego odbiorcy, który lubi jak jego bohaterowie są rodzinnie poukładani.  Ale w gruncie rzeczy to nie ma żadnego znaczenia, bo liczy się jedno, czy to co opowiada Rafał Ziemkiewicz o swojej sytuacji rodzinnej jest wiarygodne. Znamy tych niektórych rodzinnych, często – przepraszam za dosadność – świętojebliwych polityków, artystów czy dziennikarzy, którzy potem okazywali się zakłamanymi łajdakami. Dlatego zawsze z ostrożnością podchodzę do tych często egzaltowanych opowieści o rodzinie i „konserwatywnych wartościach”. Na promocji książki w warszawskich „Hybrydach” widziałem żonę i przynajmniej jedną z córek autora „Michnikowszczyzny” i obie Panie nie wyglądały, że są tam wbrew sobie. Zresztą Panią Aleksandrę widziałem razem z mężem w podcaście u Moniki Jaruzelskiej i jeżeli oboje grali tylko zgodne małżeństwo, to niech chowają się wszyscy nasi luminarze scen, bo mamy kandydatów do Oscarów. Myślę jednak, że to nie gra, małżeństwo Ziemkiewiczów jest naprawdę zgodne, a córki nie tylko nie wstydzą się swojego sławnego ojca, jak marzyłoby się niektórym, ale są z niego dumne. Jeżeli więc to nie poza, to wniknijmy z większym zaufaniem w świat, jaki rysują nam autorzy.

Grzesznik czy mężczyzna 2.0

Tak wiem, to brzmi dziwnie, jeżeli wspomnimy wszystkie wcześniejsze porażki życiowe autora. Nieudane małżeństwo, zdrady, wirujące córy Koryntu, a to podlewane obficie alkoholem i jakąś słabością do dość topornego hedonizmu. To coś więcej niż katalog porażek, to wstęp do otchłani. Uprzedzam oczywiste w tej sytuacji pytanie: jak ktoś taki może dziś przedstawiać się nam, jako przykładany mąż i ojciec, prawdziwy mężczyzna 2.0, wzór dla innych? No właśnie może. Nie chciałbym snuć nieco grafomańskich w tej sytuacji paraleli o przemianie zabójcy Św. Szczepana w Pawła czy sienkiewiczowskiego Kmicica w Babinicza, choć przecież to modelowe przykłady powrotu na ścieżkę prawdy. Nie chcę, bo tak naprawdę każda taka historia zasługuje na osobną opowieść i inspirację dla innych, bez alibi w postaci wielkich biblijnych czy literackich pierwowzorów. Ja spotkałem się z dziesiątkami podobnych opowieści i wiem, jaką każda z nich ma moc. I uważam, że Rafał Ziemkiewicz wespół z Wiktorem Świetlikiem właśnie taką opowieść nam podają. A ponieważ dotyczy to jednego z najważniejszych komentatorów politycznych w Polsce, a po konserwatywnej stronie, zdecydowanie najpopularniejszego, to uzyskuje ona dodatkowy gryf powagi.

Nie wiem, może to kwestia mojego wieku i rosnącego sentymentalizmu, może obaw, w którym kierunku pędzi nasz świat, a może niezgody na niszczenie rodziny przez wielkie machiny instytucjonalne i popkulturę, ale z dużym uznaniem odnajdywałem wszystkie fragmenty, w których nasz bohater opowiada o swojej żonie.  Z ogromną miłością, choć bez zbędnych upiększeń. Oczywiście, Ziemkiewicz na tyle sprawnie posługuje się językiem polskim, że cóż to dla niego powiedzieć/napisać kilka, kilkanaście zgrabnych formułek na temat małżonki. Tylko, że intensywność i barwa tych wyznań raczej nie wskazują na celowy zabieg pod oczekiwania konserwatywnego odbiorcy. To zdecydowanie coś głębszego i realnego. No i jeszcze jedno, to Pani Aleksandra energicznie cofnęła gwiazdę mediów ze wspomnianej wcześniej drodze ku otchłani. A jeżeli dodamy liczne fragmenty o córkach – ostrzegam: duma autora wychodzi poza skalę – to mamy spójną opowieść. Coś na kształt poematu z życia człowieka poczciwego/szczęśliwego.

Powrót taty

Jak wspomniałem, książka jest kolejną okazją do oddania hołdu tacie autora, Tadeuszowi Ziemkiewiczowi.  Każdy, kto choć trochę zna dorobek pisarski i publicystyczny komentatora Do Rzeczy nie może być zdziwiony. Postać taty wielokrotnie pojawiała się w działalności literackiej i publicystycznej, trochę jakby pisarz nie zdążył należycie podziękować za przekazaną mądrość i spłacał cały czas swój dług z tego tytułu (poniekąd podobnie, jak Jan Majchrowski). Tyle, że teraz wpisuje się to dodatkowo we wspomnianą na wstępie walkę o zdrowy rozsądek i należną (właściwą) rolę mężczyzn w życiu społecznym. Dzisiaj, gdy popkultura spycha mężczyzn do roli, w najlepszym razie nierozgarniętych poczciwców lub sympatycznych gejów, takie mocne artykułowanie historii naszych ojców, prawdziwych mężczyzn przeprowadzających nas przez zgniliznę PRL jest szczególnie potrzebne.

Życie i skandale

Oczywiście, rozmowa nie dotyczy tylko kondycji rodzinnej Rafała Ziemkiewicza.  Liczne grono wielbicieli zarówno jego działalności publicystycznej, jak i literackiej chyba nie wybaczyłoby tego obu rozmówcom. Mamy więc pod dostatkiem obowiązkowych wspomnień, anegdot, komentarzy i galerię portretów ludzi znanych i tych trochę mniej rozpoznawalnych. A pamiętajmy, że nasz bohater miał też na koncie epizod opozycyjny w późnym PRL, kilka lat działalności politycznej we wczesnej III RP, różne późniejsze zaangażowania (Marsz Niepodległości, stowarzyszenie Endecja), no i był – co dla mnie jest szczególnie cenne i interesujące – związany jeszcze w latach’80 z fandomem, ruchem twórców i wielbicieli fantastyki. Nie brak więc wątków i z tych aktywności autora. To zawsze jest ciekawe, szczególnie jeśli w portfolio Ziemkiewicza było rzecznikowanie UPR w czasach Janusza Korwin-Mikke i Stanisława Michalkiewicza.

Co ważne, nasz bohater nie unika dyskusji o wszystkich – nazwijmy to umownie – skandalach, które się działy z jego udziałem. O wątkach bardziej obyczajowych już wspomniałem, ale przecież z Rafałem Ziemkiewiczem wiąże się cały bagaż historii, które zdaniem niechętnych komentatorów winny kończyć się jakąś formą infamii. Oskarżenia o antysemityzm, o obraźliwe komentarze wobec kobiet, problemy z wjazdem do Wielkiej Brytanii, procesy sądowe, w tym bolesne porażki (jak w sprawie z powództwa B.Wielińskiego); nazbierało się tego trochę. Tylko, jeżeli przeanalizujemy każdą sprawę, to dość szybko zauważymy wspólny mianownik, który definiuje jeden z głównych problemów naszych czasów. Rosnącą agresję środowisk lewicowo-liberalnych, które na wszelkie sposoby zwalczają wszystko co nie mieści się w reglamentowanym przez nich spektrum dyskusji. A jeżeli dotyczy to popularnych komentatorów, niekoniecznie politycznych, to frustracja i wrogość nie mieszczą się w cywilizowanych normach. Rafał Ziemkiewicz jest w tej sytuacji dość oczywistym celem ataków. Oskarżenia, choćby strugane z kłamstw, donosy, pozwy, groźby to niestety jego chleb powszedni. Ale dobra wiadomość jest taka, że autor „Polactwa” nie zamierza ustępować pola, choć czasem takie kłamliwe akcje są dość dolegliwe (jak niemożność celebrowania z rodziną promocji córki na studia na Oxfordzie). Ta chęć walki to nie zajadłość, to nawet nie pycha, to elementarne stawanie w prawdzie.

Stegny, których nie ma…

Na końcu, zwrócę uwagę na coś czego wyraźnie zabrakło mi w rozmowie obu dziennikarzy. Myślę tu o praktycznie pominiętym wątku wczesnych lat Ziemkiewicza spędzonych na warszawskich Stegnach, jednym z PRL-owskich blokowisk.  Generalnie mam wrażenie, że to wciąż słabo opowiedziana cześć naszej historii, a przecież dotyczy znacznej części Polaków. Śmiem twierdzić, że dla tych urodzonych w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych (jak obaj autorzy książki i niżej podpisany wychowujący się na warszawskim Bródnie), czyli jeszcze pamiętający PRL i spędzający pierwsze lata życia właśnie w takich miejscach było to bardzo silnie formujące doświadczenie.

Tu tylko przypomnę, że Karol Nawrocki to też „chłopak z blokowiska”, wprawdzie urodzony nieco później, ale nikt nie ma wątpliwości, że to był też bardzo ważny element życia obecnego Prezydenta RP. Dzisiaj to realnie ważny aspekt dyskusji o rzeczywistości III RP. Szkoda, że panowie nie pokusili się o rozwinięcie tego wątku, ale przyjmuję, że rozmowa na ten temat jeszcze się odbędzie. Może w następnej książce…

Polecam…

Z pełnym przekonaniem mogę polecić lekturę „Ziemkiewicza”. Raz, że stanowi naprawdę interesujący portret jednego z najważniejszych, a na pewno najbardziej intrygujących aktorów życia publicznego. I bez nadmiernej ekspozycji poglądów autora na tematy polityczne, co w tym kontekście było dla mnie szczególnie cenne. Rzecz jasna, one są ważne, ale te przecież z grubsza znamy. Tu, jak myślę, intencja była inna, a duet Świetlik-Ziemkiewicz postanowił sięgnąć głębiej, co z balastem politycznym byłoby dużo trudniejsze. Dwa, książka odpowiada na potrzebę walki – tak walki – o zdrowy rozsądek i przywracanie właściwego znaczenia istotnym sprawom. To skądinąd znak rozpoznawczy autora i książka podtrzymuje ten wizerunek. Po trzecie wreszcie, stanowi cenne świadectwo zmagań, jakie każdy – przynajmniej ci co chcą – toczy o własną duszę. „Ziemkiewicz” przypomina oczywistą prawdę, że w kochającej się Rodzinie, na pewno łatwiej.

Zakończę cytatem z kazań Św. Augustyna, kolejnego wielkiego Nawróconego, który przypomniał mi się przy pisaniu niniejszego tekstu.Kiedy byłem młodzieńcem, wolałem raczej z przenikliwością zajmować się wyjaśnianie Pism Bożych niż szukać pobożności. Przez moje złe obyczaje sam zamknąłem przed sobą drzwi mojego Pana. Kiedy powinienem był zapukać, aby mi otworzono, osobiście przykładałem się do ich zamknięcia. Pyszny ośmieliłem się bowiem szukać tego, co tylko może znaleźć pokorny. (…) Ale miłosierny Pan podniósł mnie i (…) umieścił w bezpiecznym gnieździe.”

***

„Ziemkiewicz”. Wydawnictwo: Czarna skrzynka (Warszawa 2026). FOT. Okładka książki.

Autor tekstu
Paweł Przychodzeń

Paweł Przychodzeń

prawnik, menedżer i ekspert w sektorze energetycznym, były wiceprezes PGNiG Termika (obecnie Orlen Termika).

Wyszukiwarka
Kategorie
Paweł Przychodzeń

Paweł Przychodzeń

prawnik, menedżer i ekspert w sektorze energetycznym, były wiceprezes PGNiG Termika (obecnie Orlen Termika).

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
Przemysław Miśkiewicz
blank